Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Wstęp

26 kwietnia 2016

Miłość

„Żyli długo i szczęśliwie” nie oznacza bynajmniej pasma wyjątkowego szczęścia.

Przed laty pewien znany badacz zachowań agresywnych z Chicago postanowił zarobić, no i opracował narzędzie do dobierania par przez biura matrymonialne. Ustalił, że dla przewidywania powodzenia pary trzeba znać tylko dwa fakty: pierwsze wrażenie, jakie zrobili na sobie potencjalni partnerzy, i zdolność do szybkiego uczenia się. Jeśli chętni do małżeństwa zrobili na sobie pozytywne wrażenie, a jeszcze lepiej, gdy było ono pozytywne w takim samym stopniu, mieli już pięćdziesiąt procent szans powodzenia.

Jeśli wrażenie było nijakie lub niesymetryczne, wtedy szanse radykalnie malały. Jeśli obie strony uczyły się łatwo, dochodziło następne pięćdziesiąt procent szans powodzenia, a więc mogli żyć długo i szczęśliwie. Jeśli zaś oboje lub choćby jedno z nich miało mniejsze zdolności do uczenia się, wtedy raczej nie było szans na szczęśliwy związek. Gdyby to było takie proste…

Zazdroszczę uczonemu koledze takiego poczucia kompetencji. Sam, niestety, muszę przyznać się do skrajnej niekompetencji. Byłoby z mojej strony świadectwem arogancji i – co tu kryć – hipokryzji, gdybym twierdził, że wiem, co trzeba zrobić, aby z pewnością być szczęśliwym z drugim człowiekiem. Wiem za to, że „żyli długo i szczęśliwie” nie oznacza bynajmniej pasma wyjątkowego szczęścia. To raczej przeplatanka dobrego i złego. Dzieje się tak, ponieważ znaczna część tego, co nazywamy szczęściem, to poczucie ulgi, bo minęło coś złego. Najlepiej, gdy minęło za sprawą własnych działań. Podobnie jest z poczuciem nieszczęścia – wi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy