Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

7 października 2016

Miłość - reaktywacja

64

Taaak, oczywiście kochamy się, chcemy być ze sobą... Ale czujemy się tak, jakby to, co nas łączy, było już tylko piękną fotografią ślubną, a nie żywymi emocjami. Uczucie oklapło. Czy można tchnąć w nie znów życie? Czy można pokochać się na nowo?

Jak to możliwe, że trzy, pięć, dziesięć lat temu widziałem w niej Kobietę Mojego Życia? Na samą myśl o niej u ramion rosły mi ogromne skrzydła, na których poleciałbym za nią na koniec świata. A dziś najchętniej uciekłbym od niej na koniec świata, gdybym te skrzydła jeszcze miał... – zastanawia się On, siedząc przed telewizorem i zerkając kątem oka na „Kobietę Jego Życia”, która biega po mieszkaniu w rozciągniętych portkach, rozczochrana i zaniedbana. Bo dla kogo ma o siebie zadbać? Dla niego? Przecież już nie musi.
Będzie tak siedział z tym pilotem w ręku i nawet nie pomyśli, żeby mi pomóc. Co się z nim stało przez te kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat? Chyba miałam coś nie tak z oczami, że zobaczyłam w nim Tego Jedynego! – myśli w tej samej chwili Ona, zbierając po raz setny skarpetki męża z dolnej półki regału na książki.

Kiedyś On i Ona chłonęli każde swoje słowo. Dziś z góry potrafią przewidzieć, co powie to drugie. Jej uroczy kiedyś szczebiot dziś tylko go irytuje. Jego powściągliwość, tak cenna kiedyś, teraz wydaje się jej nie do zniesienia. Nawet gdy nie odzywają się do siebie, wiedzą, o czym milczy to drugie. Bo o czym tu mówić po latach życia razem? Każdy wielokrotnie powtarzający się bodziec obojętnieje. Pojawia się habituacja – czyli przyzwyczajenie do siebie nawzajem.

To dlatego kiedyś sobą zachwyceni, dziś omiatają się wzrokiem, nie widząc się. Stopniowo przestają na siebie reagować. Traktują się niczym stały element wyposażenia, jeszcze jeden sprzęt domowy. Milczą. Czekają. Trwają.
A przecież on o nią tak kiedyś walczył, ona życia sobie bez niego nie wyobrażała. Budziła jego zaufanie swoją dbałością o szczegóły, a on zachwycał ją fantazją. Dziś te same cechy drażnią ich nawzajem, mąż zarzuca żonie drobiazgowość, ona jemu – brak rozwagi. Początkowa fascynacja szybciej niż mogli się tego spodziewać zmieniła się w odrzucenie. Czy tak być musi? Czy można od nowa zakochać się w swoim partnerze?

Zmęczone neurony
Romantyczna miłość jest stanem ekstatycznym, marzeniem na jawie. Nie możemy spać, ciągle myśląc o ukochanym, chcemy ukochanej dać gwiazdkę z nieba. Ten stan, podobny do narkotycznego uniesienia, opisywał psychiatra Michael Liebowitz. Według niego, u zakochanych emocjonalne centra mózgu są wręcz zalewane przez dopaminę – produkowany przez organizm związek, którego działanie i skutki są porównywane z tym, co wyczynia z człowiekiem amfetamina.

Ile mogą wytrzymać zakończenia nerwowe mózgu na takim „haju”? Badacze policzyli, że zwykle nie więcej niż trzy lata. Po tym czasie neurony „przyzwyczajają się” i podniecenie spada. Według Liebowitza, w mózgu zaczynają wtedy rządzić endorfiny, naturalnie wytwarzane związki chemiczne, które działają wyciszająco. To początek drugiego etapu miłości – przywiązania, dającego poczucie bezpieczeństwa i spokoju. „Kochankowie miłują się dalej, ale w inny już sposób: pełen ciepła i zaufania do siebie”, pisze amerykańska antropolog Marjorie Shostak, analizując schyłek romantycznej miłości w związkach członków plemienia Kung, zamieszkującego pustynię Kalahari.

Prędzej czy później motylki w brzuchu zakochanych żyjących pod każdą szerokością geograficzną odfruwają. Dzieje się tak od 3,5 miliona lat – uważa Helen Fisher, autorka bestselleru Anatomia miłości, która miłość opisuje z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej. Jej zdaniem, zauroczenie u naszych przodków trwało dokładnie tyle, ile potrzeba było, by wychować dziecko. Gdy stawało się ono w miarę samodzielne (około 3–4 roku życia), samiec zyskiwał pewność, że jego geny zostały utrwalone i... na ogół szukał okazji do utrwalenia ich z następną partnerką.

Echa tych strategii przetrwały do dziś, bowiem – jak wynika z analiz socjologów na całym świecie – najwięcej par rozstaje się właśnie po czterech latach. To najbardziej krytyczny moment dla związku, choć, paradoksalnie, właśnie wtedy zaczyna on osiągać etap związku kompletnego – namiętność całkiem nie ostygła, a już obecna jest intymność i zaangażowanie.

Takie są prawa biologii – mówią psychologowie ewolucyjni. Namiętność stygnie, a pożądanie z każdym rokiem trwania związku maleje. Czas działa szczególnie na niekorzyść kobiet, dewaluując ich wartość matrymonialną. David Buss w Ewolucji pożądania podaje interesujące wyniki badań: co prawda w ciągu pierwszych pięciu lat związku odsetek mężów skarżących się na niechęć żon do seksu rośnie trzykrotnie, ale też spada zainteresowanie seksualne mężczyzn, co naukowcy łączą z utratą – wraz z wiekiem – urody partnerek. Z badań wynika też, że żonom łatwiej jest pogodzić się z łysiną męża niż mężom z nadwagą żon. Co nie zmienia faktu, że dla obojga partnerów nadeszły właśnie trudne chwile: oto miłość przejrzała na oczy i okazało się, że ani on dla niej, ani ona dla niego nie są już chodzącymi ideałami...

Trzy składniki miłości

Robert Sternberg opisuje miłość przy pomocy trzech składników: namiętności, zaangażowania i intymności. Intymność, czyli bliskość, to pozytyw­ne uczucia i działania wzmagające przywiązanie partnerów. Na intymność składają się: pragnienie dbania o dobro partne- ra, przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu, szacunek dla partnera, wzajemne zrozumienie, dzielenie się przeżyciami oraz dobrami duchowymi i materialnymi, dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia, wymiana intymnych informacji oraz postrzeganie partnera jako ważnego elementu własnego życia. W początkach miłości intymność jest niska, rośnie powoli wraz z czasem trwania związku i jeszcze wolniej opada po osiągnięciu maksimum. Namiętność to przeżywanie silnych emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Gdy intensywność namiętności jest wysoka, przeżywa się takie emocje jak: pożądanie, radość, podniecenie, tęsknota, zazdrość, niepokój. Towarzyszy im silna motywacja do połączenia się z obiektem miłości. W początkowym etapie zakochiwania się namiętność jest bardzo silna i niepodatna na świadome kierowanie. Namiętność szybko rośnie i równie szybko spada, ale nie oznacza to końca miłości. Zaangażowanie to działania mające na celu przekształcenie miłości w trwały związek. To składnik miłości, którego nasilenie sami kontrolujemy. Wraz z początkiem miłości zaangażowanie stopniowo rośnie. Gdy osiągnie ono maksymalny poziom, to zazwyczaj utrzymuje się na nim do końca trwania związku. W parach zadowolonych z małżeństwa zaangażowanie jest najsilniejszym składnikiem miłości.

Ona zawsze, on nigdy
Idealizacja mija, pożądanie powoli stygnie. To jeszcze nie tragedia, bo jak dowodzą badania prof. Bogdana Wojciszke, psychologa z SWPS w Sopocie i autora Psychologii miłości – wielkość przeżywanej namiętności nie wiąże się ani z satysfakcją z partnera, ani z oceną związku i zysków, jakie z niego czerpiemy. Wkraczamy w kolejny etap związku – stabilizacji.

Psycholog i terapeuta Izabela Wożyńska-Więch uważa, że ten etap może być niezwykle ciekawy i fascynujący: – Oprócz namiętności i pożądania, pojawia się silne zaangażowanie w relację i poczucie wspólnoty w realizowaniu ważnych celów życiowych. Wiążą się z tym równie silne gratyfikacje – stabilna i dająca oparcie relacja partnerska pomaga w podejmowaniu i realizacji dojrzałych ról życiowych, niedostępnych w fazie zakochania. Pomaga też w radzeniu sobie z trudnościami i cieszeniu się sukcesami. Są to zyski, które mogą przewyższać straty związane ze spadkiem siły pożądania. Namiętność opiera się teraz na ugruntowanym zaufaniu i dobrej znajomości swoich potrzeb.

Tyle, że miłe małżeńskie scenariusze z czasem utrwalają się i automatyzują, jak każda inna powtarzana i nagradzana czynność. Stają się rytuałami. A tu kryje się kolejna pułapka, bo jak pisze w książce Kobieta zmienną jest prof. Bogdan Wojciszke: „stabilność i automatyzacja stają się największym wrogiem uczuć”. W efekcie dobra znajomość partnera często przestaje być zaletą, a staje się wadą – dzieje się tak, gdy sądzimy, że wiemy już
o nim/o niej wszystko, że niczym nie jest nas w stanie zadziwić czy zaciekawić. Bardziej niż z partnerem obcujemy z jego obrazem, ukształtowanym w naszej głowie. Ona już wie, że on nigdy... (nie naprawi kranu, nie pamięta o jej imieninach, nie przyzna się do błędu).

On jest przekonany, że ona zawsze...(wyda pieniądze na nowy ciuch, wytknie mu błędy, będzie oczekiwała więcej niż on jej może dać). Takie przekonania przysłaniają nam partnera i ukierunkowują na poszukiwanie informacji z nimi zgodnych. Mało tego, mogą stać się samospełniającą się przepowiednią, bo skoro on wie, że ona nigdy, a ona – że on zawsze, to mimowolnie wpychają partnera w ramki swoich wyobrażeń o nim. Stąd już tylko krok do sprzeczek, utarczek, kłótni.

Jak przebiega twoja kłótnia?
„Pokaż mi, jak przebiega twoja kłótnia małżeńska, a powiem ci, czy grozi wam rozstanie” – mówi dr John Gottman z University of Washington. Od 30 lat bada, co sprzyja zerwaniu więzi i twierdzi, że potrafi w 90 proc. przewidzieć ryzyko rozwodu. Bo wbrew pozorom, przyczyną rozpadu nie są wcale kłótnie. – Nie tyle liczba konfliktów, ale ich styl decyduje o trwałości bądź nietrwałości związku.

Niezależnie od tego, jak wiele konfliktów zdarza się w małżeństwie, ważne, by pozytywnych interakcji było więcej niż sprzeczek. Gottman udowadnia, że optymalny stosunek emocji pozytywnych do negatywnych wynosi 5:1. Pozytywne interakcje to niekoniecznie randka w Paryżu. Wystarczy uśmiech, komplement, ciepły ton głosu. One stanowią fundament związku i działają jak jego układ immunologiczny. Dzięki nim, jeśli zdarzy się konflikt, małżonkowie nie biorą wszystkiego do siebie, nie przybierają postaw obronnych, nie oskarżają się nawzajem. W efekcie są w stanie zająć się samym problemem i dążyć do jego rozwiązania.

Negatywne interakcje nie zawsze przybierają postać jawnych kłótni i ataków. Bardziej niszczące dla związku są te, które ukrywają się w drobnych, na pozór niegroźnych zachowaniach, takich jak sarkastyczne uwagi, ironiczne spojrzenia. Gottman opisał „czterech jeźdźców Apokalipsy”, czyli podstawowe czynniki sprzyjające rozwodowi. Na czym polegają te główne grzechy małżeńskich sprzeczek?
Należą do nich:

• krytycyzm wobec partnera

– nie jest to pretensja o jakąś konkretną sprawę, lecz obwinianie partnera i oskarżanie go o wszystko, co się zdarza;

• pogarda i lekceważenie partnera

– nie tylko słowami, także gestem, spojrzeniem, tonem głosu; pogarda uszkadza poczucie bezpieczeństwa i wzajemny
szacunek;

• postawa obronna

– będąca odpowiedzią na krytycyzm i pogardę: zamykanie się w sobie lub kontratak, próby dopieczenia partnerowi, wytknięcia mu jego niedoskonałości i ułomności;

• postawa obstrukcyjna

 

– małżonkowie kamienieją i zachowują wobec siebie lodowaty dystans; ten ostatni grzech bywa niedoceniany, gdyż pozornie nie ma wiele wspólnego z agresją, ale wielki chłód bardziej zagraża relacji niż jawna złość i kłótnia

– Mimo dystansu i wzajemnej pogardy więź może przetrwać, ale w skarlałej postaci – mówią Maria i Bogdan de Barbaro. – Pozostaje z niej „zakontraktowana umowa” dwojga niechętnych sobie ludzi, których łączą tylko dzieci albo wspólny majątek. Czasem partnerzy nie chcą lub nie mają siły się zmieniać. Mogą pozostawać w związku z wygody albo z lęku przed samotnością, która wydaje się czymś gorszym od jałowej, nawet przykrej lub niszczącej więzi. Niejednokrotnie bycie razem w takim pustym związku oznacza rodzaj uwięzienia, którego się już nie chce, ale z którego nie sposób się wyrwać. W takim wypadku cena, którą ludzie są gotowi zapłacić za utrzymanie więzi, oznaczać może zgodę na zaniedbanie wielu ważnych potrzeb i obszarów życia.

Trening miłości

Amerykański psycholog Robert Epstein zaleca ćwiczenia wzmacniające więź emocjonalną między partnerami. Dwoje jako jedno. Obejmijcie się delikatnie, wsłuchajcie się nawzajem w swoje oddechy i spróbujcie je zsynchronizować. Poczujecie, że tworzycie całość. Wpatrywanie się w duszę. Usiądźcie naprzeciwko s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy