Marzenie wskazuje drogę

Ja i mój rozwój Praktycznie

Najpierw trzeba wymyślić cel. A potem pójść za swoim marzeniem, nie zastanawiając się, czy jest realistyczne, czy nie. Później skonfrontujemy je z rzeczywistością.

Dorota Krzemionka: Walt Disney mawiał ponoć: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać”. Podobna myśl przewija się przez wiele chętnie kupowanych poradników samopomocowych. Czy rzeczywiście wystarczy marzyć?
Mirosława Huflejt-Łukasik: W takich mitach prawda miesza się z iluzją. Poradniki, których nie lubię, mówią: ja ci sprzedam coś, czego sam nie potrafisz – co jest nieprawdą. Mówią też: istnieje jeden sposób, który załatwi ci wszystko, co też jest nieprawdą. Ale rzeczywiście, by zrealizować jakiś cel, trzeba go przed sobą postawić. Badania pokazują, że jeśli wyznaczymy sobie cel, to mimowolnie dostrzegamy środki do jego realizacji. Mamy poczucie: „Ojej, wymyśliłem sobie cel i okazało się, że mogę go osiągnąć”.
To brzmi niemal jak złota myśl rodem z Alchemika: „Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie”.
Tak się dzieje, ale nie są to cuda ani magiczne myślenie, tylko przejawy automatycznej samoregulacji. Uruchamia ona wiele mechanizmów, które pozwalają nam ten cel osiągnąć.

Na przykład?
Nasza uwaga mimowolnie ukierunkowuje się na to, co związane jest z celem, uaktywnia się motywacja, automatycznie wynajdujemy środki do realizacji celu. Tak też było w moim przypadku. Postanowiliśmy z mężem wybudować dom, ale nie mieliśmy pieniędzy. I nagle okazało się, że znaleźliśmy więcej możliwości zarabiania niż wcześniej. Wiele rzeczy dzieje się w nas bez udziału świadomej regulacji. Wystarczy, że znajdziemy się w jakiejś sytuacji, a automatycznie uruchamiają się związane z nią cele.

W jednym z badań stwierdzono, że studenci, którzy na początku semestru deklarowali, że uczą się, bo chcą, by ich matka była zadowolona z ich ocen na studiach, po przypomnieniu postaci matki rzeczywiście osiągali lepsze wyniki na egzaminach...
Okazuje się, że mamy w sobie wyposażenie, o które nie trzeba świadomie dbać. Nie znaczy to jednak, że na pewno osiągniemy cel, który sobie wymyśliliśmy.

Co stoi na przeszkodzie?
Czasem cele, do których dążymy, budzą w nas samych wątpliwości. Na przykład panie, które się odchudzają, chciałyby wyglądać pięknie i smukło, ale zarazem jeść jak dotychczas. Zajadamy emocje. Jemy, bo to przyjemne. Kiedy siedzę przed komputerem, jedzenie jest moją przerwą i nagrodą. Im więcej piszę, tym więcej jem. Z jednej strony chcemy być piękni i zdrowi, ale zarazem lubimy sobie dogadzać, spędzać czas na biesiadowaniu z przyjaciółmi. Pojawiają się konkurencyjne cele i wartości. A wtedy wygra ta wartość, która jest nam bliższa, ważniejsza, bo stoi wyżej w hierarchii.

Gorzej, gdy nie mamy takiej hierarchii.
Wtedy wpadamy w pułapkę: na przykład nie potrafimy zachować właściwych proporcji między czasem osobistym a zawodowym czy towarzyskim. Albo mamy kłopot z podejmowaniem decyzji, o co zadbać, nawet jeśli cele są dla nas ważne. Tracimy drogowskaz z oczu.

Często wyznaczamy sobie jakieś cele, a potem ich nie realizujemy. Jak je stawiać, by się chciało chcieć?
Praktycy mówią, że cel musi być pozytywny. Jeśli ktoś mówi: „Nie chcę się w pracy stresować i wpadać w konflikty”, to pytam: „No dobrze, to jak chciałbyś, żeby wyglądały twoje relacje w pracy?”. Cel najpierw trzeba wymyślić. Trzeba wtedy pójść za swoim marzeniem, nie zastanawiając się, czy cel jest realistyczny, czy nie. Dopiero potem skonfrontujemy go z rzeczywistością. To bardzo ważne, by nie robić tego na początku. Bo jeśli cel zaczniemy przykrawać już na początku, to nigdy nie dowiemy się, czego naprawdę chcemy. Ja, gdy ludzie mówią „Nie, to się nie uda”, odpowiadam: „Wyobraź sobie, że masz złotą rybkę, która spełnia wszelkie twoje marzenia. Uświadom sobie, czego naprawdę pragniesz”.
Jeśli już wiemy, czego chcemy, to gdy napotkamy przeszkody, wiemy: czy, z czego lub kiedy rezygnować. Mnie marzył się dom wśród drzew. Ten, który zbudowaliśmy, nie stoi na skraju puszczy, ale już urosły wokół niego drzewa. Warto wiedzieć, do czego dążymy, czego chcemy, ale też czego nie chcemy, czego wolimy uniknąć. Okazuje się, że kiedy mamy i marchewkę, i kij, jesteśmy bardziej zmotywowani i więcej działań podejmujemy, by osiągnąć cel.

Chcę napisać pracę magisterską. Ale też wyobrażam sobie, co będzie, gdy zawalę...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy