Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

25 stycznia 2016

Moc natury

81

Kontakt z przyrodą jest doskonałym lekarstwem dla ciała i duszy. Łagodzi negatywne emocje, wprawia w zadowolenie, a nawet wydłuża życie.

Tuż po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 roku w amerykańskich parkach narodowych zaobserwowano zastanawiające zjawisko. Jak donosili strażnicy leśni, gwałtownie wzrosła liczba odwiedzających. Amerykanie tłumnie przyjeżdżali na łono natury, by zastanowić się nad tragicznymi wydarzeniami minionych dni. Fenomen ten wyjaśniają badania przeprowadzone przez jedenastoosobowy zespół naukowców z University of Sheffield pod kierunkiem Petera Woodruffa. „Nasze badania potwierdzają hipotezę biofilii” – stwierdził Michael Hunter, neurobiolog uczestniczący w badaniach zespołu Woodruffa. Zgodnie z teorią Edwarda O. Wilsona, znanego biologa z Harvard University w Bostonie, nasz gatunek odczuwa wrodzone przywiązanie do wszystkiego, co żywe. Musimy obcować z przyrodą, by zachować zdrowie i odczuwać szczęście. Obecnie coraz więcej naukowców sięga po hipotezę biofilii i podejmuje badania nad wpływem przyrody na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Kiedy i dlaczego pobyt na łonie natury ma na nas dobry wpływ? Czy kontakt z przyrodą jest nam równie potrzebny jak kontakt z ludźmi?

POLECAMY

Zespół Jolandy Maas, socjologa z EMGO Institute for Health and Care Research w Amsterdamie, przeanalizował dane medyczne reprezentatywnej próby liczącej prawie 350 tysięcy Holendrów. Naukowcy uporządkowali w geograficzny schemat wyniki badań lekarskich z archiwów 195 lekarzy pierwszego kontaktu. Wykorzystali w tym celu siatkę topograficzną, na podstawie której można było określić ilość zieleni w promieniu 3 kilometrów od każdego gospodarstwa. Za teren zielony uznano tylko te kwadraty, które przynajmniej w połowie były porośnięte przez rośliny.

Rezultaty badania Maas opublikowane w 2009 roku pokazują, że im więcej zieleni w otoczeniu, tym rzadziej mieszkańcy miast zapadają na choroby układu krążenia i płuc, cukrzycę, depresję i zaburzenia lękowe. Okrojenie obszarów zielonych o zaledwie jeden procent wpływa na nasze zdrowie podobnie jak proces starzenia się organizmu o kolejny rok. U osób o niskich dochodach wpływ ten jest nawet silniejszy, co przypuszczalnie wiąże się z tym, że spędzają one więcej czasu w domu i w jego najbliższym otoczeniu.

Co kryje się za takimi statystykami? Czy po prostu lepsze powietrze w zielonej okolicy wzmacnia zdrowie, czy znaczenie mają też inne czynniki, np. liczba kontaktów społecznych lub aktywność fizyczna? Choć mogłoby się wydawać, że to mieszkańcy wsi zażywają więcej ruchu niż „mieszczuchy”, w rzeczywistości jest odwrotnie. Okazuje się, że na wsi nawet do załatwienia najmniejszych sprawunków wykorzystuje się samochód, podczas gdy w mieście do wielu miejsc można dojść pieszo. Istnieje za to związek pomiędzy ilością terenów zielonych a więziami społecznymi. Im bowiem mniej zieleni w otoczeniu, tym mniej kontaktów z innymi ludźmi i tym większa samotność, a to może przekładać się na obniżenie dobrostanu psychicznego.

Długiego zielonego życia
Badania przeprowadzone w Anglii i Japonii potwierdzają, że bliskość zieleni wydłuża przewidywaną długość życia. W 2002 roku naukowcy z University of Tokyo, pod kierunkiem Takehito Takano, skategoryzowali udział zieleni w poszczególnych dzielnicach stolicy Japonii oraz przeprowadzili ankietę wśród ponad 3 tysięcy osób urodzonych w latach: 1903, 1908, 1913 i 1918, w której pytali o miejsce zamieszkania. Pięć lat później, gdy naukowcy ponownie zgłosili się do uczestników, 900 z nich już nie żyło. Jak się okazało, wśród zmarłych znalazło się nadzwyczaj dużo osób, które nie miały dostępu do terenów zielonych w pobliżu miejsca zamieszkania. Co więcej, związku tego nie wyjaśniały czynniki takie jak wiek, płeć, stan cywilny i status społeczno-ekonomiczny badanych. Zaobserwowanego efektu nie dało się zatem wytłumaczyć wyłącznie tym, że „betonowe pustynie” są zamieszkiwane przede wszystkim przez ludzi gorzej sytuowanych społecznie i materialnie, których dotyczy większe ryzyko wcześniejszej śmierci z powodu biedy i złych warunków życia.

Richard Mitchell z University of Glasgow i Frank Popham z University of St Andrews są przekonani, że negatywny wpływ trudnych warunków życia może zostać częściowo zniwelowany dzięki zieleni. Naukowcy dotarli do danych statystycznych z lat 2001–2005 dotyczących śmiertelności Brytyjczyków, którzy nie przekroczyli jeszcze wieku emerytalnego. W prowadzonych analizach uwzględnili uzyskiwane przez nich dochody oraz ilość zieleni w pobliżu miejsca zamieszkania. Zgodnie z przypuszczeniami badaczy okazało się, że związek między sytuacją materialną i śmiercią był najsłabszy w przypadku osób, które miały częsty kontakt z przyrodą. Innymi słowy, jeśli badani o niskich dochodach mieszkali w zielonej okolicy i mieli bliski kontakt z naturą, to bieda miała mniejszy wpływ na średnią długość ich życia.
Naukowcy postulują, by uwzględnić to odkrycie w projektowaniu miast. Chcą, by architekci miejscy zadbali o publiczne tereny zielone, które byłyby dostępne dla wszystkich mieszkańców.

Po uwagę do parku
Naukowcy przeprowadzili wiele badań, by sprawdzić, czy rzeczywiście zieleń wpływa pozytywnie na jakość życia i zdrowie. W 2008 roku zespół Stephena Kaplana z University of Michigan w Ann Arbor poprosił 40 osób, by spacerowały przez godzinę po ruchliwym centrum miasta lub po ogrodzie botanicznym. Przy pomocy urządzenia do nawigacji naukowcy śledzili, czy badani poruszają się po wyznaczonej trasie. Przed eksperymentem i po nim uczestników poddano testom psychologicznym. Okazało się, że osoby, które spacerowały po parku, nie tylko były w lepszym nastroju, lecz potrafiły się również bardziej skoncentrować. Uzyskiwały też lepsze wyniki w teście pamięciowym niż osoby, które spacerowały po mieście. Co więcej, pogoda podczas przechadzki nie miała żadnego wpływu na wynik badania, czego naukowcy dowiedli przeprowadzając ten sam eksperyment o różnych porach roku i w różnych warunkach pogodowych.

Według Kaplana wyniki badania potwierdzają jego teorię odnawiania uwagi. Zgodnie z tym modelem uwaga przyjmuje dwie formy. Po pierwsze, dysponujemy uwagą ukierunkowaną. Potrzebujemy jej, by wykonywać zadania o różnym poziomie trudności, związane np. z pracą, podejmowaniem decyzji czy rozwiązywaniem problemów. Celowo skupiamy wtedy uwagę na tym, co robimy. Jak wyjaśnia Kaplan, długotrwała koncentracja wymaga dużego wysiłku, dlatego po pewnym czasie łatwo ulegamy rozproszeniu i odczuwamy wyczerpanie umysłowe. Drugi rodzaj uwagi nie wymaga od nas wysiłku, wiąże się bowiem z fascynacją. Gdy jakiś obiekt nas zachwyca, to przykuwa naszą uwagę i nie jesteśmy w stanie się od niego oderwać.

Uwaga ukierunkowana łatwo ulega wyczerpaniu. Jeśli chcemy „naładować jej baterie”, powinniśmy zdrzemnąć się albo wybrać się na spacer po lesie. Tam naszą uwagę zaprzątnie szereg delikatnych bodźców, jak szelest liści i świergot ptaków, które umożliwiają mózgowi wypoczynek. Nadmiar bodźców typowych dla miasta, takich jak hałas czy migotanie neonów, męczy nas. Kora przedczołowa, czyli mózgowe centrum uwagi, ulega wtedy przeciążeniu.

Zmęczenie nadmiarem bodźców może prowadzić do agresji. Potwierdzili to w 2001 roku badacze z University of Illinois w Urbana-Cham[-]paign, lekarz i psycholog Frances E. Kuo oraz architekt krajobrazu William C. Sullivan. Naukowcy przeprowadzili ankietę wśród 145 mieszkanek biednego osiedla w Chicago. Pytali przede wszystkim o ich relacje z partnerami. Okazało się, że kobiety, które z okna swojego mieszkania widziały jedynie betonowe blokowisko, zachowywały się bardziej agresywnie niż ich koleżanki, które mogły podziwiać choć odrobinę przyrody. Naukowcy nie określili jednak tutaj związku przyczynowo-skutkowego. Nie wiadomo zatem, czy to rzeczywiście ładny widok z okna łagodzi obyczaje, czy może po prostu łagodne kobiety szukając mieszkania, zwracają uwagę na to, jaki widok rozpościera się z okna.

Przyroda okazuje się też doskonałą terapią dla dzieci doświadczających trudności z koncentracją uwagi. W 2009 roku zespół Kuo przeprowadził badanie z udziałem 17 uczniów w wieku 7–12 lat, u których zdiagnozowano ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Badani prze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy