Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

19 lutego 2019

Na rozstajach rozstania

118

Rozwód zawsze oznacza rozstanie. Rozwód jest kamieniem milowym w naszym życiu. Po nim już nic nie jest takie samo.

Po rozwodzie rozstajemy się z nadzieją, czasem ze złudzeniami i z oszustwem emocjonalnym wobec siebie, z wmawianiem sobie przez lata, że jest inaczej niż jest. Rozstajemy się z własnym lękiem i wstydem. Bywa, że rozstajemy się z jakimś obrazem siebie – czasem z tym lepszym niż życie ostatecznie pokazuje, czasem z gorszym, gdy po rozwodzie odzyskujemy godność osobistą i sprawczość, o którą byśmy siebie nie podejrzewali. Każde ważne zdarzenie życiowe prowokuje nas do samopoznania.

POLECAMY

Poprzez rozstanie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego lub upewniamy się w tym, co już wiemy. Zdarza się, że w wyniku rozwodu rozstajemy się z wygodą, majątkiem, poczuciem bezpieczeństwa i z czymś, co wydawało nam się życiową szansą. A także z naszą dotychczasową wiedzą o tym, czym jest małżeństwo, z jakimiś nawykami, mitami i programami działania, które okazały się irracjonalne, nieskuteczne. Ostatecznie każde rozstanie jest uwolnieniem się od czegoś, po to, by podążać w kierunku czegoś innego. Od czego odchodzimy?

Zdarza się, że ludzie mówią: rozstając się mężem, rozstałam się z definicją żony „wiecznie do usług”; rozstałem się z obrazem twardziela; z napięciem, że nie mogę przyznać się do tego, że lubię leniuchować i nic nie robić; z poczuciem posiadania kobiety, której wszyscy mi zazdroszczą; z wygodą wydawania pieniędzy; z koniecznością bycia racjonalnym w każdej sytuacji; z moją mamą, która zawsze wiedziała, że takiego małżeństwa potrzebuję.

Czasem osoba porzucona przez partnera nie potrafi rozstać się z czymś lub wyjść naprzeciw i pogodzić z czymś innym, czego dotąd nie doświadczała lub czego całe życie się obawiała. W podejmowaniu decyzji o rozwodzie ważne jest, by widzieć ten proces w jego ciągłości jako drogę „od – do”, którą mogę oddalać się (czasem uciekać) od czegoś, po to, by równocześnie „podążać za czymś” lub „ukierunkować się na coś” w swoim życiu. Jednostronne widzenie rozstania (tylko „od”... lub tylko „do”...) może nas oszukiwać.

Czy „to coś” może wrócić?

Oto historia, z którą zetknęłam się niedawno. Małżeństwo, ona ma 30 lat, on 35, oboje pracują. Mają dwoje dzieci. On stwierdza, że żar miłości wypalił się w nim, chociaż długo i cierpliwie zabiegał przed ślubem o żonę. Nie może żyć w małżeństwie bez miłości. Tak, jest ktoś, kto go fascynuje. Nie pierwszy raz tak się zdarzyło. Od jakiegoś czasu są inne kobiety, z którymi doświadcza tego czegoś, co wypaliło się w małżeństwie. Nie chce małżeństwa bez miłości. Pyta, czy „to coś” może wrócić, bo od tego uzależnia swoje dalsze decyzje.

Żona go kocha. Z milczącą rezygnacją przystaje na jego znajomości pozamałżeńskie, których szczegółów nie zna, bo się nie dopytuje. Można wyczuć, że nie wierzy w pomyślne zakończenie, czyli powrót męża do rodziny. Widzi też, że sytuacja staje się trudna dla dzieci, które okazują coraz więcej niepokoju i agresji. Jest całkowicie bierna, jakby sądziła, że tak będzie lepiej. Nie należy do kobiet, które walczą o swoje. On zaś krąży w poszukiwaniu poza rodziną „tej iskry”, „poruszenia”, „czegoś, co tu się wypaliło”.

Terapia małżeńska – jeśli ma być kontynuowana – musi zawierać w kontrakcie odejście od „tej trzeciej” lub przynajmniej czasowe zawieszenie związku pozamałżeńskiego. Na to się umawiamy. Nie wiemy jeszcze – on, ona i ja – na ile działania mężczyzny są wyrazem wymagań wobec żony i związku albo wołaniem o pomoc, miłość i zainteresowanie, na ile zaś mężczyzna ten poszukuje większej wolności i potrzebuje zerwać krępujące go więzy. Czy to, co zdarzyło się w małżeństwie, jest odwracalne? Czego poszukuje, mówiąc „miłości”? Jak odczuwa swoją odpowiedzialność za podjętą kiedyś decyzję? Jak to, co przeżywa, lokuje się w jego świecie wartości? Co z ich życiem seksualnym? Co w jego doświadczeniu oznacza „kochać i być kochanym”? Jak był kochany? Jakie wzorce miłości w rodzinie kształtowały jego doświadczenie i definicję miłości? I tak dalej... Rozmowy z tą parą potrwają do czasu, gdy zacznie odradzać się ich nadzieja lub gdy uznają, że nie ma sensu inwestować w podtrzymywanie małżeństwa. Nie wiemy, jak długo to potrwa i co odsłoni się podczas terapii.

Nic do siebie nie czujemy

Oto małżeństwo, oboje mają po 40 lat. Mówią zgodnie, że „już nic do siebie nie czują”. Poszukują szansy współistnienia ze względu na dzieci. On zgorzkniały i zawiedziony, wiele poświęcił, by podtrzymać związek – przeprowadzki, zmiana pracy na mało satysfakcjonującą, lecz przynoszącą dobre zarobki. Ona niespełniona w swej zalotnej kobiecości (on zazwyczaj zmęczeniem tłumaczy niechęć do życia seksualnego). Męczy ją, że musi kierować mężem. Ale gdyby nie ona, to skończyłby na marnej posadzie gdzieś na prowincji. Widać, że ona neguje jego styl życia. On zaś dokonał rezygnacji na rzecz jej aspiracji, lecz wycofał się (za karę?) w seksualny męski niebyt. Jej wigor życiowy i energia są większe, toteż z pewnym lekceważeniem odnosi się do jego (jak sądzi) niesamodzielności życiowej. Oboje są związani z dziećmi, ona bardziej z synem (jest do niej podobny), on z córką, która jest łagodna. To dość znamienne. Można się obawiać, by w sensie psychologicznym nie folgowali oboje pokusie „zastępczej żony” i „zastępczego męża”. Ich kilkunastoletnie dzieci nie chcą rozbicia rodziny. Żądają, by nie zachowywali się tak „jak inni rodzice”, którzy się rozwodzą. Więc oni poszukują innych możliwości niż rozstanie.

Ponieważ łączy ich coś, co kochają oboje, jest szansa. Prawdopodobnie hasło „dzieci” jest zasłoną dla ich własnych intencji, do których nie chcą się przed sobą przyznać („my już niczego nie chcemy, to tylko dzieci...”). Może jej uda się zaakceptować jego wartości i odkryje dla nich jakiś rodzaj szacunku. Ujawnią się konflikty dążeń i stylów życia, ale w takim klimacie, w którym da się o nich spokojnie rozmawiać i negocjować. Jeśli nie czynili tego przez lata, to prawdopodobnie po drodze zdarzyło się wiele zranień. Gdy inność drugiej osoby z racji wyznawania przez nią odmiennych niż własne wartości prowadzi do wyśmiewania i upokarzania, dzieje się krzywda, którą trzeba będzie naprawić.

Obojgu potrzebna jest głęboka i szczera rozmowa, która będzie trwać kilka sesji i jeszcze wiele rozmów w domu. Będą musieli na nowo „uwieść” siebie nawzajem i rozpocząć nowy romans. Będą musieli „obejrzeć się do tyłu”, by lepiej zrozu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy