Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mówią o nas sisters

57

Relacja z bratem czy siostrą to niepowtarzalna sytuacja życiowa, w której uczymy się dogadywania z kimś, z kim nie możemy się rozstać. Przyjaźń można zerwać, można przesiąść się do innej ławki, ale rodzeństwo jest i nie zniknie. Nie możemy zerwać tego związku. Musimy się jakoś dogadać, bo nie ma innego wyjścia - przekonuje w rozmowie z „Charakterami” Zuzanna Toeplitz. Dr Zuzanna Toeplitz jest psychologiem. Pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jest prodziekanem ds. organizacyjnych i finansów. Zajmuje się psychologią rozwojową i jakością życia. Prowadzi badania dotyczące rodzin - ze szczególnym uwzględnieniem rodzeństwa. Należy m.in. do International Society For. Jej siostra, Małgorzata Toeplitz-Winiewska, także jest psychologiem.

Mówią o nas sisters

Dr Zuzanna Toeplitz jest psychologiem. Pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jest prodziekanem ds. organizacyjnych i finansów. Zajmuje się psychologią rozwojową i jakością życia. Prowadzi badania dotyczące rodzin – ze szczególnym uwzględnieniem rodzeństwa. Należy m.in. do International Society For. Jej siostra, Małgorzata Toeplitz-Winiewska, także jest psychologiem.

Przyjaźń można zerwać, można przesiąść się do innej ławki, ale rodzeństwo jest i nie zniknie. Nie możemy zerwać tego związku. Musimy się jakoś dogadać, bo nie ma innego wyjścia – mówi dr Zuzanna Toeplitz.

Dorota Krzemionka: – Według Biblii wywodzimy się od Kaina, czyli tego, który z zazdrości zabił swego brata, bo jego ofiara była milsza Bogu. Podobny przekaz płynie z literatury, weźmy choćby Alinę i Balladynę. Wydaje się, że relacje między rodzeństwem nie należą do łatwych.
Zuzanna Toeplitz: – Kulturowy przekaz podkreśla raczej zagrożenia niż korzyści z posiadania rodzeństwa. Wielu z nas zdarza się czasem pomyśleć, że byłoby lepiej, gdyby brata czy siostry nie było. Silna niechęć świadczy jednak głównie o sile związku. Skrajne emocje budzą w nas przede wszystkim osoby najbliższe. Ale jest i druga strona. W baśni Andersena o dzikich łabędziach siostra szyje z pokrzyw koszule dla braci, by zdjąć z nich zły czar, choć to boli i na skórze pojawiają się bąble. Bo nikt nie zrobi dla nas tyle, co kochające rodzeństwo.

Pani i siostra też gotowe jesteście dla siebie wiele zrobić? Jakie są wasze relacje?
– Jesteśmy psychologicznymi bliźniętami. W pewnym sensie stanowimy wzajemnie uzupełniający się układ. Nie kłócimy się na tematy zasadnicze, kupujemy sobie takie same rzeczy, nie wiedząc o tym. Mówią o nas: sisters, matki i ciotki. Stanowimy całość, co wiele osób zadziwia. Wielu ludzi spostrzega nas wręcz jako jedną osobę, choć jesteśmy różne. To jeden z powodów, dlaczego zajęłam się badaniem relacji między rodzeństwem.

– Badań na ten temat jest niewiele.
– Tak, bo większość psychologów zajmujących się rodziną patrzy na nią z punktu widzenia relacji rodzic – dziecko, albo relacji między małżonkami. A dzieci zostawia się z boku. Jednak przy okazji różnych badań okazuje się, że rodzeństwo jest ważne. W latach dziewięćdziesiątych z Anną Matczak i Anią Piotrowską zrobiłyśmy badania na temat wpływu zwierząt na rozwój społeczny dzieci. Przebadałyśmy ponad 500 dzieci w wieku od 6 do 10 lat, chłopców i dziewczynki. Badaniami objęłyśmy te, które mają psa lub kota i te, które nie mają żadnego zwierzątka. Badałyśmy między innymi decentrację interpersonalną, czyli zdolność wczuwania się w czyjeś uczucia. Okazało się, że pies i kot wpływają pozytywnie na tę zdolność, ale nie ma to jak rodzeństwo.

Dlaczego tak się dzieje? Jakie znaczenie ma fakt posiadania rodzeństwa?
– Relacja z bratem czy siostrą to niepowtarzalna sytuacja życiowa, w której uczymy się dogadywania się z kimś, z kim nie możemy się rozstać. Przyjaźń można zerwać, można przesiąść się do innej ławki, ale rodzeństwo jest i nie zniknie. Nie możemy zerwać tego związku. Musimy się jakoś dogadać, bo nie ma innego wyjścia. Brat czy siostra pozwala nam skonfrontować naszą perspektywę z perspektywą innej osoby o podobnym sposobie myślenia. Jean Piaget, szwajcarski psycholog rozwojowy, pierwszy stwierdził, że dzieci widzą świat i myślą inaczej niż dorośli. Posiadanie rodzeństwa oznacza, że mamy obok siebie kogoś, kto postrzega świat z podobnej jak my perspektywy. I może nam różne rzeczy wytłumaczyć na naszym poziomie rozwoju poznawczego. Nie jesteśmy skazani na osoby dorosłe. Moja magistrantka badała małżeństwa jedynaków z nie-jedynakami. Okazuje się, że jedynacy inaczej podchodzą do związku. Bardziej oczekują wyłączności niż osoby, które mają rodzeństwo. Ci, którzy mają rodzeństwo są bardziej skłonni do kompromisu. Potrafią się dogadać nawet w trudnych sytuacjach właśnie dlatego, że musieli nauczyć się tego w dzieciństwie.

Ale gdy mamy obok siebie rodzeństwo, nasuwają się nieustanne porównania...
– Nie da się uniknąć takich porównań. W ten sposób nabywamy wiedzę o innych ludziach. Dzięki porównaniom z innymi rozwija się nasze „ja”. Jeżeli dziecko jest tylko z dorosłymi, to siłą rzeczy porównuje się z osobami nieporównywalnymi. Ściga się z rodzicem. Albo rodzic stale wygrywa, albo pozwala dziecku wygrać. Jak długo jednak dziecko wierzy, że jest lepsze od rodzica? Jeżeli mamy rodzeństwo, to porównujemy się z kimś bliższym. Możemy go pokonać. Jedni są lepsi w tym, drudzy w czymś innym.

– W ten sposób dochodzi do rywalizacji między rodzeństwem. Nikt nie chce być tym gorszym...
– Myślę, że nie ma możliwości, by uniknąć rywalizacji. Dzięki niej tworzy się hierarchia w ministadzie, jakim jest rodzeństwo. Pojawia się podział ról. Niemożliwe, by ktoś był najlepszy we wszystkim. Rodzice są wzorcem niedoścignionym, wiadomo, że rodzica się nie dogoni. Lepiej ścigać się z kimś bliskim, jak brat czy siostra. Natomiast problem pojawia się wtedy, gdy rodzic używa tych porównań jako instrumentu motywującego. Mówi dziecku: „W twoim wieku Kasia, Staś już to potrafił”. To działa zniechęcająco. Łatwiejszą sytuację mają młodsze dzieci, gdy starsze rodzeństwo nie było idealne. Wtedy jest pole do sprawdzenia. Rodzice często nie rozumieją, że jeżeli starsze rodzeństwo jest bardzo dobre, to młodsze dziecko w pewnym momencie może pójść w zupełnie inną stronę, po to, żeby odnaleźć swą tożsamość. „Jeśli nie mogę być najlepsza, to będę najgorsza.” Każde dziecko jest inne i nie sposób traktować je tak samo. Niestety, w naszej kulturze często wychowuje się poprzez rywalizację. I uważa się, że pierwsza lojalność jest wobec rodziców. Dopiero w trakcie dorastania rodzeństwo uczy się, że naturalnym sojusznikiem jest brat lub siostra, a nie rodzic. Bywa, że ukrywamy jakieś rzeczy przed rodzicami, najpierw z lęku przed karą, a potem z obawy, że się przejmą, będą się martwić. Z kim się tym podzielić? Jedyna osoba, oprócz rodziców, która nas zna od urodzenia, to rodzeństwo. Im bardziej rodzice oczekują lojalności przede wszystkim wobec siebie, tym mniejsza jest szansa, że rodzeństwo zbliży się do siebie.

Na przeszkodzie bliskości stoi też poczucie, że brat czy siostra są faworyzowani przez rodziców.
– Z tym poczuciem jest dziwna sprawa. Moje dwie studentki zrobiły badania na nastolatkach i na dorosłych dotyczące poczucia faworyzowania. Okazało się, że wszyscy mają silne poczucie, że to drugie z rodzeństwa było faworyzowane. Dorosłe kobiety cieszyły się z udziału w badaniach, licząc na to, że wreszcie wyjdzie na jaw, że siostra miała lepiej. Po czym okazało się, że obie były traktowane tak samo. Skąd więc ich poczucie? Dzieci rywalizują o uwagę rodzica, o jego czas. I nie rozumieją, że można kochać więcej niż jedną osobę, bo na początku przywiązują się do jednej osoby. Zapominamy, że rodziców też nie kochamy jednakowo, ani mocniej, ani słabiej, tylko inaczej. A jednocześnie oczekujemy, że oni będą nas kochać jednakowo.

Czy nie jest tak, że faworyzuje się dziecko odmiennej płci: córeczka jest tatusia, a synek mamusi?
– Być może tak jest. Jako kobieta mam wyobrażenie o tym, jaka powinna być kobieta. I porównuję córkę do tego wzorca. To nie ułatwia kontaktów między matką i córką. Czasem rodzi się między nimi rywalizacja. „Nie akceptuję w córce tego, czego w sobie nie lubię. Natomiast gdy dziecko jest innej niż moja płci, to przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza”. Wydaje mi się, że kobiety, które nie są z siebie zadowolone jako kobiety, chcą mieć chłopca, bo nie muszą być dla niego wzorcem. Ale to jest tylko hipoteza, którą dopiero będę badać.

Jestem jedynaczką, a zawsze chciałam mieć starszego brata.
– Ja też. Myślę, że to marzenie wynika ze stereotypu kulturowego. W naszej kulturze to chłopiec przenosi nazwisko i dziedziczy, więc uważany był za prawdziwą kontynuację. Brat daje szansę wejścia w środowisko rówieśników odmiennej płci, poznanie innej perspektywy, z jakiej postrzega się świat. Myślę też, że brat nie staje się naturalnym rywalem, tak jak siostra.

Czy to znaczy, że relacje między rodzeństwem różnej płci są łatwiejsze?
– W pewnym sensie tak, bo jest mniejsze poczucie rywalizacji, faworyzacji, krzywdy. A z drugiej strony są trudniejsze, bo jednak w pewnym momencie pojawia się różnica w nastawieniu. Z moich badań wynika, że między bratem i siostrą nie ma takiego poczucia bliskości jak między jednopłciowym rodzeństwem. Ważna jest też różnica wieku. Badania dowodzą, że czas nie jest wartością obiektywną. Jeżeli chłopiec jest starszy, to różnica wieku wydaje się mniejsza, bo dziewczynki rozwijają się szybciej. A jeżeli dziewczynka jest starsza, to różnica wieku wzrasta, nawet jeśli w rzeczywistości jest niewielka. Ale równoważy to fakt, że dziewczynki łatwiej wchodzą w rolę opiekunki i czują większą odpowiedzialność za młodszych braci niż chłopcy za młodsze siostry. Chłopcy biorą tę odpowiedzialność znacznie później, w okresie dojrzewania, gdy zaczynają oceniać kolegów siostry.

Już Alfred Adler dowodził, że ważna jest kolejność narodzin. Czy lepiej być najstarszym, czy najmłodszym spośród rodzeństwa?
– Każde dziecko jest inne, każde ma swoją rolę. Najstarsze jest tym...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy