Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

11 lipca 2016

Nostalgia

Wszelkie nostalgie rodzą ból, z którym trzeba sobie jakoś radzić. Moim sposobem jest patrzenie na morze - w miejsce, gdzie morze się kończy.

Nostalgia ma – pewnie nie może być inaczej – bardzo osobiste podteksty. Nic więc dziwnego, że na myśl o niej pojawiły się w mojej głowie trzy ważne dla mnie miejsca: pewna łąka na przedmieściach Poznania, Ogród Botaniczny we Wrocławiu i ten staw w Central Parku na Manhattanie, do którego zimową nocą jechał Holden Caufield, bohater Buszującego w zbożu, aby sprawdzić, co dzieje się z kaczkami, kiedy stawy zamarzają. Nie przyszły mi do głowy szkoły, do których chodziłem (dobrze wiem dlaczego, a i szkoły – gdyby tylko miały pamięć, też by to wiedziały). Nie byli to ludzie, choć przecież jest co najmniej kilkadziesiąt osób rozrzuconych po świecie – od Denver w Colorado do Kabulu w Afganistanie – za którymi tęsknię, które jeśli spotykam, to zawsze z radością, a które, niestety, spotykam zbyt rzadko.

Te trzy miejsca burzą zarazem moje przekonania o naturze nostalgii. Byłem bowiem przekonany, że nostalgia to tęsknota za czymś nieobecnym, czymś utraconym, czymś, do czego właściwie nie ma już powrotu. Co więcej, myślałem, że nostalgia to tęsknota za dzieciństwem lub młodością, a więc za czasem przeszłym, w którym byliśmy (a przynajmniej tak nam się zdaje) tacy bardziej sokratejscy – mądrzejsi, piękniejsi i o wiele lepsi niż dziś. Do tego jeszcze zdrowsi. Byłem pewny, że chodzi o ten dystans wstecz, którego nie można już pokonać. Pozostaje tylko wzruszać się nim.

Tymczasem tylko jedno z tych miejsc (podpoznańska łąka) to doświadczenie z dzieciństwa. Spędzałem tam całe...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy