Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Małpy też się śmieją

0 320

Nie tylko ludzie się śmieją. Potrafią to także robić np. szympansy – dokładnie w tych samych sytuacjach, w których śmiejemy się my sami.

Ludzkość przez tysiące lat przypisywała zdolność do śmiechu tylko sobie. Arystoteles na przykład był głęboko przekonany, że zwierzęta nie posiadają owego „daru”. Czy pogląd ten wytrzymał próbę czasu i dziś – u początku trzeciego tysiąclecia – wciąż daje się obronić? Otóż współczesne badania i eksperymenty pokazują wyraźnie, że ów antropocentryczny punkt widzenia wymaga zasadniczej rewizji. Nauka dysponuje bowiem danymi wskazującymi na to, że uśmiech, śmiech i humor – przynajmniej w elementarnej postaci – występują także u małp człekokształtnych.
Van Hooff zauważył u małp podobne do ludzkich zachowania, które pełnią funkcję sygnałów zabawowych. Na przykład odpowiednikiem ludzkiego uśmiechu jest u szympansa bezgłośne szczerzenie zębów przy częściowo tylko otwartych ustach, bezruchu ciała i oczach wbitych w partnera. Oznacza ono – podobnie jak u człowieka – przyjazne nastawienie, wzajemne przyciąganie i chęć zaangażowania we wspólną zabawę. Rozluźnione, otwarte usta, z których często wydobywają się pomruki „ahh, ahh, ahh” są swoistym odpowiednikiem ludzkiego śmiechu. Pojawia się on u małp podczas łaskotania, przy ściganiu się czy „walce na niby”, a więc w zasadzie w tych samych momentach, w których występuje u człowieka. Natomiast zdaniem Desmonda Morrisa uśmiech i śmiech u obu gatunków pełnią doniosłą funkcję adaptacyjną, informują bowiem o podstawowych nastrojach emocjonalnych danego osobnika. O pierwotnym, wrodzonym charakterze omawianych reakcji świadczy też ich występowanie u niemowląt głuchoniemych i niewidomych. Tak więc zarówno u ludzi, jak i u małp, śmiech i uśmiech pojawiają się w podobnych kontekstach, pełnią zbliżoną rolę, mają również podobne wzorce ekspresji.
Warto wspomnieć także o różnicach w sposobie wyrażania uśmiechu i śmiechu przez człowieka i szympansa. Małpi uśmiech jest przede wszystkim mniej wyrazisty, słabiej zaznaczony, rzadziej obecny. Morris twierdzi, że jako środek komunikacyjny uśmiech jest w znacznie mniejszym stopniu potrzebny szympansom niż ludziom. Małpie niemowlę nie musi bowiem przy jego pomocy zwracać na siebie uwagi dorosłego osobnika, „walczyć” o jego zainteresowanie i czułość. Wystarczy, że wczepi się w matczyne futro, aby doświadczyć ukojenia, bliskości i ciepła. „Naga małpa” (takim mianem Morris określa człowieka) futra nie ma, zatem ludzkie niemowlę musi dysponować skutecznym środkiem przyciągającym matkę. Jest nim uśmiech. Za jego pośrednictwem dziecko zapewnia sobie nie tylko uwagę, troskę i czułość otoczenia społecznego, ale też zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Inna istotna różnica dotyczy angażowania odmiennych grup mięśniowych podczas uśmiechu. U człowieka pozytywnym emocjom, takim jak poczucie szczęścia czy przyjemności, towarzyszy tzw. uśmiech zadowolenia, zwany też uśmiechem Duchenne’a (od nazwiska francuskiego badacza, który pierwszy opisał ów uśmiech – w roku 1862). Polega on na obustronnych i ciągłych ruchach mięśnia jarzmowego odpowiedzialnego za odsłanianie gónych zębów, którym towarzyszy skurcz mięśni nosa i mięśni okrężnych oczu. Małpy, śmiejąc się, nie odsłaniają górnych zębów. Grymas ten oznacza bowiem strach lub złość. Dlatego obecnie badacze przyjmują, że śmiech (uśmiech) był pierwotnie wyrazem agresji.
Teorię ewolucji uśmiechu, śmiechu i humoru rozwinął Albert Rapp. Według niego wszystkie obecne formy i przejawy poczucia humoru wywodzą się z jednego, wspólnego wzorca – radosnego śmiechu triumfu będącego efektem zwycięstwa w fizycznym starciu z wrogiem, np. zwierzęciem podczas polowania bądź nieprzyjaźnie usposobionym przedstawicielem innego plemienia. Âmiech triumfu był wyrazem poczucia mocy, sprawstwa, skutecznego panowania nad rzeczywistością. Doraźnie zaś dawał ujście napięciu emocjonalnemu, pozwalał odreagować stres, umożliwiał odprężenie i odpoczynek. Kolejnym ewolucyjnym etapem był śmiech już nie na widok samej porażki przeciwnika, ale poprzedzających ją oznak, takich jak słanianie się na nogach, upadki, krwawiący nos, „błędny” wzrok czy opuchnięta twarz. Znaki te traktowano jako zwiastuny-symbole wygranej i zarazem degradacji wroga. Następna faza filogenezy śmiechu wiąże się z narodzinami złośliwej kpiny. Aby odczuć własną przewagę, już nie trzeba było dosłownie pokonać nieprzyjaciela, wystarczyło go wydrwić, narazić na szyderstwa i śmieszność. Do dziś w społeczeństwach prymitywnych (np. na Grenlandii) zwaśnione strony toczą pojedynki na wyśmiewanie i obelgi. Widzowie występują w roli arbitrów wskazujących jako zwycięzcę tego, kto skuteczniej ośmieszy i upokorzy przeciwnika.
Dalsza ewolucja śmiechu wprowadza pierwszą prawdziwie „ucywilizowaną” formę humoru. Jest nią ciepła, łagodna, przyjazna kpina, możliwa tylko wtedy, gdy sytuacja jest nieszkodliwa, nie zagraża niczyjemu zdrowiu ani życiu. Âmiech przestaje być wówczas równoznaczny z karą. Wreszcie etapem finalnym jest pojawienie się dowcipu określanego przez Rappa mianem „wysublimowanej formy pojedynku na pięści”. Walkę wręcz zastępuje „utarczka” intelektualna, w której trzeba wykazać się błyskotliwością, szybkością skojarzeń, oryginalnością i giętkością myślenia. Przykładem pojedynków tego rodzaju mogą być turnieje zagadek opisane w mitologii greckiej, egipskiej, nordyckiej i w Starym Testamencie.

Tezę o „bezpiecznej agresji” jako pierwotnym źródle śmiechu potwierdzają też obserwacje zachowań 8-miesięcznych i starszych niemowląt. Gdy np. matka, dotychczas przewidywalna i niezawodnie opiekuńcza, nagle podkrada się do niego, robi śmieszną minę i udaje, że go straszy, albo też chowa się i nagle p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy