Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Moda na sukces trwa

66

Pragniemy go, ale po cichu, skrycie. Publicznie krytykujemy tych, co pędzą ku niemu bez hamulców. Życzymy sobie sukcesu oficjalnie, przy świątecznych okazjach, ale gdy ktoś go już osiągnie – traci naszą sympatię. Wychowujemy do niego dzieci, choć się do tego nie przyznajemy. Ma wielu ojców, lecz często traktowany jest po macoszemu. Wyczekiwany i przeoczony, wymodlony i przeklęty... Sukces. Czemu tak ciężko żyć bez niego? Czemu z nim wcale nie łatwiej?

Spotkaliśmy się dwanaście lat po maturze. Przyjechała połowa klasy. Artur – zapracowany prawnik, jest dziś mniej wstydliwy, ale poza tym nie zmienił się w ogóle. Jego kancelaria nie wyrabia ze zleceniami, a okazały dom jest już na ukończeniu. Maciek przytył i wyłysiał, całe spotkanie narzekał na niską pensję na uczelni. – Nie stać mnie na mieszkanie! Co mi dały studia, po co robię doktorat... – marudził po trzecim piwie. Artur zaczął go pocieszać: – Ty przynajmniej masz fajną rodzinę. Ja nie wiem, po co taką chałupę stawiam. Kto w niej zamieszka? Karina jako stewardessa obleciała cały świat. Widziała, jakie wrażenie robiły na nas jej opowieści o miejscach egzotycznych i spotkanych tam osobach. Dagmara kieruje zespołem w renomowanej firmie marketingowej: – I co z tego? Wciąż nie mam rodziny – ucięła nasze zachwyty. Anka w połowie imprezy wybiegła z płaczem. Nie wiedzieliśmy, co się stało. Zawsze była ofiarą klasową, która ledwo przechodziła z klasy do klasy. Dziś ma udaną rodzinę, piękny dom, a na dodatek... ze swojej pasji projektowania kiecek stworzyła dobrze prosperującą sieć butików. I co? – Żałuję, że przyszłam. Ja nie mam takich sukcesów jak wy, nie mam się czym pochwalić – wykrzyczała nam Anka.

Ja wam pokażę!

Po wyjściu Anki rozmowy ucichły. Wszyscy myśleli o swoich życiowych osiągnięciach... Nasze dokonania bledną lub nabierają blasku dopiero w porównaniu z cudzymi. Swoista licytacja (na samochody, domy, wakacje, dzieci) przechodzi w grę, którą Eric Berne, szwajcarski analityk, nazywa „moje lepsze niż twoje”. Niepewni wartości własnych dokonań, próbujemy udowodnić, że nie jesteśmy gorsi od innych. Jakże często szkolna ofiara zwycięża w innej grze – w „ja wam pokażę!”. Ledwo skończył szkołę, ale potem nie szczędzi wysiłków, by zdobyć prestiż i pozycję, by kolegów zżerała zawiść i żal, że wcześniej nie traktowali go dobrze.

Anka najwyraźniej nie w taką grę grała. Raczej już w „moje gorsze”. Czemu umniejszała wartość swoich osiągnięć? W naszej kulturze chwalenie się sukcesem nie jest dobrze widziane.
– Niechętnie ujawniamy nie tylko sukcesy, ale nawet swoje aspiracje do sukcesu – mówi Zofia Milska--Wrzosińska, psychoterapeutka i dyrektor Laboratorium Psychoedukacji. – Obawiamy się, że może nas spotkać kara. Na przykład ludzie uznają, że się wywyższamy, myślimy tylko o karierze i nie dostrzegamy wyższych wartości. A sami też nie jesteśmy pewni, czy zasługujemy na to, czego pragniemy, czy jesteśmy tego warci, więc po co kusić los...
Łatwiej nam przyznać się do sukcesów, które polegają na równaniu do średniej, czyli na eliminowaniu wad czy niedoborów, np. sukces: rzuciłem palenie. Trudniej afirmować sukcesy, które wiążą się z pójściem w górę.

Najlepszy na podwórku

Siedzieliśmy, już bez Anki, do rana, zastanawiając się, kto z nas odniósł sukces, a kto nie... Bo sukces to subiektywne przekonanie, że udało nam się zrealizować ważny dla nas – niekoniecznie akceptowany przez innych – cel. – To, co dla jednych jest sukcesem, dla innych może być niewiele znaczącym wynikiem – zauważa dr hab. Kinga Lachowicz-Tabaczek z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka książki Potoczne koncepcje świata i natury ludzkiej. Bywa też odwrotnie: inni dostrzegają nasze sukcesy, a my nie jesteśmy z siebie zadowoleni. Być może o coś innego nam w życiu szło, a być może mieliśmy duże możliwości, osiągnęliśmy swoje cele dość łatwo. Prof. Wiesław Łukaszewski, kierujący Katedrą Psychologii Ogólnej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie, zapytany o sukces, stwierdził: – Nie myślę o sobie jako o człowieku sukcesu. Zaszedłem daleko, bo miałem długie nogi. Wysiłek był niewspółmiernie mały do rezultatów.

Dla poczucia sukcesu ważna jest atrybucja jego przyczyn. Nie ma mowy o sukcesie, jeśli uznamy, że zawdzięczamy go zbiegowi okoliczności. Mówimy o nim dopiero wtedy, gdy sądzimy, że zawdzięczamy go sobie. – To jest nasze autorskie dzieło – podkreśla Piotr Fijewski, psychoterapeuta z ośrodka Intra. – Liczy się moc sprawcza, wywieranie wpływu na rzeczywistość. A jeśli przy tym nie rezygnujemy ze swoich wartości, wtedy możemy poczuć się dumni z tego, co osiągnęliśmy.

Na sukces można więc patrzeć z dwóch perspektyw: wewnętrznej, psychologicznej, i tej zewnętrznej, socjologicznej. Choć funkcjonuje również pogląd, że o prawdziwym sukcesie można mówić tylko w tej zewnętrznej perspektywie, gdy wedle obiektywnych miar osiągamy więcej niż inni, a otoczenie to potwierdza. – Samoocena tu nie wystarcza – podkreśla Wiesław Łukaszewski. – Ludzie przywołują pojęcie sukcesu z braku innych kategorii. Nazywają tak spełnienie marzenia, a nawet sytuację, gdy na przykład ogórkowa im wyszła. Nasze życie jest wielobarwne i wielopoziomowe. Dwie kategorie „sukces – porażka” nie wystarczą do jego opisu.

O relatywności sukcesu mówi również prof. Bogdan Wojciszke, dyrektor Instytutu Psychologii PAN: – Odnosi go każdy, kto jest lepszy od innych. Niekoniecznie od wszystkich innych, ale lepszy przynajmniej na swoim podwórku!

Sukces bez fantazji


Wydaje się, że sukces jest elitarny – tylko dla nielicznych. Może dlatego nikt podczas klasowego spotkania nie mówił i nie myślał nawet o swoich sukcesach. A przecież tysiące publikacji przekonują, że każdy może go osiągnąć. Może jeśli się postara i przeczyta jeden z podręczników o znamiennych tytułach: Obudź w sobie olbrzyma (Anthony Robbin), Zwycięzca w każdym z nas (Riley Pat), Sukces? Trzeba tylko chcieć (Napoleon Hill i W. Clement Stone), Ludzie sukcesu (Jan Pottker), Sposób na sukces (Brian Tracy)...

Jednak przekonanie, że nie ma rzeczy, których nie mógłbyś dokonać, może słono kosztować. Piszą o tym Arnold A. Lazarus, Clifford N. Lazarus i Alle Fay w książce Jak nie wpaść w depresję. 40 szkodliwych przesądów, które zatruwają nam życie. Pokazują tam skutki dążenia ludzi do nierealnych celów. Myśląc o przyszłości, możemy formułować oczekiwania, które uwzględniają szanse realizacji lub fantazjować, nie krępując się realiami. Do tego właśnie zachęcają nas pseudoporadniki: wyobraź sobie, że jesteś bogaty; myśl pozytywnie, to tak się stanie. Takie fantazjowanie – jak pokazały badania Gabrielle Oetingen – może być szkodliwe!

Warunkiem sukcesu jest postawienie sobie realistycznych celów, a to wymaga poznania swych możliwości, zdolności i... ograniczeń. William James, prekursor fenomenologii, już w 1892 roku dostrzegł, że „rezygnacja z aspiracji przynosi taką samą błogosławioną ulgę jak ich realizacja”.
Może zatem dla Maćka lepiej byłoby dać sobie spokój z doktoratem, skoro przez 7 lat nie potrafi go obronić?
Badania potwierdzają, że ludzie, którzy po latach starań decydują, że już nie napiszą wymarzonej książki, nie zdobędą uczuć wybranki, mają się lepiej niż ci, którzy wciąż się łudzą. Problem w tym, jak pisze prof. Grażyna Wieczorkowska z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka
Inteligencji motywacyjnej, by uchwycić moment, kiedy wytrwałość (ważna przy realizacji celów) przechodzi w nieprzystosowawczą sztywność („Charaktery” 1/2002).

Bardziej chcieć

A może nie o osiągnięcie sukcesu nam chodziło? Może chcieliśmy w życiu osiągnąć coś innego? Może to nasz system motywacyjny spowodował, że żadne z nas nie miało poczucia sukcesu?
Sukces bardziej niż od możliwości zależy właśnie od motywacji. To prawda, że do osiągnięcia sukcesu potrzebne są odpowiednie kompetencje (np. inteligencja), ale jak dowiódł prof. Edward Nęcka, wystarczą nam kompetencje na progowym poziomie. Od pewnego poziomu ilorazu inteligencji dalszy jej przyrost nie podnosi naszych szans na sukces. Kluczowe stają się wtedy czynniki motywacyjne, np. potrzeba osiągnięć. Już w 1938 roku Henry Murray wysnuł hipotezę, że ta potrzeba wpływa na siłę dążenia do sukcesu i na ocenę osiągniętych wyników. W późniejszych badaniach David McClelland pokazał, że ta potrzeba określa wagę planowania i wysiłek wkładany w osiąganie celów. Dowiódł, że osoby z wysoką potrzebą osiągnięć częściej awansują do wyższych klas społecznych, więcej zarabiają, bardziej cenią sobie informacje zwrotne na temat jakości swej pracy. A co decyduje o poziomie potrzeby osiągnięć?
Pierwsze lata naszego życia. To, czy rodzice wywierali na nas presję, byśmy zdobywali nagrody. McClelland badał treść podręczników szkolnych pod kątem tego, w jakim stopniu kładą one nacisk na osiągnięcia. Okazało się, że im większy był ten nacisk, tym większy był wzrost gospodarczy kraju dwadzieścia lat później, gdy pokolenie wychowywane na tych podręcznikach zaczynało działalność zawodową

Człowiek sukcesu musi być również wytrzymały i odporny emocjonalnie. Czasem nie jesteśmy w stanie znieść stresu związanego z realizacją celu. Jak reagujemy na niepowodzenia w drodze do sukcesu? Niektórzy już po pierwszych trudnościach rezygnują i wycofują się, bo sądzą, że nie dadzą rady. Inni mobilizują się i podwajają wysiłek. Od czego zależy sposób reagowania na problemy? Badania Kingi Lachowicz-Tabaczek, oparte na koncepcji Carol S. Dweck dowodzą, że decydują o tym przekonania na temat stałości natury ludzkiej. Ci, którzy uważają, że pewne cechy (np. inteligencja) są niezmienne, rezygnują z dalszego wysiłku. Niepowodzenie jest dla nich dowodem, że nie nadają się, bo brak im zdolności. A skoro i tak się nie zmienią, to po co się starać... Natomiast ci, którzy uważają, że cechy są zmienne i można je rozwijać, wobec trudności reagują mobilizacją. Uważają, że osiągnięcia nie są miernikiem poziomu zdolności, tylko aktualnego poziomu możliwoś­ci. A te można rozwijać.

Jeśli dobrze zdefiniujemy cel i trafnie oszacujemy swoje możliwości, to wydaje się, że każdy może osiągnąć sukces na swoją miarę. Subiektywnym jego miernikiem jest odczucie dumy, ale – o dziwo – nie wszyscy ludzie sukcesu są z siebie dumni. Czemu cierpią i nadal czują się niespełnieni, jak choćby Anka czy Artur?
– Niektórzy próbują sukcesem zaspokoić głód czegoś innego, wtedy sukces jest namiastką i zamiast satysfakcji przynosi rozczarowanie. Są osoby, które czują się winne – przeżywają swój sukces jak groźne wyzwanie dla innych. Na przykład syn boi się sukcesu, bo to oznaczałoby, że wygrał z ojcem, a przecież tego mu nie wolno zrobić, choć ojciec od dawna nie żyje. Bywają też osoby, które nauczono w dzieciństwie, że aspiracje są czymś złym, bo stanowią przejaw próżności, nieuzasadnionej dumy. Więc trzeba starać się nie czuć takich dążeń, a na pewno za nimi nie iść – tłumaczy Zofia Milska-Wrzosińska.
Niekiedy ludzie nie cieszą się ze swoich sukcesów, bo sami nie wiedzą, czego pragną oni, a czego oczekują od nich rodzice. Jak zauważa Maria Król-Fijewska, psychoterapeutka z ośrodka Intra, „hodowani przez rodziców do sukcesu, potem mają trudność w rozpoznaniu swych potrzeb”. Czują zamęt tożsamościowy, bo trzeba było wykorzystać każdą chwilę. Więc przemykali zadaniowo w przyszłość i nie mieli czasu, żeby go marnować, a tylko w takich momentach – na pozór nicnierobienia i doświadczania swego życia w harmonii z otoczeniem – dokonuje się odżywcze nawilżanie duszy i poznawanie siebie.
Są i tacy, zdaniem Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, którzy unikają myślenia o sobie jako o kimś, kto osiągnął sukces: – Bo czują się źle z obrazem siebie jako kogoś silnego, bezwzględnego, kto po trupach dąży do zdobycia pozycji. A ten, kto odniósł sukces, często jest tak postrzegany przez innych i przez siebie.

Krew, pot i łzy szczęścia


Poradniki o tym, jak osiągnąć sukces w 15 minut, nie wspominają zazwyczaj, ile trzeba za niego zapłacić. A to kosztowne przedsięwzięcie: cel jest trudny, a wynik niepewny. Nic dziwnego, że towarzyszy nam niepokój i stres. Koszty wliczone w rachunek sukcesu decydują o naszym poczuciu sukcesu.
Istnieją jednak nieprzewidziane koszty, z których zdajemy sobie sprawę post factum. Oto pnąc się po szczeblach kariery zawodowej pogubiliśmy po drodze przyjaciół. Rozkręcenie firmy kosztowało nas rozwód albo utratę kontaktów z dziećmi. Pisząc książkę, zaniedbaliśmy swoje zdrowie. Czy było warto? Obok dumy, albo zamiast niej, pojawia się frustracja.

Prawdopodobnie takie uczucia są udziałem Artura.
– Za sukces w jednej dziedzinie płaci się brakiem w innej, skąd wycofujemy wysiłek potrzebny do sukcesu. Sukces zawodowy okupiony jest najczęściej niedoborem w dziedzinie więzi. Najlepiej widać to w gabinecie psychoterapeuty – mówi Maria Król-Fijewska. W „Charakterach” (10/2001) pisała o tym tak: „Realizując swoje życie poprzez zadania koncentrujemy się na przyszłości, na tym co ZARAZ, tracąc zarazem z oczu to, co TERAZ”.
Dlaczego zatem nie rezygnujemy z wyczynu? – Bo wpadamy w pułapkę zaangażowania – twierdzi Wiesław Łukaszewski. – Pojawia się nienasycenie, śrubowanie ambicji i aspiracji oraz nieumiejętność zatrzymania się. Sukces bywa świadectwem własnej wartości, a tej nigdy dość. Czy można zajść tak wysoko, by nie chcieć iść wyżej? Nie, bo im więcej mamy – pieniędzy, zaszczytów, władzy – tym więcej chcemy.

Bogdan Wojciszke pytał ludzi, jakie mają zarobki, a jakie byłyby dla nich wystarczające. Z jego badań wynika, że z wyjątkiem 20 procent najbiedniejszych, reszta chciała mieć jeszcze raz tyle, ile mają, o 100 procent więcej. Zatem, tak jak widok z góry zmienia się w miarę wspinaczki, tak samo zmieniają się nasze aspiracje. – Tylko nieliczni kończą działalność, bo uznają, że już mają dość – dodaje prof. Wojciszke.
A co z tymi, którzy nie potrafią się zatrzymać? Bywa, że ich organizm mówi: dość. Aleksander Perski twierdzi, że do jego kliniki leczenia stresu w Sztokholmie trafiają pacjenci umierający z wyczerpania, bo wciąż im było za mało...

Kolekcjonerzy sukcesów

– Na pułapkę nienasycenia sukcesem bardziej narażone są osoby, które potrzebują zewnętrznego uznania – zauważa Zofia Milska-Wrzosińska. – Nie czują się wystarczająco mądre i kompetentne, póki inni tego nie potwierdzą. Nie chodzi im wcale o to, by awansować, zarabiać i mieć większe możliwości działania, ale o to, by wciąż od nowa być zauważanym i docenianym.
Wydaje się, że tego chce Karina, za tym goni.

O takich pragnieniach Karen Horney, autorka Neurotycznej osobowości naszych czasów, pisała jako o neurotycznych potrzebach sukcesu, prestiżu i uznania społecznego. Ludzie, którzy je odczuwają, chcą być najlepsi, a prawdziwym powodem ich pogoni za pierwsz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy