Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Miłość z szeroko otwartymi oczami, czyli jak kochamy Polskę

0 286

Z miłością do własnego kraju jest podobnie jak z miłością do drugiego człowieka: każdy kocha jak potrafi, a jeżeli nie potrafi - jest nieszczęśliwy. O naszym stosunku do Polski i naszej narodowej tożsamości napisano w ostatnich miesiącach wiele - ma to związek z procesem integracji z Unią Europejską.

W publicystyce pojawiają się głosy, że nie kochamy już Rzeczypospolitej, że jesteśmy nią zmęczeni i rozczarowani. Tymczasem badania postaw Polaków nie wskazują na to. Wielu z nich nie ma żadnych innych społecznych identyfikacji poza rodziną i ojczyzną. Badania wskazują raczej na wyraźne zróżnicowanie postaw wobec własnego kraju, państwa i rodaków oraz wobec konsekwencji tych różnic dla procesów demokratyzacji, modernizacji i integracji europejskiej. Brak akceptacji tego, co się w Polsce dzieje, jest czasem mylnie utożsamiany z utratą sympatii i uczucia przywiązania do polskości. To tak, jakby zakładać, że kochanek nie może dostrzegać żadnej skazy u swojej oblubienicy. Patriotyzm nie musi być ślepy i bezkrytyczny (choć taki bywa). Co więcej, badania dowodzą, że krytyczne przywiązanie do własnego kraju jest pod wieloma względami zdecydowanie lepsze niż ślepa miłość (dlaczego tak jest – wyjaśnię w dalszej części artykułu). Spróbujmy przyjrzeć się naszym narodowym postawom w świetle badań, które w ostatnich latach prowadziły różne zespoły badawcze.
Zacznijmy od tego, że większość polskich obywateli traktuje swoją tożsamość narodową jako istotną część własnego „ja”. W październiku 2001 roku aż 99 proc. ogólnopolskiej próby uznało, że przede wszystkim czują się Polakami (Polskie Generalne Studium Wyborcze). Gdy pytanie o ważność różnych społecznych tożsamości zadawano nieco „ostrzej” („O kim, o jakich ludziach Pan(i) myśli i mówi My?”), procent osób wskazujących tożsamość narodową wahał od 77 do 33 (w grupach młodych dorosłych).
Pomińmy na razie różne treści, które składają się na polską tożsamość, i zobaczmy, czy poczucie silnego związku z Polską daje ludziom coś dobrego, czy też może jest niepotrzebnym balastem. Część młodych dorosłych uczestniczących w moim badaniu „Młodzież a demokracja w Polsce” (próba losowa ogólnopolska, 1330 osób w wieku
18-19 lat, uczących się, pracujących i bezrobotnych) za jedną z trzech najważniejszych dla siebie identyfikacji uznała tożsamość narodową. Ta grupa w istotny sposób różniła się od tej, dla której polska tożsamość nie jest ważna. Jej członkowie bardziej interesują się polityką, mają bardziej pozytywny jej obraz, wykazują silniejszą potrzebę wpływu na sprawy kraju, swojego miasta lub swojej dzielnicy (osiedla). Częściej deklarują udział (bądź jego zamiar) w demokratycznych wyborach oraz zamiar udziału w legalnym (nie „siłowym”) proteście, jeśli uznają, że sprawy państwa idą w złym kierunku. Są bardziej umiarkowani w diagnozie aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, wyżej cenią harmonię społeczną i dobre relacje z ludźmi, rzadziej czują się samotni i częściej mają z kim rozmawiać o swoich problemach. Innymi słowy, młodzi ludzie identyfikujący się z polskością są lepiej – niż ich rówieśnicy, dla których polska tożsamość nie jest ważna – zakotwiczeni zarówno w kręgu rodzinno-przyjacielskim, jak i w demokratycznym systemie. Nie twierdzę, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest silne poczucie polskiej tożsamości; równie dobrze można powiedzieć, że identyfikują się z Polską, ponieważ dobrze się w niej czują. Wiadomo jednak, że poczucie bliskiego związku, uczestnictwa w jakiejś szerszej całości, która trwa i będzie istnieć dłużej niż nasze jednostkowe życie, pozwala lepiej radzić sobie z codziennością i z poczuciem przemijania.

Ważnym wymiarem tożsamości narodowej jest poziom jej otwartości na zmiany, odmienności i różnorodność. W teoriach i badaniach owa otwartość jest nieco inaczej rozumiana i mierzona, ale jej społeczne i psychologiczne korelaty i konsekwencje są potwierdzane na różne sposoby. W Polskim Generalnym Studium Wyborczym pytano wprost, czy respondent czuje się wyłącznie Polakiem, raczej Polakiem, w równym stopniu Polakiem i Europejczykiem czy bardziej Europejczykiem niż Polakiem. W 2001 roku „wyłącznie polską” tożsamość wybrało 34 proc. reprezentatywnej ogólnopolskiej próby dorosłych, 41 proc. określiło swoją tożsamość jako bardziej polską niż europejską, 23 proc. – jako w równym stopniu polską, co europejską, a tylko 1 proc. badanych deklarowało, że czują się bardziej Europejczykami niż Polakami. Wyraźnie otwieramy się na Europę i jej wartości. W krajach „starej Europy” procent osób wybierających „wyłączną” tożsamość narodową jest wyższy (świadczy o tym choćby „Eurobarometr” z lat 2000 i 2002).
Otwarta, „podwójna” tożsamość łączy się z większym otwarciem na świat, na idee i wartości płynące z innych krajów, z lepszą orientacją w świecie polityki i spraw publicznych, z bardziej prodemokratycznymi, liberalnymi i laickimi postawami, z większą pewnością swoich poglądów. Najczęściej wybierają ją osoby młode, dobrze sytuowane, mieszkające w dużych miastach, dobrze wykształcone i mające dobrze wykształconych rodziców. Wyłącznie polską tożsamość deklarują natomiast najczęściej ludzie biedni, starsi, niewykształceni, mieszkający na wsi. Większy potencjał modernizacyjny charakteryzuje więc osoby o podwójnej tożsamości, które czują się i Polakami, i Europejczykami.

[nowa_strona] Specyfika polskiej tożsamości polega także na przypisywaniu Polakom szczególnie pozytywnych cech, których nie ma żaden inny naród, a które należałoby upowszechnić. Najwięcej lęków związanych z procesem integracji z Unią Europejską przeżywają osoby przekonane, że „Polakiem jest tylko ten, kto ma polską krew”, „nie-Polacy żyjący w Polsce powinni przyjmować polskie zwyczaje i wartości”, „Polacy zrobili dla świata więcej niż wszystkie inne narody”, „najlepiej dla Polski byłoby, gdyby żyli w niej tylko Polacy” (przykłady pochodzą z badań „Postawy wobec integracji z UE”, prowadzonych przeze mnie i Agnieszkę Golec na celowych próbach studentów wyższych uczelni). Obawiają się one nie tyle pogorszenia poziomu życia, ile utraty polskiej tożsamości.
Odczucia tych osób trafnie skomentował w jednym z majowych numerów „Polityki” Ryszard Marek Groński: „Trochę to dziwne: z jednej strony uważać, że jesteśmy wspaniali, z drugiej zaś strony drżeć, że utracimy w ekspresowym czasie tożsamość, staniemy się szarzy i żadni”. Paradoks ten można wyjaśnić: osoby mające poczucie nadzwyczajności i wyjątkowości polskiej tożsamości często nie należą do żadnych innych wspólnot poza ojczyzną i rodziną, są więc szczególnie wrażliwe na ich krytykę, a każdą odmienność wartości czy stylów życia postrzegają jako zagrożenie dla ich przetrwania. Efektów integracji nie obawiają się natomiast ludzie silnie identyfikujący się z polskością, ale nieuważający Polaków za wyjątkową nację, od której świat ma się uczyć moralności. Uznają oni też, że są Polakami, bo chcą nimi być, a nie dlatego, że się nimi urodzili. Osoby wybierające otwarty, wolny związek miłosn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy