Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Nudy na pudy

0 343

Aby się nudzić, trzeba być inteligentnym i czuć się bezpiecznie. O pożytkach z nudy pisze BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI.

W czasie deszczu dzieci się nudzą – głoszą słowa piosenki. Nie tylko dzieci. Często nudzą się – i to nie tylko w czasie deszczu – dorośli. Ba, etolodzy dowodzą, iż nudę znają także zwierzęta, przynajmniej te wyższe, jak kruki, psy czy małpy. Co to takiego nuda? Jeden ze słowników języka polskiego powiada, iż jest to „niemiły stan, niemiłe uczucie spowodowane zwykle bezczynnością, brakiem interesującego zajęcia, brakiem wrażeń, monotonią życia”. A więc z nudą kojarzy się: awersyjność, bezczynność, nieobecność stymulacji, powtarzalność i nieważność. Jest nam nieprzyjemnie, bo nie mamy nic do roboty, nie ma nic interesującego, zdarza się ciągle to samo – a więc jest tak, jakby nic się nie działo.
W latach 30. minionego wieku antropolodzy amerykańscy wypytywali wojowników indiańskich o historie ich życia. Komancze, Kiowowie, Lakoci czy Czejenowie po opowieści o wydarzeniach z czasów świetności często dodawali: „A potem zostaliśmy zamknięci w rezerwacie i od tego momentu nic więcej interesującego się nie działo”. Jeśli uprzytomnimy sobie, że owo „nic więcej” oznaczało często okres trwający ponad pół wieku, zrozumiemy, jak znamienne było to wyznanie. Dla tych ludzi monotonna wegetacja w rezerwatach nie zapisała się w pamięci żadnym ważniejszym wydarzeniem. Nuda nie musi więc polegać na tym tylko, że nie mamy nic do roboty – bo zazwyczaj mamy! Przydarza się ona szczególnie wtedy, kiedy nie możemy robić tego, co byśmy najbardziej chcieli. Dzieci w czasie deszczu nudzą się nie dlatego, że nie znajdują sobie żadnego zajęcia, ale dlatego, że nie mogą się kąpać w morzu, grać w piłkę czy palić ogniska – a więc nie mogą robić tego, na co najbardziej mają ochotę, bo deszcz (przynajmniej w opinii rodziców) stanowi nieprzezwyciężalną przeszkodę.
Nuda, która na pozór zdaje się być synonimem bezruchu, braku jakiegokolwiek dziania się – kryje jednak na dnie niejaką irytację, rozdrażnienie, czy też zniecierpliwienie. Kryje także chęć zmiany, a przynajmniej pozbycia się czegoś. Bywa więc utajonym, potencjalnym ruchem: zamrożoną tendencją do eksplozji, erupcji, raptownego odreagowania. Okazuje się, że kategoria „nudy” połączona jest istotnymi związkami znaczeniowymi z „nudnością” rozumianą jako „stan poprzedzający wymioty; nieprzyjemne uczucie w dołku podsercowym i przełyku; mdłości”. Niedobrze bywa nam zaś wtedy, gdy mamy w sobie czegoś za dużo i najczęściej to coś okazuje się szkodliwe, nieświeże, zatrute. A więc nuda to nie tylko uskarżanie się na brak czegoś, ale i na nadmiar czegoś. Mówimy przecież czasami, że „niedobrze mi się robi od tego twojego ciągłego narzekania”. Możemy również sformułować zarzut: „Te ciągłe awantury stają się już nudne”. Skarżymy się też zatem na nudę związaną z nadmiarem czegoś, co jest dla nas drażniące, irytujące.
Jeśli potraktujemy nudę rozumianą jako brak i nudę rozumianą jako nadmiar łącznie, to okazuje się, że ich wspólną podstawą jest monotonia i powtarzalność, brak nowości, brak pozytywnej ekscytacji. Dotychczas mówiliśmy o nudzie w kontekście wyłącznie negatywnym. Orientalni myśliciele buddyjscy i taoistyczni powiadają jednak, że niezwykle rzadko mamy do czynienia z czymś całkowicie i jednoznacznie pozytywnym albo negatywnym. Każda rzecz po dokładniejszym przyjrzeniu się jej zazwyczaj ujawnia swą drugą, często nieoczekiwaną stronę.
Warto zauważyć, że nuda jest stanem wielce ekskluzywnym. Z pewnością nie nudzą się ani drzewa, ani dżdżownice, ani nawet leniwce – choć nazwa sugeruje, iż mogłyby być narażone na tę przypadłość. Nuda okazuje się zatem – paradoskalnie – doskonałym wskaźnikiem wysokiego poziomu intelektualnego. Żeby się nudzić, trzeba być wystarczająco inteligentnym. Dzięki inteligencji możemy więcej wiedzieć i więcej rozumieć. Nuda staje się zatem drugą stroną zdolności do przejawiania zainteresowania, bycia zaciekawionym. Taki, dajmy na to, wypławek wprawdzie z zasady nie nudzi się, ale też i nie wpada w bezinteresowną ekscytację poznawczą.
[nowa_strona] Inna paradoksalna, pozytywna strona nudy polega na tym, że aby się nudzić, trzeba czuć się bardzo bezpiecznie.  Większość zwierząt nie nudzi się dlatego, że jest tak zaangażowana w walkę o przetrwanie, iż na nudę najzwyczajniej nie ma zupełnie czasu. Uciekanie przed wrogami, zdobywanie pożywienia i odpoczynek całkowicie wypełniają czas większości organizmów, nie pozostawiając miejsca na arystokratyczne dolegliwości nudy. Chyba tylko bardzo dostatnie i bezpieczne socjalnie społeczności mogą sobie na nią pozwolić. Jeśli biedacy popadają już w bezruch – to zazwyczaj przybiera on formę raczej marazmu, apatii, rozpaczliwego stuporu niż sytej nudy. Istnieje nawet taka zbitka, która mówi o „znudzonych dobrobytem”, albo wręcz „zblazowanych społecznościach Zachodu”. Społeczności Etiopii czy Bangladeszu z pewności...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy