Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

16 grudnia 2015

Naprawdę jaki jest, nie wie nikt

0 348

Kowalski to drań, na Nowaku zawsze można polegać, a Wiśniewskiego lepiej omijać z daleka – szybko wyrabiamy sobie opinie o ludziach. Jesteśmy przekonani o ich trafności, ale czy na pewno są słuszne?

Niektórym wydaje się, że potrafią czytać z ludzi, niczym z kart otwartej książki. Mają pewność, że znają się na ludziach i nikt nie może ich oszukać. Czy rzeczywiście tak łatwo przejrzeć drugą osobę i rozpoznać jej intencje? Czy potrafimy podczas krótkiego kontaktu ocenić, czy ktoś jest życzliwy i szczery albo wręcz przeciwnie – dwulicowy i nieuczciwy? A może takie przekonanie to tylko złudzenie? Psychologowie ostrzegają, że codziennie padamy ofiarą błędów poznawczych. Popełniamy je – czy tego chcemy, czy nie – zarówno w ocenie innych, jak i samych siebie. Jeśli nauczymy się rozpoznawać je, będziemy w stanie wyciągać bardziej trafne wnioski dotyczące relacji z ludźmi.

Zniekształcenia poznawcze dotyczą w szczególności metapoznania, czyli myślenia i wiedzy na temat własnych procesów i struktur poznawczych. Już w latach 80. ubiegłego wieku psychologowie odkryli, że ludzie popełniają takie błędy, nie zdając sobie z tego sprawy. Wiele badań dowiodło, że osoby zdrowe psychicznie i dobrze przystosowane tworzą pozytywne iluzje na swój temat, dzięki którym widzą siebie w lepszym świetle. Dlatego większość z nas ulega złudzeniu ponadprzeciętności. Innymi słowy, mamy skłonność do oceniania swoich zdolności i umiejętności powyżej przeciętnej. Uważamy się zatem za mądrzejszych, atrakcyjniejszych i bardziej kompetentnych. Oczywiście lepiej też znamy się na ludziach. Co więcej, jak dowiodły badania Justina Krugera oraz Davida Dunninga, psychologów z Cornell University, im mniejsze mamy kompetencje w danym obszarze, tym lepiej siebie oceniamy! Naukowcy najpierw poprosili uczestników eksperymentu, by oszacowali, jak dobrze znają reguły i zasady językowe. Następnie badani wykonywali test gramatyczny. Okazało się, że 25 procent najsłabszych wyników uzyskały te osoby, które oceniły swą wiedzę jako ponadprzeciętną. Z kolei wśród 25 procent najlepszych znaleźli się skromni uczestnicy, którzy nie docenili swojej wiedzy.
Patrzenie na siebie przez różowe okulary bywa jednak korzystne, zwłaszcza wówczas, gdy mamy wykonać skomplikowane zadanie. Dzięki takiej perspektywie podejmujemy trudne wyzwania i nie poddajemy się w obliczu trudności. Z drugiej jednak strony „samowywyższanie się” może sprawić, że będziemy prezentować fałszywie zaniżone przekonania o innych ludziach.

Społeczne puzzle
Przecenianie siebie i swoich umiejętności idzie w parze z tzw. błędem konfirmacji lub efektem potwierdzenia, czyli tendencją do poszukiwania informacji potwierdzających posiadaną opinię, a nie takich, które ją rzeczywiście weryfikują. Zjawisko to opisał Peter Wason (1924–2003), psycholog poznawczy, który w 1960 roku przeprowadził na University College London klasyczny eksperyment. Uczestnicy badania mieli odgadnąć, według jakiej zasady utworzono ciąg 2-4-6. Potem, aby sprawdzić, czy zaproponowana reguła jest poprawna, tworzyli na jej podstawie własne szeregi. Większość uznała, że cyfry uporządkowane są rosnąco, z różnicą 2 punktów między kolejnymi pozycjami. Podawali zatem takie przykłady, jak: 4-6-8, 10-12-14 itp. Były one zgodne z faktyczną regułą, więc badani otrzymywali pozytywne informacje zwrotne. W rzeczywistości jednak wcale nie odkryli prawdziwej zasady, według której stworzono pierwotny szereg – owszem, cyfry uszeregowano rosnąco, ale w nieregularny sposób. Aby odkryć tę regułę, należało stworzyć również inne szeregi, np. 2-5-8 albo 3-6-17, a takie podawało niewielu uczestników. Pozostali natomiast, choć nie sprawdzili wszystkich możliwości, byli przekonani, że odkryli właściwą zasadę.

POLECAMY

Efektowi potwierdzenia ulegamy również w kontaktach z ludźmi. Jeśli na przykład nowo poznana osoba wywarła na nas pozytywne pierwsze wrażenie, podczas kolejnych spotkań będziemy mieć skłonność do poszukiwania informacji potwierdzających je. Innymi słowy, będziemy zwracać uwagę na takie jej cechy i zachowania, które są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Zjawisko to przypomina układanie puzzli: od początku znamy obrazek, który mamy zbudować, a jeśli jakiś element nie pasuje do ułożonego już fragmentu, odkładamy go na bok. Podobnie odrzucamy dane dotyczące osoby, które nie pasują do naszych przekonań i oczekiwań na jej temat. W efekcie nasza opinia wciąż się potwierdza. Jednocześnie utwierdzamy się w tym, że świetnie znamy się na ludziach.

Opisywany efekt odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu postaw, bowiem bardzo niechętnie zmieniamy raz powziętą opinię i pierwsze wrażenie. Doskonale obrazują to przeprowadzone w 2010 roku badania Natalie Wyer, psycholog z University of Plymouth. Uczestnikom pokazano fotografię łysego mężczyzny o imieniu Edward. Jednej grupie został on przedstawiony jako pacjent walczący z chorobą nowotworową, a drugiej – jako skinhead. Zgodnie z przewidywaniami naukowców, badani z drugiej grupy oceniali Edwarda jako osobę nieprzyjazną i wrogą. Ci ostatni otrzymali potem nowe informacje, prezentujące go w znacznie lepszym świetle. Wtedy zmienili nieco opinię na jego temat. Przeobrażenie zaszło jednak tylko na poziomie jawnych deklaracji. Natomiast badanie kwestionariuszem mierzącym ukryte, nieuświadomione postawy pokazało, że uczestnicy reagowali szybciej na negatywne określenia dotyczące Edwarda. Innymi słowy, wrażenie, że jest on osobą wrogą i nieprzyjazną, wcale nie uległo zmianie.

Tendencja do potwierdzania pierwszego wrażenia sprzyja powstawaniu i podtrzymywaniu stereotypów, np. dotyczących typowych zachowań kobiet i mężczyzn. Nasza uwaga i nieświadome procesy poznawcze skupiają się na informacjach, które te stereotypy potwierdzają, nie dostrzegając tych, które im zaprzeczają i w efekcie mogłyby prowadzić do zmiany postaw.

A nie mówiłem?
Z błędem konfirmacji wiąże się często również inne zjawisko – tzw. efekt pewności wstecznej, czyli przekonanie ,,wiedziałem, że tak będzie”. W 1975 roku Baruch Fischhoff, psycholog związany wtedy z Hebrew University of Jerusalem, przeprowadził ciekawy eksperyment, który zobrazował to zjawisko. Prezentował uczestnikom mało znane fakty historyczne, które w rzeczywistości były wydarzeniami fikcyjnymi, z czterema możliwymi zakończeniami. Wszystkie brzmiały równie realnie. Zadanie badanych polegało na oszacowaniu ich prawdopodobieństwa. Niektórzy z nich zostali jednak poinformowani o rzekomo prawdziwym finale historii. Okazało się, że osoby znające „prawdę”, oceniały wskazane zakończenie jako bardziej prawdopodobne niż ci, którzy go nie znali.

Do podobnych wniosków doszedł Hartmut Blank, psycholog z University of Portsmouth, który razem z Volk[-]hardem Fischerem i Edgarem Erdfelderem przeprowadził badania podczas wyborów parlamentarnych w 1998 roku oraz wyborów regionalnych w Nadrenii-Westfalii w 2000 roku. Trzy miesiące przed głosowaniem uczestnicy mieli oszacować, jak wypadną poszczególne ugrupowania polityczne. Miesiąc po wyborach poproszono ich, by przypomnieli sobie swe wcześniejsze prognozy. Okazało się, że wspomnienia zostały poddane lekkim ,,zabiegom upiększającym” – były zadziwiająco bliskie faktycznym wynikom głosowania. Uczestnicy ,,skorygowali” swoje początkowe prognozy średnio o 10 procent.

Zjawisko pewności wstecznej można zaobserwować również w wielu innych sytuacjach. Niejeden z nas po obejrzeniu meczu piłki nożnej albo po wizycie u lekarza stwierdza, że wynik rozgrywki albo diagnoza były „do przewidzenia”.

On jest zły, a ja dobry
Kolejną przyczyną naszego niewzruszonego przekonania, że świetnie znamy się na ludziach, jest tzw. podstawowy błąd atrybucji. Odnosi się on do powszechnej skłonności do wyjaśniania zachowania ludzi w kategoriach przyczyn wewnętrznych i stałych, np. cech osobowości, przy jednoczesnym niedocenianiu wpływów sytuacyjnych, zewnętrznych. Jeśli na przykład ktoś jest w stosunku do nas nieprzyjemny i agresywny, zakładamy, że po prostu taki jest, nie zwracając uwagi na okoliczności, np. silny stres, który może akurat przeżywać.

Zjawisko to opisali w 1967 roku Edward Harris i Victor Jones z Duke University w USA. Uczestnicy ich badania mieli zapoznać się z tekstami na temat kubańskiego przywódcy Fidela Castro; w jednym został on przedstawiony w pozytywnym świet[-]le, a w drugim – w negatywnym. Następnie mieli ocenić osobistą postawę autora tekstu wobec dyktatora. Gdy badani byli przekonani, że mógł swobodnie wybrać stanowisko, wtedy większość przypisała mu stanowisko polityczne zgodne z tym w tekście. Gdy uczestników poinformowano, że stanowisko prezentowane przez autora zostało mu narzucone – czyli nie miał możliwości dokonania wyboru – i tak przypisywali autorowi tekstu pozytywnego bardziej przychylny stosunek wobec Castro. Badani nie potrafili uwzględnić znaczenia czynników sytuacyjnych.

W 2010 roku psychologowie Christopher Bauman z University of Washington w Seattle oraz Linda Skitka z University of Illinois w Chicago postanowili sprawdzić, w jakim stopniu podstawowy błąd atrybucji dotyczy amerykańskiej populacji. Reprezentatywnej grupie badanych przedstawiono rozprawy dotyczące wsparcia mniejszości narodowych. W jednej prezentowano stanowisko ,,za” różnymi formami wsparcia, w drugiej – stanowisko ,,przeciw”. Uczestnicy mieli określić, jakie przekonania w tej sprawie ma sam autor. Tylko co trzeci badany uznał, że nie można wskazać jego faktycznej postawy wobec opisywanej problematyki, ponieważ poglądy prezentowane w tekście mogły mu zostać narzucone. Około połowa badanych całkowicie utożsamiała osobiste postawy autora z tymi zaprezentowanymi w artykule, a 20 proc. stwierdziło, że autor ma odmienne przekonania niż te, które opublikował.

Błędnych atrybucji dokonujemy również wówczas, gdy próbujemy wyjaśnić własne negatywne, społecznie niepożądane zachowania. Skłonność do „samoobrony” sprawia, że tym razem przyczyn doszukujemy się nie wewnątrz, ale poza nami samymi, czyli w niezależnych od nas okolicznościach. Chcemy w ten sposób podtrzymać pozytywny wizerunek siebie – i to nie tylko w oczach innych, ale również we własnych. Dlatego osoby, które popełniły błąd czy zachowały się w niewłaściwy sposób, w swoim odczuciu są ofiarami sytuacji. „Nic nie mogłem na to poradzić”, „Nie było innego wyjścia” – tłumaczą. A przepełniające ich poczucie niesprawiedliwości jeszcze rośnie, gdy inni doszukują się przyczyn zachowania w ich o...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy