Mam talent jak nikt

Ja i mój rozwój Praktycznie

Każdy z nas ma talent, talent każdego z nas jest inny. Warto odkryć swoje uzdolnienia, bo dzięki nim życie staje się barwniejsze, a my sami – lepsi. Jednak szukając swoich talentów, trzeba uwzględnić to, jak się od innych różnimy.
 

Antoniowi Salieriemu Bóg nie poskąpił talentów. Gdyby nie one, jak inaczej trafiłby na dwór Habsburgów? On – ósme z dwanaściorga dzieci włoskiego handlarza. Trafił to za mało powiedziane: zjednał sobie władcę i podbił publiczność. Jego opery i symfonie przyjmowano z zachwytem, kobiety go adorowały, władca uczynił swym kapelmistrzem. Wśród jego uczniów byli najwybitniejsi muzycy, bo i Ludwig van Beethoven, i Franciszek Liszt. To Salieri nadawał ton wiedeńskiemu światu muzycznemu. I wciąż mógłby pławić się w chwale, gdyby pewnego dnia nie pojawił się tam Wolfgang Amadeusz Mozart. Współcześni go nie rozumieli, nie chcieli jego muzyki. Jedynie Salieri dostrzegł geniusz tych kompozycji. I nie pojmował, dlaczego pisanie tak boskiej muzyki przychodzi sprośnemu młokosowi z taką łatwością. Dlaczego zaś jego Bóg obdarzył muzycznym słuchem i żarliwym pragnieniem, by tworzyć dzieła na boską chwałę, a potem uczynił niemym, odmówił talentu. Czy na pewno odmówił?

Florence Foster-Jenkins, córka amerykańskiego bankiera, zbyt dobrego słuchu raczej nie miała. Jak inaczej mogłaby znieść swój śpiew i na dodatek twierdzić, że ma najpiękniejszy na świecie sopran koloraturowy? Od dziecka chciała występować. Długo czekała na spełnienie marzeń. Dopiero śmierć ojca, gdy miała 40 lat, i odziedziczona po nim fortuna pozwoliły jej rozwinąć skrzydła – dosłownie, bo jeden z jej scenicznych strojów, które sama projektowała, przyozdobiony był imponujących rozmiarów skrzydłami. Zaczęła brać lekcje śpiewu, wynajęła salę, dała pierwszy recital, potem kolejne. Krytycy nie zostawili na niej suchej nitki. Nie miało to znaczenia, bo kiedy zaczynała śpiewać, zapominała o wszystkim. „Nic nie mogło jej powstrzymać” – wspominał Cosme McMoon, jej akompaniator.
Jaki był talent Florence? Bo przecież na pewno go miała.

Talenty dostępne wszystkim

POLECAMY

Talent rozumieć można na dwa sposoby – elitarny bądź egalitarny. W pierwszym przypadku jest on przebłyskiem geniuszu – który jest nam dany albo nie. W drugim rozumieniu to smykałka do czegoś – można ją rozpoznać i rozwijać; od nas zależy, jaką precyzję osiągniemy. Przykładem może być Jiro Ono, bohater filmu „Jiro śni o sushi”, właściciel najmniejszej na świecie restauracji, która otrzymała trzy gwiazdki w rankingu Michelina. Przez całe życie Jiro dążył do perfekcji w przygotowywaniu sushi, dziś nie ma sobie równych. Jego pewności wybranej drogi nie zakłóca smutek starszego syna, który pracuje na sukces ojca, rezygnując z szukania swego miejsca w świecie.

Każdy z nas ma jakiś talent – w tym drugim rozumieniu. To może być gra na harmonijce lub w szachy, pieczenie ciast, śpiew lub pielęgnowanie ogrodu, a także budowanie harmonijnych relacji z innymi, zabawy z dziećmi, konstruowanie maszyn czy dzielenie się wiedzą... To nie jest tylko coś, co robimy w ramach hobby, w wolnym czasie. Utalentowany jest sprzedawca, który potrafi zjednać klientów i sprawić, że są zadowoleni. Podobnie osoba, która kieruje innymi ludźmi tak, że z entuzjazmem podchodzą do swych zadań.

Pytanie jednak: co wśród różnych naszych możliwości jest talentem? Czy to, co przychodzi nam z wyjątkową łatwością, czy to, co robimy lepiej niż pozostali? Jak pisze Henri Amiel: „talent to robić z łatwością to, co jest trudne dla innych. Robić to, co niemożliwe dla talentu – oto geniusz”. Dla Salieriego miarą geniuszu Mozarta były rękopisy, które w tajemnicy przynosiła Antoniowi żona Amadeusza – zapisy nut genialnych kompozycji bez jednego skreślenia. Jakby sam Stwórca przez niego przemawiał.

Tak czy inaczej, szacując swój talent, potrzebujemy jakiejś miary, punktu odniesienia: mierzymy się z samym sobą albo z otoczeniem. Obie perspektywy angażują naszą samoocenę, ale porównania z innymi niosą większe ryzyko, zawsze bowiem może się znaleźć ktoś lepszy od nas i... A nie każdy to potrafi.

Mniej zagrażające wydaje się mierzenie się ze sobą i świadomość, że dziś robię coś lepiej niż wczoraj. Są jednak osoby, które wolą zaniechać działania, jeśli nie mają pewności, że efekt będzie idealny. A przecież talent wymaga ćwiczenia. Osoba, która robi coś bez wysiłku, podobnie jak ta, która dziś robi coś lepiej, jutro może zostać w tyle za kimś, kto wkłada w działanie dużo pracy. „Co jest ważniejsze dla sukcesu: talent czy pracowitość?” – pyta Bernard Shaw. I odpowiada przekornie: „A co ważniejsze w rowerze: przednie czy tylne koło?”. Wysiłek i praca na niewiele się jednak zdadzą bez talentu.

Zawodnik, Partner czy Wizjoner?

Szukając swoich talentów, trzeba uwzględnić, jak się od innych różnimy. Każdy z nas ma smykałkę do czegoś innego. Ktoś z większą łatwością operuje słowem, ktoś inny woli konstrukcje techniczne. Jeden człowiek potrzebuje namysłu, inny jest impulsywny, działa szybko. Ktoś myśli abstrakcyjnie, inny uwielbia konkrety. Ktoś woli zwykłą mapę, bo lubi szeroki ogląd, inny nawigację, bo prowadzi go prosto do celu. Możemy próbować działać wbrew naszej naturze, ale wiele wtedy nie zdziałamy.

Jak znaleźć tę własną naturę? Z pomocą przychodzi koncepcja stylów poznawczych, czyli stałych, najczęściej wybieranych sposobów działania, związanych z charakterystycznym dla nas sposobem spostrzegania i myślenia. Ujawniają się, kiedy nie mamy wyraźnych instrukcji, jak coś wykonać, są spontanicznym, pierwszym wyborem, gdy stajemy przed wyzwaniem zrobienia czegoś nowego.

Według Roberta Sternberga, amerykańskiego psychologa i twórcy koncepcji inteligencji, różnimy się preferowanymi funkcjami umysłu, którym odpowiadają trzy style myślenia. Pierwszy, tzw. legislator, rozpoczyna działania, lubi sam ustalać zasady i reguły; drugi – sędzia – myśli analitycznie, planuje i ocenia efekty działań; trzeci zaś to wykonawca, który woli wdrażać, realizować działania według ustalonych reguł. Każdy z nas potrafi najlepiej funkcjonować w jednym, rzadziej w dwóch z tych obszarów. Możemy być lepsi w planowaniu, ale nie w wykonywaniu, albo w wykonywaniu, ale nie w rozpoczynaniu…

Stylów myślenia w koncepcji Sternberga jest aż trzynaście (patrz aplikacja „Stylowe puzzle”), ta złożoność nastręcza trudności w jej wykorzystaniu. Dlatego zespół pod kierunkiem dr inż. Anny Samborskiej-Owczarek,...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy