Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mózg ucznia to miejsce pracy nauczyciela

0 585

Nasz mózg został stworzony do tego, żeby się uczyć – i niczego nie robi lepiej. Aby było to możliwe, potrzeba jedynie bogatego w bodźce środowiska edukacyjnego i atmosfery dającej uczniom poczucie bezpieczeństwa. W pewnych sytuacjach uczący jest niepotrzebny!

Dr Marzena Żylińska wykłada metodykę w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu. Zajmuje się też wykorzystywaniem nowych technologii w nauczaniu. Prowadzi seminaria dla nauczycieli. W 2013 roku ukazała się jej książka Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi.

W ostatnich dwudziestu latach badania nad mózgiem pomogły znacznie lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące procesami uczenia się i zapamiętywania. Jednak to dopiero początek, pierwszy krok na drodze ku poznaniu naszego najbardziej złożonego narządu. Przeciętnie mamy w mózgu niemal 100 miliardów neuronów, z których każdy może mieć nawet około 10 tysięcy różnego typu wypustek. W trakcie nauki neurony łączą się w obwody obiegu informacji, zmianie ulega także siła połączeń między nimi. Łączenie się neuronów i komunikację między nimi umożliwiają synapsy. Ich liczba szacowana jest na 1015, a nawet 1016 (dziesiątki trylionów). To prawdziwie kosmiczne wielkości! Trudno sobie wyobrazić, jak gęsta jest sieć połączeń między neuronami. Cały ten skomplikowany system wciąż ulega zmianom, często używane połączenia rozbudowują się, a nieużywane stopniowo zanikają (na tym polega neuroplastyczność). Zatem rodzaje aktywności i metody pracy oddziałują na strukturę mózgu. Słuchanie nauczyciela i reprodukowanie podawanych przez niego informacji wywołuje zupełnie inne zmiany w sieci neuronalnej, niż rozwiązywanie zadań wymagających kreatywności, autonomii i samodzielnego myślenia.

Gdy dwieście lat temu w Prusach powstawał obecny model edukacji, o procesach uczenia się niewiele wiedziano. Obecnie dysponujemy już wiedzą, która pozwala na zweryfikowanie stosowanych w szkołach metod pracy i na wyjaśnienie przyczyn wielu problemów. Duża ich część dotyczy nauki matematyki, która uchodzi za szczególnie trudny i nielubiany przedmiot. Bardzo łatwo obarczyć za to winą nauczycieli, ale przyczyn problemu powinniśmy raczej upatrywać w tradycyjnym modelu nauczania matematyki, niezgodnym z zasadami pracy mózgu.

„Skąd to wziąłeś? Tego jeszcze nie było na lekcji!”

POLECAMY

Synapsy zmieniają się tylko wtedy, gdy są aktywne, czyli przekazują impulsy. Warunek ten musi być również spełniony, by w mózgu powstawały nowe połączenia neuronalne. Nauczycielom powinno więc zależeć na tym, by ich uczniowie byli na lekcjach możliwie aktywni i samodzielni w rozwiązywaniu zadań. Wszelkie ułatwianie uczniom pracy odnosi skutek przeciwny do zamierzonego, bowiem mózg, aby się nauczyć, musi wykonać określoną pracę. Chcąc ułatwiać dzieciom naukę, w praktyce odbieramy ich neuronom na to szansę.

Warto w tym kontekście przyjrzeć się wynikom Ogólnopolskiego Badania Umiejętności Trzecioklasistów (OBUT), przeprowadzonego w 2008 i 2010 roku. Pokazują one, że w praktyce szkolnej wciąż dominuje transmisyjny model edukacji, bazujący na przekonaniu, że wiedzę można komuś przekazać. Warto przytoczyć komentarz jednego ze współautorów badania, Mirosława Dąbrowskiego: „Brak wiary w możliwości ucznia to jedna z bardziej typowych cech obserwowanych zajęć. W ślad za nią podążają kolejne zjawiska – dominujący i dużo mówiący nauczyciel, a w efekcie mało aktywne intelektualnie dzieci, powtarzające schematy narzucone przez nauczyciela i – w efekcie – niezbyt zainteresowane wydarzeniami dziejącymi się na lekcji”.

Wielu nauczycieli uważa, że uczniowie potrafią tylko to, co wcześniej zostało omówione na lekcjach: „Bartek, co ty wymyślasz? Skąd ty to wziąłeś, skoro nie było tego jeszcze na lekcji?”. Takie podejście to poważny i brzemienny w skutki błąd. Gdy jakieś zagadnienie nie było jeszcze omówione w szkole, wielu nauczycieli interweniuje („Tak nie można zrobić, bo my tego jeszcze nie umiemy”) – nawet wtedy, gdy uczniowie posiadają odpowiednie informacje czy umiejętności. Prowadzi to do swoistej schizofrenii, polegającej na podziale wiedzy na szkolną i pozaszkolną. Skutek jest taki, że dzieci skupiają uwagę na tym, by nie stosować wiedzy „niedozwolonej”. Oto uczeń potrafi już mnożyć, ale rozwiązuje zadania, stosując dodawanie, zaś rodzicom wyjaśnia: „Bo my jeszcze nie umiemy mnożyć”.

Taka postawa nauczycieli jest konsekwencją tradycyjnej metodyki i archaicznego, ale wciąż stosowanego modelu sztywnego planowania, w którym wszyscy mają się uczyć w tym samym tempie, a o wszystkim, co dzieje się na lekcjach, decyduje nauczyciel. Uczniowie mają jedynie podążać za nim i wykonywać jego polecenia. Autorzy podstaw programowych określają cele edukacyjne, które uczniowie powinni opanować, natomiast nauczyciel ma przenieść je do uczniowskich głów.

Systemu nie interesują zainteresowania

Zainteresowania, możliwości czy preferencje uczniów nie są w tym systemie brane pod uwagę. To kolejny poważny błąd. Symptomatyczne są zwroty używane przez autorów oficjalnych dokumentów, którzy doradzają, w co uczniów należy „wyposażyć”. Badacze procesów uczenia się odpowiadają na to, że mózgów nie da się w nic wyposażyć, bo sama natura zadbała o mechanizmy selekcji informacji, skutkiem czego nasze mózgi przetwarzają jedynie te, które same uznają za ważne lub potrzebne. Ponieważ procesy selekcji danych przebiegają w dużej mierze podświadomie, możliwości wpływania na ten proces z zewnątrz są mocno ograniczone.

Transmisyjne modele edukacji zakładają, że proces uczenia się jest pochodną procesu nauczania. Tymczasem – wie to każdy, kto zna szkolną rzeczywistość – nauczanie nie musi uruchamiać procesu uczenia się i bardzo często nie uruchamia. W rzeczywistości jest jeszcze inna możliwość, na którą od lat wskazują liczni reformatorzy edukacji i konstruktywiści, a którą potwierdzają najnowsze badania neuronaukowców. Efektywna nauka jest możliwa również wtedy, gdy nikt nie naucza. Nasz mózg został stworzony do tego, żeby się uczyć i niczego nie robi lepiej. Aby zachodziły procesy uczenia się, potrzeba jedynie bogatego w bodźce środowiska edukacyjnego i atmosfery dającej uczniom poczucie bezpieczeństwa. Nauczyciel pełni wtedy inną, dużo trudniejszą rolę – organizatora procesu uczenia się, przygotowuje inspirujące zadania i wspiera uczniów w drodze do samodzielnego odkrywania świata. Model ten bazuje na wiedzy o neurobiologicznych podstawach procesu uczenia się i zakłada, że:

uczniowie nie przychodzą do szkoły z pustymi mózgami, ale dysponują już wiedzą zdobytą w pierwszych latach życia;

każdy uczeń ma inną wiedzę, bo zależy ona od dotychczasowych doświadczeń, które determinują strukturę sieci neuronalnej;

wiedzy nikomu nie można przekazać, bo uczenie się jest aktywnym procesem nadawania nowym informacjom znaczenia i każdy mózg musi tę pracę wykonać sam.

Uwzględnienie dotychczasowej wiedzy uczniów jest w nauczaniu przyjaznym mózgowi kluczowe i oznacza konieczność odejścia od tzw. edukacji transmisyjnej. Procesu uczenia się nie można sprowadzać do „przenoszenia treści z zewnątrz do wewnątrz”.

„W szkole nie robimy zadań na myślenie”

Twórcom dziewiętnastowiecznego modelu edukacji trudno czynić zarzut, że nie uwzględniali wiedzy o tym, jak uczy się mózg, i stworzyli system edukacji transmisyjnej, opartej na tzw. nauce po śladzie. Jednak w XXI wieku taką wiedzą już dysponujemy. Istnieje...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy