Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

1 grudnia 2015

Napięcie arcykobiece

73

Żarty na bok, panowie. Zespół napięcia przedmiesiączkowego to źródło prawdziwego, trwającego nawet czternaście dni cierpienia kobiet. Co może pomóc waszym żonom, partnerkom, dziewczynom i córkom?

Zazwyczaj TO trwa kilka dni, ale niektóre kobiety może „trzymać” nawet dwa tygodnie. Czternaście dni koszmaru. Renata rzuciła wtedy pracę, Iwona wyprowadziła się od męża, a Marta zjadła kilka czekolad, jedną po drugiej. Spięte, przepełnione emocjami, bez wyraźnego powodu czuły się fatalnie. „Czasem jest mi tak źle, że marzy mi się koniec, koniec wszystkiego. Myślę wtedy, że chyba lepiej by było umrzeć” – wzdycha Iwona. I tak co miesiąc. Renata, Marta i Iwona zmagają się z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, który – jak wynika z najnowszych badań – dotyka 90 proc. kobiet. Co druga doświadcza z tego powodu stanów emocjonalnych, z którymi nie potrafi sobie poradzić.

Zespół napięcia przedmiesiączkowego (ang. Premenstrual Syndrome, PMS) zazwyczaj pojawia się tydzień przed wystąpieniem krwawienia. Wielu kobietom trudno przetrwać te kilka dni przed nadejściem miesiączki. Nie dość, że głowa na przemian ćmi i pęka, bolą plecy i piersi, to jeszcze ciągle chce się płakać, ma się ochotę krzyczeć, wyrzucić z siebie wszelkie tłumione żale i pretensje, spoliczkować namolnego akwizytora, a kilka chwil później... poczęstować go kawą i kupić od niego koszmarnie drogi zestaw noży ceramicznych. Kobiety najsilniej doświadczające objawów PMS przestają panować nad swoim życiem osobistym i zawodowym – sypią się ich relacje z bliskimi, nie dotrzymują terminów w pracy. A gdy przychodzi miesiączka, wszystko mija jak ręką odjął. „Mam wtedy gigantyczne wyrzuty sumienia i pretensje do samej siebie, że nie umiałam zapanować nad emocjami” – przyznaje Renata, adwokatka korzystająca z psychoterapii z powodu wahań nastroju. Choć wie, że takie gwałtowne stany emocjonalne pojawiają się cyklicznie, to jednak w szczytowej fazie PMS trudno jej uwierzyć, że za kilka dni wszystko minie i nastanie spokój. „Kiedy zaczyna się ten najgorszy czas, czuję się opuchnięta, obolała i brzydka. Nic mi się nie chce – ani dbać o siebie, ani o otoczenie. Denerwuję się z byle powodu, płaczę. Argument, że to PMS, drażni mnie i złości, bo czuję się bagatelizowana, gdy słyszę mające mnie pokrzepić słowa: »to za chwilę minie«”.

Kobiety decydujące się na psychoterapię początkowo nie zdają sobie sprawy z tego, że wiele ich zachowań ma związek z PMS – obwiniają siebie o „trudny charakter” i nieumiejętność opanowywania się w niektórych sytuacjach. Czują się kompletnie bezradne wobec męczących stanów emocjonalnych, a niektóre zupełnie nie uświadamiają sobie cykliczności własnych nastrojów. Jak zatem złapać równowagę? Warto prowadzić tzw. dzienniczek uczuć, w którym każdego dnia zaznacza się na skali poziom nasilenia poszczególnych emocji, zarówno tych pozytywnych (radości, zadowolenia, spełnienia), jak i negatywnych (smutku, lęku czy rozgniewania). Jeśli mamy do czynienia z PMS, to po pewnym czasie można zauważyć, że bez względu na pojawiające się sytuacje życiowe, niektóre stany emocjonalne powtarzają się, nasilają lub słabną w tych samym momencie cyklu.

Nim rozpęta się wichura


Co jest najbardziej pomocne w radzeniu sobie z napięciem przedmiesiączkowym? Wiele kobiet wskazuje na pozytywne efekty zbilansowanej diety – bogatej w żelazo, a uboższej w potas. Na inne świetnie działa aromaterapia, czyli terapia w otoczeniu przyjemnych, łagodzących nerwy zapachów oleju cyprysowego lub różanego. Ulgę przynosi sport, a także relaksacja treningiem autogennym Schultza. Dla wielu pań bardzo pomocna jest psychoterapia, będąca swoistym treningiem konstruktywnych zachowań podczas trwania PMS. Przyglądanie się automatycznym przekonaniom i ćwiczenie zastępowania ich myślami racjonalnymi sprawia, że pacjentki pokonują destrukcyjne myśli. Ważną rolę w terapii odgrywają dwa czynniki: nadzieja, że z PMS faktycznie można sobie poradzić, stosując odpowiednie metody, oraz dostrzeżenie i rozumienie przez terapeutę specyfiki problemu i udzielenie pacjentce informacji zwrotnej, że jej problem nie jest czymś wyimaginowanym. Wielu kobietom towarzyszy bowiem poczucie, że PMS to fanaberia. Bywa, że utwierdzają je w tym przekonaniu sami terapeuci... „Terapeuta uśmiechnął się pod nosem, gdy mówiłam, że to się dzieje przed miesiączką. Natomiast lekarz powiedział mi, że to są wymysły i polecił, abym wzięła się w garść i przestała robić sceny. Poczułam się wtedy kompletnie bezradna” – wyznaje Marta.

Niebagatelny problem


Dlaczego część specjalistów bagatelizuje problem PMS? Być może ma na to wpływ teza, że PMS jest raczej wymysłem lekarzy starszego pokolenia, głównie mężczyzn, którzy w sposób tendencyjny określali nerwowe zachowania kobiet jako histeryczne i uzależnione od ich cyklu. Tę tezę potwierdzały badania ukazujące, że objawy napięcia przedmiesiączkowego różnią się u kobiet w różnych częściach świata, co może sugerować, że panie niejako „pozwalają” sobie na określone w danym środowisku spektrum zachowań charakterystycznych dla PMS. Nie wyklucza to jednak faktu, że zaburzenia hormonalne wpływają negatywnie na nastrój, pogarszając go i wprowadzając chaos w życie kobiety, a obserwując fazy cyklu, można lepiej rozpoznać zmiany i przyjrzeć się im, niż skupiając się na wahaniach testosteronu.

PMS ma silny komponent biologiczny, bowiem związany jest ze wspomnianymi wyżej zaburzeniami hormonalnymi, wynikającymi z nadmiernej produkcji estrogenów przy równoczesnym niedoborze progestagenów. Dlatego też czasem sama psychoterapia nie wystarcza. „Zespół napięcia przedmiesiączkowego jako zaburzenie klasyfikowane w grupie stanów związanych z cyklem miesiączkowym może być leczony skutecznie przez lekarza rodzinnego czy ginekologa. W skrajnych przypadkach, przy wyjątkowo dużym poziomie drażliwości i chwiejności emocjonalnej, przydatna jest pomoc psychiatryczna. Ulgę przynosi wtedy terapia lekami przeciwdepresyjnymi z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny – tłumaczy Paweł Skrzycki, psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Wiele kobiet obawia się farmakoterapii. Psychiatra i psychoterapeuta Magdalena Flaga-Łuczkiewicz uspokaja: „Kobietom z bardzo uciążliwym typem PMS można zaproponować metodę leczenia farmakologicznego, polegającą na przerywanym przyjmowaniu niewielkich dawek leków z grupy selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny, wyłącznie przez 3–7 dni przed miesiączką. Takie leczenie jest skuteczne i bardzo dobrze tolerowane”.

Co druga kobieta doświadcza przykrego napięcia związanego z PMS, przejawiającego się w różnoraki sposób – od fizycznego bólu po dyskomfort psychiczny niepozwalający stabilnie funkcjonować. Mimo to o tym powszechnym syndromie częściej mówi się z przymrużeniem oka niż z troską. Kobiety silnie doświadczające PMS, podobnie jak kobiety w okresie menopauzy, traktowane są protekcjonalnie i z pewną dozą drwiny. Tymczasem doświadczającym go kobietom wcale do śmiechu nie jest. Badania przeprowadzone przez angielską fundację Women’s Nutritional Advisory Ser...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy