Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mister osobowości

85

Wybory przestały być sprawą polityki - ludzi nie interesująprogramy, przygotowanie partii do objęcia rządów. Głównym kryterium oceny jest teraz osobowość polityków. A właściwie to, jak tę osobowość kreują sztaby wyborcze poszczególnych kandydatów.

Ubiegłoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne przyniosły komentatorom politycznym nie lada zagadkę. W polskim systemie politycznym, parlamentarno-gabinetowym, głównym „świętem demokracji” powinny być wybory do Sejmu i Senatu, a nie prezydenckie. Konstytucyjna rola prezydenta ogranicza się przecież do reprezentowania kraju. Może on rozwiązać parlament tylko w skrajnych sytuacjach, a jego weto zostaje odrzucone już przez trzy piąte głosów Sejmu. Dlaczego zatem w dniu wyborów parlamentarnych niemal 60 proc. obywateli zostało w domach, a w obu turach mniej istotnych wyborów prezydenckich wzięła udział ponad połowa uprawnionych do głosowania? Dlaczego sukces Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze wydawał się mediom i Polakom wydarzeniem bardziej doniosłym niż zwycięstwo jego partii w wyborach do Sejmu i Senatu?

Era osobowości


Analizując ostatnie wyborcze zachowania Polaków jedynie przez pryzmat ustroju Rzeczypospolitej, wnioskujemy, że zachowali się oni nieracjonalnie. Co jednak nimi powodowało? Próby odwoływania się do pogody, która 25 września 2005 roku rzekomo odciągnęła Polaków od urn, są – delikatnie rzecz ujmując – nieprzekonujące. Mamy tu bowiem do czynienia ze znacznie poważniejszym procesem. U podstaw takich zachowań leży zjawisko od lat obserwowane przez amerykańskich psychologów: dla ludzi przestają być ważne poglądy i ideologie, czyli to, na co głosuje się w wyborach parlamentarnych. Liczą się dla nich cechy osobowości, które znacznie łatwiej wyrazić można w wyborach prezydenckich – przecież tu cechy poszczególnych kandydatów widać jak na dłoni. To cechy osobowości polityków i głosujących – ukryte czasem pod pozorną warstwą poglądów politycznych – decydują o wynikach wyborów.

Ubiegłoroczne wybory podzieliły Polskę na dwie części. Jedna z nich to otwarta na zmiany Polska ludzi tolerancyjnych, o szerokich horyzontach. Druga jest zachowawcza, niepewna i przywiązana do tradycyjnych wartości. Jeden z komentatorów stwierdził nawet, że jest to podział na „Polskę wolnych” i „Polskę solidarnych”. Przy czym podwójne zwycięstwo tej drugiej oznaczało umocnienie muru, który oddziela nie tylko wizje polityczne, lecz także style życia, wartości, a nawet cechy osobowości. Nowy podział Polski – podobny do tego, który od lat znają Amerykanie i Włosi – jest przecież podziałem z gruntu psychologicznym. Udowodnił to już w trakcie kampanii prezydenckiej Lech Kaczyński. Oświadczył bowiem, że to, jakim kto będzie prezydentem, zależy od osobistych cech danego człowieka. Trudno wyobrazić sobie bardziej jednoznaczne sformułowanie tego, co podkreślają psychologowie polityczni: polityka rozumiana tradycyjnie – jako wybieranie określonych opcji, przekonań i poglądów – przestała istnieć wraz z końcem ubiegłego tysiąclecia. Wkroczyliśmy w epokę polityki osobowości.

Politycy w dwóch wymiarach

Psychologowie badający cechy osobowości od lat posługują się koncepcją Wielkiej Piątki, czyli pięciu wymiarów osobowości, które pozwalają przewidzieć zachowania człowieka w różnych sytuacjach. Są to neurotyczność, ekstrawersja, otwartość, ugodowość i sumienność. Jednak badania prowadzone we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych dowodzą, że politycy są postrzegani i opisywani tylko w dwóch wymiarach. Jeden zawiera w sobie ekstrawersję, energiczność i otwartość na nowe doświadczenia, a drugi sumienność, stabilność emocjonalną i ugodowość. Skąd bierze się tak uproszczone postrzeganie polityki i polityków? Prawdopodobnie jest ono przejawem radzenia sobie z nawałnicą informacji, jaka atakuje nas w trakcie kampanii wyborczej. Zmęczeni debatami o aborcji, lustracji, podatku liniowym i korupcji, zaczynamy poszukiwać w politykach tylko najbardziej podstawowych cech osobowości, zbieżnych z naszymi cechami. Gian Vittorio Caprara i Philip Zimbardo opisali to zjawisko na łamach pisma „American Psychologist” jako Model Dostosowywania Preferencji Politycznych. Odkrycie dokonane przez tych dwóch psychologów pozwala wyjaśnić, dlaczego właśnie cechy osobowości kandydatów przyciągają uwagę silniej niż poglądy i stanowiska partii politycznych. Pozwala też lepiej zrozumieć, dlaczego kandydaci w trakcie kampanii polaryzują swoje stanowiska i podkreślają szczególne cechy swojego charakteru – to tych dwóch prostych wymiarów wyborcy używali najczęściej, gdy proszono ich o ocenę Billa Clintona i Roberta Dole’a (w Stanach Zjednoczonych) oraz Silvia Berlusconiego i Romana Prodiego (we Włoszech).

Model Dostosowywania Preferencji Politycznych pokazuje, że wyborcy poszukują takich polityków, których cechy odpowiadają ich cechom. Często jest to ukrywane pod przykrywką poglądów politycznych, sympatii partyjnych – choć w rzeczywistości wybór polityczny sprowadza się do najbardziej podstawowego rozróżnienia: jesteś sumienny i zamknięty – głos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy