Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Ludzkość to mój nos

56

Heroiczny czyn jest nadzwyczajny, ale dokonują go zwykli ludzie. Tacy jak my. W każdym z nas jest ktoś na miarę Ireny Sendler, kto czeka na swój czas, by przeciwstawić się złu, by ratować świat. Taka okazja może nam się nadarzyć tylko raz. Nie wolno jej przegapić. Prof. Philip Zimbardo jest psychologiem, emerytowanym profesorem Stanford University. Zajmuje się m.in. psychologią zła, terroryzmu i dehumanizacji, wpływem społecznym i perswazją. Od czasu słynnego stanfordzkiego eksperymentu więziennego bada, dlaczego w pewnych sytuacjach dobrzy ludzie czynią źle. Wyniki tych 40-letnich studiów zawarł w książce „The Lucifer Effect: Understanding How Good People Turn Evil”, (edycję polską przygotowuje na jesień Wydawnictwo Naukowe PWN). Jest autorem najpopularniejszego podręcznika psychologii „Psychologia i życie”. Od lat bada też przyczyny nieśmiałości; wyniki opisał w książce „Nieśmiałość”.

DOROTA KRZEMIONKA: W swojej książce Efekt Lucyfera twierdzi Pan, że każdy z nas jest bohaterem czekającym na swoją kolej. Czy naprawdę każdy?
PHILIP ZIMBARDO: – Niemal każdy, ponieważ są ludzie, którzy nie są zdolni do empatii, do poczucia winy. Na przykład psychopaci. A potrzeba empatii, by dostrzec cierpienie innych i chcieć im pomóc. Poza tą garstką większość z nas jest w stanie czynić i nadzwyczajne zło, i nadzwyczajne dobro. Zależy to od sytuacji, w jakiej się znajdziemy. Chcemy wierzyć, że bohaterowie, tacy jak Matka Teresa lub Nelson Mandela, mają jakieś szczególne cechy. Sądzimy, że nie bylibyśmy w stanie poświęcić swego życia jak Martin Luther King, ani spędzić 25 lat w więzieniu, jak Nelson Mandela. A ja twierdzę, że prawie każdy jest potencjalnym bohaterem, który czeka tylko na odpowiednią sytuację. Większość czynów bohaterskich jest dziełem zwyczajnych ludzi.

Irena Sendler uratowała dwa i pół tysiąca dzieci żydowskich. Narażała swoje życie, była więziona i torturowana. Czy sądzi Pan, że gdyby nie wojna i Holocaust byłaby zwykłą kobietą?
– Tak myślę. Gdyby żyła dwadzieścia lat wcześniej lub później, zajęłaby się swoimi sprawami, pomagałaby ludziom, pracowała społecznie. Nie wiedzielibyśmy, kim była. Ona sama nie dowiedziałaby się, do czego jest zdolna. Heroiczne czyny są nadzwyczajne, ale dokonują ich zwykli ludzie. Wiele osób ratujących Żydów w czasie Holocaustu robiło to z poczucia zwykłej przyzwoitości. Nie uważali się za bohaterów. Podobnie John Darby, który przeciwstawił się przemocy w więzieniu Abu Ghraib, nigdy wcześniej nie dokonał niczego bohaterskiego i prawdopodobnie już nic takiego nie uczyni. Raz jeden w jego ręce trafiła płyta ze zdjęciami z Abu Ghraib.

Inni też widzieli te zdjęcia. Co sprawiło, że właśnie Darby zareagował?
– Darby był kimś z zewnątrz. Wcześniej ludzie oglądali te fotografie, na których widniały piramidy z nagich ludzi, i uważali, że są one zabawne. Darby spojrzał z zewnątrz i dostrzegł ich okropieństwo. Podobnie moja żona, Christina Maslach, przyszła dopiero piątego dnia eksperymentu stanfordzkiego i zobaczyła, jak „strażnicy” spędzali wszystkich „więźniów” skutych łańcuchami do toalety. Założyli im torby na głowy. Wrzeszczeli na nich i poniżali. Powiedziałem: „Spójrz, czy to nie interesujące?”, a ona ze łzami w oczach zawołała: „To straszne, co robicie tym chłopcom”.

Czyli gdy jesteśmy wewnątrz jakiejś sytuacji, nie widzimy tego, że jest zła?
– Nie, bo kuszenie przez zło odbywa się stopniowo. Przyzwyczajamy się do tego, co się dzieje. Przyciskam pierwszy klawisz w eksperymencie Stanleya Milgrama, bo to tylko 15 woltów. A każdy kolejny dzieli od poprzedniego tylko 15 woltów. Jeśli wcisnąłem 300, dlaczego mam się zatrzymać przy 315? Jeśli wejdzie ktoś z zewnątrz i usłyszy krzyk „ucznia” zza ściany, jest przerażony: „Jak mogłeś to zrobić?”. Tak naprawdę nikt nie powinien nacisnąć pierwszego guzika. Jeśli go naciśniemy, wpadamy w pułapkę konsekwencji. Podobnie ja – w eksperymencie więziennym widziałem okrucieństwa strażników, ale każdego dnia były one niewiele większe niż dzień wcześniej. Zło na początku wydaje się niewinne. Żydzi w czasach nazizmu najpierw tylko musieli nosić gwiazdy. Nic wielkiego. Potem zabroniono im posiadania zwierząt. Następnie wykluczono ich z pewnych rodzajów działalności. Potem zamknięto ich w getcie. Dalszy ciąg znamy... Lecz wtedy w Niemczech mało kto był w stanie wyobrazić sobie, jak to się skończy.

Jak rozumiem, bohater potrafi dostrzec, ku czemu to zmierza. Widzi coś, czego nie widzą inni – granicę, od której zaczyna się zło?
– Tak, niektórzy wcześnie potrafią dostrzec początki zła i oczyma wyobraźni ujrzeć jego odległe konsekwencje. Zło nazywają złem, nie boją się narazić opinii, powstrzymują pokusę racjonalizacji, patrzą dalej i widzą to pochyłe zbocze, po którym można się poruszać tylko ku piekłu. I interweniują zanim będzie za późno. Czasem sami stają się ofiarą zła, przed którym ostrzegają. W latach trzydziestych XX wieku studenci z Monachium, członkowie Białej Róży, szybko zauważyli, jakim zagrożeniem jest Hitler. Wszystkich ich ścięto.

System, który generuje zło, określa Pan metaforycznie jako złą beczkę, pełną kwasu. Czy można być w tej beczce i nie dać się ukisić?
– Jeśli jesteśmy częścią systemu, trudno nam zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje. Eksperyment Milgrama tak naprawdę dowodzi, jak trudno jest wyjść z sytuacji. Badani „nauczyciele” nie byli ślepo posłuszni, wszyscy protestowali, mówili: „ja nie jestem takim typem człowieka”. I naprawdę nie byli – poza tą sytuacją. A eksperymentator mówił im „wiem, ale naciskaj dalej przyciski potencjometra”. I naciskali. Ich werbalne protesty były tylko balsamem na ich ego. W najlepszym razie sprzeciwili się autorytetowi i po prostu odeszli, ale nie powstrzymali eksperymentu. Nie uchronili następnych ofiar. Bohaterem zostaje osoba, która jest blisko zła, ale zazwyczaj nie tkwi w jego środku. Trudno nie ulec, kiedy system jest wszechobecny. System zła próbuje cię odizolować. Sprawić, byś nie ufała swojemu mężowi, dzieciom. A kiedy tak się stanie, czy będziesz protestować? Nie. Będziesz chciała przestać o tym myśleć. W pracy robisz swoje i mówisz sobie: „To nie jestem naprawdę ja”.

W czasach PRL-u większość Polaków w domach narzekała na system, ale na zewnątrz wpasowywała się w niego. Nazywano to „polską schizofrenią”.
– To rzeczywiście przypomina rozdwojenie jaźni: publiczne „ja” robi to, czego od niego oczekują, a prawdziwe „ja” buntuje się, ale tylko prywatnie. Co więcej, system chce zdegradować tego, kto mu się sprzeciwia. Nazwą go dysydentem, dewiantem, odszczepieńcem czy mącicielem. Chcą go zniechęcić do przeciwstawiania się systemowi. John Darby musiał się ukrywać, bo chcieli go zabić, potem musieli ukryć również jego żonę i matkę. Był bohaterem dla wielu ludzi, a zdrajcą dla systemu.

A zatem znaczenie bohaterskiego czynu jest zmienne, zależnie od tego, kto go ocenia. Czy istnieje uniwersalne bohaterstwo, czy zawsze jest to rezultat społecznej atrybucji? Weźmy palestyńskich zamachowców-samobójców...
– To prawda, prawie zawsze bohaterstwo jest kwestią kulturowej i historycznej definicji. Samobójca-zamachowiec w Palestynie jest bohaterem, bo przecież nie ma większego bohaterstwa niż oddać życie za sprawę. A w Izraelu jest potworem, który zabija niewinne kobiety i dzieci. Pewien dziennikarz BBC ruszył szlakiem armii Aleksandra Wielkiego. W każdej tureckiej wiosce opowiadano jego historię – ale w jednej wiosce był on wielkim bohaterem, który pokonał sułtana, a kilkadziesiąt kilometrów dalej był przedstawiany jako potwór, który palił, rabował i gwałcił. A jaka była prawda? Obie historie okazały się prawdziwe. Aleksander wiedział, że będzie musiał wracać tą samą drogą, dlatego część wiosek wspierał, a inne miejsca niszczył.

Każdy z nas potencjalnie jest bohaterem. Jednak aby nim zostać, nie wystarczą nasze deklaracje i intencje...
– Nie wystarczą. Dowodzi tego dobitnie badanie Johna Darleya i Daniela Batona. Badani, dobrzy skądinąd ludzie, studenci seminarium duchownego, mieli okazję, by pomóc leżącemu człowiekowi. Ale
...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy