Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

19 września 2017

O wspólnym załatwianiu powstałego problemu

14

Dopóki mamy do czynienia nie tylko z bezkarnością, ale wręcz z przyzwoleniem, szanse na wyeliminowanie korupcji nie wydają się duże.

Przychodzi Stefan do Marioli i mówi: „Ja ci dam koszyk orzechów, a ty mi załatwisz leżak na plaży, bo nigdy nie udaje mi się go dostać”. Albo: „Ty mi dasz dwa pukle swoich pięknych włosów, a ja załatwię, aby grupa trzymająca władzę przestała się na ciebie boczyć”. Zwrot „przychodzi X do Y” zrobił zawrotną karierę za sprawą ustawy o mediach. Warto jednak zauważyć kilka rzeczy.

Po pierwsze, nie jest to bynajmniej zwrot nowy, bo od zawsze i bez przerwy przychodzi ktoś do kogoś i proponuje wspólne rozwiązanie „powstałego problemu”. Firmy farmaceutyczne oraz firmy produkujące aparaturę medyczną korumpują nie tylko lekarzy, ale całe ośrodki medyczne, a nawet urzędy zajmujące się sprawami lecznictwa. Firmy budowlane, uciekając się do korupcji, wygrywają przetargi. Aż 91 proc. Polaków sądzi, że jest ona powszechna. Najczęściej wymienianą jej domeną są zamówienia publiczne. Obiektywne wskaźniki korupcji w Polsce są prawie dwukrotnie wyższe niż w Danii czy Finlandii.

Po drugie, rzecz nie w tym, z czym przychodzi Stefan do Marioli, ale z czym odchodzi i co jej zostawia.
Po trzecie... No właśnie... Propozycja korupcyjna polega, z grubsza biorąc, na zaproszeniu do ustanowienia pewnej wspólnoty interesów, w obrębie której dokonuje się wymiana dóbr. Na ogół sądzi się, że dotyczy to sytuacji, w której bez zaoferowania jednej ze stron pewnych dóbr nie doszłoby do rozstrzygnięcia pozytywnego dla drugiej. Tymczasem tak być nie musi. Jeden z wrocławskich szalbierzy brał od każdego, kto zechciał dać, pieniądze za „załatwienie” przyjęcia na studia. Następnie oddawał je tym, którzy na studia się nie dostali, a zatrzymywał to, co zapłacili szczęśliwi studenci pierwszego roku. Rzecz jednak w tym, że ów szalbierz (moralny przecież na swój sposób) nie robił nic, aby komukolwiek załatwić przyjęcie na studia. Czekał po prostu na zakończenie działalności komisji rekrutacyjnej, sprawdzał, kto został przyjęty na studia, i stosownie do tego zatrzymywał lub oddawał pieniądze. W tym przypadku nie ma zależności między tym, co robił dający, i tym, co robił biorący.

Prawdą jest jednak, że w znacznej większości przypadków taka zależność istnieje. A więc bez oferty korupcyjnej decydent (czy inna wpływowa osoba) nie podejmowałaby działań na rzecz oferenta łapówki. W takich warunkach kształtuje się coś, co można by nazwać „tymczasową tożsamością społeczną”. Tworzy się tymczasowe MY. Powstaje więź między partnerami. Ponieważ istnieje tu duże ryzyko straty, musi powstać atmosfera wzajemnego zaufania i muszą ukształtować się wzajemne oczekiwania, zazwyczaj spełniane. Funkcjonuje tu zatem jedna z najważniejszych reguł opisanych przez Roberta Cialdiniego – reguła wzajemności. Wszystko to stanowi samo w sobie wartościowy element życia społecznego. Jedyny minus to naruszenie reguły równości.

Zauważmy zatem, że propozycje korupcyjne nie istnieją tam, gdzie funkcjonuje arbitralna, autokratyczna władza. Cesarzowi składa się dary, a on w swej kapryśnej naturze być może przychyli się do towarzyszącej darom prośby. Korupcja jest, siłą rzeczy, zjawiskiem funkcjonującym w strukturach demokratycznych. Jest też dyskretną próbą zamachu na prządek demokratyczny. Ale zauważmy także, że pojawia się ona szczególnie wtedy, gdy obowiązuje reguła równości dostępu do cenionych wartości. A tych nie starcza dla wszystkich. Im większy deficyt dóbr, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się reguły względnego uprzywilejowania, w konsekwencji również prawdopodobieństwo korupcyjne...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy