Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

25 maja 2021

NR 6 (Czerwiec 2021)

Od samopotępienia do samowspółczucia

118

Odrzucane przez rodziców, zaniedbywane w przeszłości dziecięce części nas samych tułają się w zakamarkach naszej psychiki niczym niechciane dzieci. Możemy je przygarnąć i obdarzyć miłością, a zamiast samopotępienia – okazać sobie współczucie. 

Każda rodzina ma swoją „mitologię”, swoje własne systemy wierzeń, opowieści, skrypty i przekonania. Choć wiele z nich dawno straciło na aktual­ności, to nadal przekazywane są kolejnym pokoleniom w formie norm, zakazów, oczekiwań i żądań.

Nieprzydatne dziś i często szkodliwe – wciąż są bezrefleksyjnie podtrzymywane, jakby sam fakt, że trwają, był potwierdzeniem ich zasadności. Czy można się od nich uwolnić?

Powielając wzorce, schematy, pozwalamy im przetrwać. Jest to związane z nieświadomym pragnieniem utrzymania stabilności w systemie rodzinnym, ciągłości jego historii, tożsamości i poczucia przynależności. To sprawia, że w danej rodzinie odtwarzane są nieustannie te same wzorce interakcji pomiędzy jej członkami, stanowiące odbicie rodzinnych mitów i nierozwiązanych konfliktów poprzednich pokoleń. Przykładowo: wiele osób wychowało się w domach, w których wyrażanie pewnych uczuć stanowiło karygodne naruszenie rodzinnej tradycji. Emocjonalne tabu nie pozwalało na ich swobodną ekspresję, lecz także na ich wewnętrzne doświadczanie. Przeżywanie emocji zostało połączone z przeświadczeniem, że jest się złym człowiekiem, który zasługuje na karę.

POLECAMY

Głos z wnętrza

Bardzo trudno wyrwać się z tego zaklętego kręgu. Wybitny psychiatra Ivan Boszormenyi-Nagy, autor kontekstualnej terapii rodzin, podkreślał znaczenie więzów lojalnościowych, uważając je za najpoważniejszą siłę regulującą w systemie rodzinnym.

Według badacza każdy zaciągnięty dług musi zostać spłacony. Jeśli tak się nie stanie, uruchomi to poczucie winy i wstydu, które przywołają dłużnika do uregulowania rachunków.

Największym zobowiązaniem zawsze obciążane są dzieci. Głęboka lojalność wobec opiekunów każe im pokornie realizować zalecenia z rodzinnej recepty na życie. Dziecko nieświadomie się poświęca, często działając na własną szkodę. Lojalność nie musi być jawna i oczywista, np. gdy dzieci – w wyniku podporządkowania się nakazom – wybierają studia, które wskazali im rodzice, lub kiedy nie zakładają własnej rodziny, bo pozostają wierne samotnej matce albo ojcu. Każdy człowiek w jakiejś formie wchłania rodzica w swoją psychikę, wtłacza go w krwiobieg. Psychoanaliza określiła go mianem „superego”. W Terapii Schematów mówi się o dysfunkcyjnym trybie rodzicielskim, a w podejściach humanistycznych – o Krytyku Wewnętrznym.

Choć dawno przestaliśmy być dziećmi, głos rodzica rządzi naszym życiem. Jest to powszechne, choć wiele osób prawdopodobnie zaprzeczy. A jednak… Jesteśmy w pewnym sensie nosicielami ich postaw, tak jak wcześniej oni byli nosicielami postaw, przekonań i wartości swoich rodziców, a naszych dziadków. Możemy na przykład wchłonąć w siebie ich krytycyzm i w związku z tym mieć poczucie, że nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być, że jesteśmy wadliwi, głupi, brzydcy, źli. Albo możemy przyswoić głos nadmiernie lękowego rodzica i podobnie jak on – wszędzie widzieć zagrożenie. Możemy przesiąknąć przekonaniami rodzica obwiniającego, który wiecznie tkwi w roli ofiary, i widzieć dziś w innych ludziach źródło swojego cierpienia. Być może naszym wnętrzem rządzi rodzic karzący, niepozwalający nam na bycie zrozpaczonym, słabym, potrzebującym. Przeżywając smutek, możemy złościć się na siebie albo czuć się ciężarem dla innych. Nieustająco odwołujemy się do tej figury rodzica w swoim wnętrzu.

Twój świat jest moim światem

Rodzic, który sam nie dorastał w ufnej relacji, nie posiada zasobów, by móc zaoferować taką relację swojemu dziecku. Niezwykle trudno ukoić dziecko, wygasić jego silnie negatywny afekt i dać mu poczucie komfortu, gdy samemu jest się zestresowanym, napiętym, zalęknionym. Umysły rodziców wypełnione problemami i nieustającą gonitwą myśli nie mają wolnej przestrzeni dla swoich dzieci. Rodzice mogą pozostawać ze swoimi pociechami obecni ciałem i nawet z nimi rozmawiać, bawić się klockami czy układać puzzle, a jednocześnie być całkowicie poza zasięgiem w wymiarze emocji i rzeczywistej interakcji. Rodzic zamknięty we własnym umyśle nie patrzy na dziecko z zainteresowaniem i zachwytem. Nie może być autentycznie ciekaw jego przeżyć, jego zdania na jakiś temat i dziecięcych opowieści. Odseparowany, odłączony, niedostępny – nie potrafi z miłością reagować na swoje dziecko. Nietrudno wyobrazić sobie, jak bardzo osamotnione i zrozpaczone czuje się ono w tej sytuacji.

Małe dzieci są niemal zupełnie pozbawione mechanizmów obronnych. Oznacza to ekstremalną podatność, wrażliwość na wszystko, co dzieje się dookoła, wyczuwanie nastrojów, emocji, wszelakich odczuć ważnych osób dorosłych. Świat wewnętrzny opiekuna wlewa się więc do świata wewnętrznego dziecka szerokim strumieniem. Zmartwienia rodzica nie są zatem tylko jego sprawą. Jeśli w wewnętrznym świecie mamy lub taty jest dużo bólu i cierpienia, dziecko również zacznie taki świat w sobie tworzyć. Carl Gustav Jung pisał o prymitywnej, nieświadomej identyfikacji dziecka z rodzicami, która sprawia, że czuje ono ich wewnętrzne konflikty i przeżywa je zupełnie tak, jakby były to jego własne problemy.

Ciało osoby udręczonej problemami nie może być źródłem ukojenia dla dziecka. Choć potrzebuje ono dotyku, utulenia, jeśli gorset mięśniowy opiekuna jest twardy, dziecko odbiera go – jak trafnie zauważa psychoterapeutka Margot Sunderland, autorka książki Niska samoocena u dzieci – jako źródło trwogi, niepokoju.

Zachowanie nieobecnego emocjonalnie rodzica, pochłoniętego swoimi sprawami, toczącego wewnętrzne walki, patrzącego na dziecko pustymi, niewidzącymi oczami albo rodzica owładniętego impulsywnym gniewem zostanie odebrane przez dziecko jako reakcja na nie samo. Uzna, że to ono jest źródłem problemu, i weźmie winę na siebie.

Zraniony opiekun

Dziecko w końcu dorasta i samo zostaje rodzicem, a doświadczenie rodzicielstwa wyzwala w nim stare dziecięce traumy. Otwiera niezagojone emocjonalne rany, konfrontuje z niezaspokojonymi pierwotnymi potrzebami. Wyobraźmy sobie sytuację, w której malec jest zrozpaczony i płacze. Jego rodzic w dzieciństwie, gdy płakał, spotykał się z negatywną reakcją swoich opiekunów, np. irytacją, złością. Może słyszał: „Natychmiast przestań! Nic się nie stało, już dosyć!”. A może był ignorowany; ojciec lub matka pozostawali odcięci, zimni i obojętni. Nie otrzymywał w takiej sytuacji zrozumienia, współczucia i czułej troski. Musiał coś zrobić z emocjami, które budziły taką niechęć w rodzicu. Być może zaczął odłączać się od tych uczuć, wyrzucać cierpienie poza świadomość. Teraz, gdy jest dorosły i jego dziecko płacze, kierowany nieświadomym wspomnieniem, zareaguje w nieadekwatny, niezrozumiały dla siebie, silny, a może nawet gwałtowny sposób, czyli złością, niechęcią, pogardą albo emocjonalnym wycofaniem – podobnie jak wcześniej jego rodzice. Nie będzie rozumiał swojej reakcji, choć prawdopodobnie zacznie ją usprawiedliwiać, uzasadniać, wyjaśniać poprzez zewnętrzne okoliczności, przyczynę swoich emocji upatrując w zachowaniu dziecka, które jest przecież „takie niegrzeczne”.

Innym przykładem może być rodzic, który w dzieciństwie spotykał się z aprobatą tylko wtedy, gdy miał bardzo dobre wyniki w nauce. Kiedy dostawał złą ocenę, matka i ojciec krzyczeli, wyzywali go albo dystansowali się emocjonalnie. Taką reakcję szybko uwewnętrznił i rozwinął perfekcjonistyczne standardy, łając się za każdą porażkę. Swoje słabości zaczął przeżywać jako coś głęboko zawstydzającego i zasługującego na potępienie. Jeśli rodzic nie ma litości dla siebie w przypadku błędów i uchybień, trudno mu będzie zachować postawę ciepła i wyrozumiałości, gdy dziś jego syn przyniesie ocenę niedostateczną ze sprawdzianu.

Bal maskowy

U niedojrzałych emocjonalnie rodziców bliskość wywołuje odruchową reakcję lękową. Ponieważ nie czują się komfortowo ze swoimi uczuciami, mogą hamować najróżniejsze ich przejawy u swojego dziecka. Uciszać je, gdy jest wesołe, radosne i głośno się śmieje, ganić, gdy jest spontaniczne i tańczy lub śpiewa, okazywać złość, gdy asertywnie wyraża własne zdanie i pragnienia, lub niechęć, gdy czegoś nie potrafi zrobić zgodnie z instrukcją.

Odwracając się od jakichś uczuć i potrzeb dziecka, opiekunowie komunikują mu: „Gdy jesteś taki, wówczas ciebie nie chcę”. Dziecko uczy się, że tylko pod pewnymi warunkami jest akceptowane, kochane. Prowadzi to do największego dramatu, najpoważniejszej choroby, która nęka ludzkość od zarania dziejów – samopotępienia. Dziecko rozwija nienawiść, obrzydzenie do samego siebie i stale obecny lęk, że zostanie odrzucone, poniżone, skompromitowane, gdy tylko inni odkryją, jakie jest naprawdę: niewarte miłości.

Aprobata rodzica jest warunkiem koniecznym, by dziecko otrzymało opiekę (i w ten sposób przeżyło!), zrobi więc ono absolutnie wszystko, żeby matka lub ojciec byli zadowoleni. Utworzy fałszywe Ja – maskę, której być może nie zdejmie do końca życia.

Poczuje się w niej w jakiejś mierze bezpieczne, ponieważ wzbudzi upragnioną akceptację lub przynajmniej uniknie kierowanej ku sobie agresji. Ukryje się za przebraniem: Grzecznej Dziewczynki, Miłego Chłopca, Perfekcjonisty, Gwiazdy, Intelektualisty, Clowna, Pielęgniarki, Szarej Eminencji, Wiecznie Chorego itp. Wejdzie w rolę skrojoną na miarę potrzeb rodzica. Udział w tej maskaradzie da mu złudzenie ucieczki od lęku przed odrzuceniem, obojętnością, skrzywdzeniem. Wyrażanie siebie, swojego autentycznego Ja byłoby zbyt straszną opcją. Mogłoby oznaczać utratę miłości rodzica. 

Trauma przekazywana jest kolejnemu pokoleniu. Rodzic, który sam był kochany warunkowo, gdyż jego rodzice nie potrafili przyjąć jakichś aspektów jego Ja, teraz sam w ten sposób krzywdzi własne dziecko. 

Tak jak niemowlę od matki, tak Wrażliwe Dziecko w naszym wnętrzu potrzebuje otrzymać troskę od osoby, która jest mu najbliższa. W dorosłym życiu jesteśmy nią my sami.

Sierociniec

Czujące dziecięce części naszego Ja często są nazywane w różnych teoriach Wewnętrznym Dzieckiem. Jeffrey Young, twórca Terapii Schematów, określił je trybem Wrażliwego Dziecka, a Richard Schwartz, autor terapii IFS (Internal Family Systems), nazwał je Wygnańcami (ang. Exiles). Odtrącone dziecięce aspekty naszej psychiki są zaniedbane, wychudzone, głodne, nieufne. Mają umorusane buzie, noszą łachmany, choćbyśmy włożyli na siebie idealnie skrojony garnitur. Funkcjonują w naszej psychice niczym niechciane dzieci w przytułkach, odszczepieńcy, których rodzice zmienili adres, by nigdy ich nie odnalazły. One jednak i tak próbują. Dają znać o swoim istnieniu. Piszą listy z nieświadomości, dobijają się do zamkniętych bram mechanizmów obronnych, wchodzą na wysokie mury odgradzające je od świata. Robią to poprzez sny, czynności pomyłkowe, depresje, stany lękowe i inne zaburzenia psychiczne, uczucie pustki, choroby psychosomatyczne, niezrozumiałą siłę nagłych emocji itp. Przechowują w sobie dawny ból, emocjonalnie egzystując w konkretnych momentach z dzieciństwa. Utknęły w przeszłości, w sytuacjach, w których przydarzyło im się coś traumatycznego, co przekraczało ich dziecięce możliwości radzenia sobie, w których nie miały wsparcia dorosłego ani wewnętrznych zasobów. Właśnie dlatego, że niosą z sobą tak silne, bolesne, przytłaczające emocje, są trzymane z dala od świadomości przez mechanizmy obronne. W sytuacjach, które na zasadzie skojarzenia przywołują wspomnienia tamtych traumatycznych zdarzeń, te silne uczucia dochodzą do głosu. Dzieje się to automatycznie, nieświadomie i poza możliwością kontroli.

Rodzina zastępcza

Jeśli w interakcji z rodzicami nie było nam dane nauczyć się, że relacja z drugim człowiekiem może być źródłem bezpieczeństwa, satysfakcji i radości, potrzebujemy zaangażowania w intensywną pracę nad reperacją t...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy