Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

LUDZIE W PRZESTRZENI

0 221

Kiedy architektura sprzyja społeczeństwu obywatelskiemu? Gdzie mieszka klasa metropolitalna? Kto jest zglokalizowany? – odpowiada MARIA LEWICKA. Prof. Maria Lewicka pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się racjonalnością myślenia i działania, procesami wartościowania, przekonaniami społeczno-politycznymi oraz psychologią środowiskową (wpływ środowiska miejskiego na zachowania ludzi, mapy poznawcze otoczenia, identyfikacja z miejscem, pamięć miejsca). Napisała wiele artykułów i książek. Stale współpracuje z ośrodkami naukowymi w Norwegii i z Uniwersytetem im. Iwana Franka we Lwowie. Pasjonuje się historią Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem dziedzictwa Austro-Węgier (m.in. Czechy, Galicja Zachodnia i Wschodnia), a także historią Lwowa i Warszawy. Lubi fotografować. Ma 54 lata.

Zofia Barczewska:Można spotkać się z opinią, że bez społeczeństwa obywatelskiego trudno mówić o demokracji. Czym jest owo społeczeństwo obywatelskie? Czy istnieje w Polsce?
Maria Lewicka: – Podstawową cechą społeczeństwa obywatelskiego jest umiejętność organizowania się wokół rozmaitych konkretnych spraw, często bardzo przyziemnych, lokalnych. Dzięki temu ludzie są aktywni i działają na rzecz różnych pozaosobistych interesów, w tym na przykład na rzecz swojego miejsca zamieszkania. Chodzi tu o wszelkie dobrowolne stowarzyszenia, organizacje pozarządowe i rozmaite formy wolontariatu. W czasach socjalizmu działalność KOR-u i opozycji była ukierunkowana na budowę społeczeństwa obywatelskiego. Po upadku komunizmu okazało się, że nie jesteśmy do tego przygotowani. Co nie oznacza, że takich form działalności nie ma.

– Co wskazuje na istnienie społeczności obywatelskiej na poziomie lokalnym?
– Na podstawowym poziomie możemy mówić o aktywności politycznej w ogóle – ludzie chcą głosować i uczestniczyć w wyborach samorządowych. Na wyższym – chcą kandydować do wyborów samorządowych. Trzeci poziom to przynależność do rozmaitych organizacji, które działają na rzecz lokalnego rozwoju. Osiedlowy komitet mieszkańców, czy chociażby zorganizowana naprędce grupa protestu – są formą działalności obywatelskiej. Ciekawe, że w badaniach Polacy najsilniejsze przywiązanie deklarują do swojego miasta i miejsca zamieszkania, natomiast organizacje pozarządowe działające na rzecz lokalnego rozwoju znajdują się na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o procent ludzi, którzy w nich się udzielają. Jest w nas silne poczucie lokalnej identyfikacji, ale to się ciągle nie przekłada na aktywność społeczną.

– Dlaczego istnienie społeczeństwa obywatelskiego jest tak ważne?

– Zasypuje przepaść pomiędzy prywatną działalnością na użytek własnej rodziny a sferą polityki. Tam, gdzie nie ma tego pomostu, ludzie nie czują żadnego związku z władzą. Profesor Stefan Nowak pytał w latach siedemdziesiątych warszawskich studentów o źródła ich identyfikacji. Pierwszym była rodzina, potem naród. W środku nie było nic. Również teraz coraz więcej ludzi uważa, że władza nie ma z nimi nic wspólnego, że nie mają na nią wpływu. Moim zdaniem działalność lokalna pozwala ludziom poczuć, że mogą mieć wpływ na dotyczące ich decyzje władz.

– Identyfikacja z miejscem zamieszkania jest jednym z przejawów postawy obywatelskiej.
– We współczesnych miastach wyrasta, jak by to powiedział profesor Bogdan Jałowiecki, nowa klasa metropolitalna. To grupa społeczna, która nigdzie nie przynależy. Zrodziło ją miasto i w każdym mieście czuje się dobrze. Często są to pracownicy wielkich korporacji zarabiający znacznie więcej niż wynosi średnia krajowa, znający języki obce, podróżujący samolotami. Mają przyjaciół na całym świecie. Z kolei Zygmunt Bauman mówił o procesach glokalizacji. Ogromne masy społeczne żyją w warunkach wymuszonej lokalności. Nie spędzają wakacji za granicą, rzadko lub w ogóle nie ruszają się ze swojego miejsca zamieszkania. I tu pojawia się pytanie, czy identyfikacja z miejscem zamieszkania dotyczy jedynie warstw, które zostały zglokalizowane, czyli z konieczności związane z miejscem zamieszkania, zepchnięte na swoisty margines społeczny, czy też ma ona pozytywne znaczenie dla ludzi, którzy mają jakieś osiągnięcia, dorobek i są kosmopolityczni.

– Co to jest identyfikacja negatywna i pozytywna?

– Narzędzie, które stworzyliśmy do oceny identyfikacji z miejscem zamieszkania, zawiera stwierdzenia sformułowane pozytywnie i negatywnie. Badanych najlepiej pod względem identyfikacji z miejscem różnicują stwierdzenia pozytywne. Na pytanie: „Czy jestem dumny ze swego miejsca zamieszkania?” – ludzie odpowiedzą twierdząco lub nie, w zależności od stosunku do miejsca. Ale na pytanie: „Czy wstydzę się tego miejsca?” – prawie nikt nie udzieli odpowiedzi twierdzącej. Dlatego w tej chwili stosujemy tylko wersję pozytywną. Stosujemy różne techniki – od typowo werbalnych po kartograficzne, w których badani dostają specjalnie przetworzone mapy swego miasta i zaznaczają na nich miejsca przez siebie lubiane i nielubiane, znane sobie i nieznane. Wyniki wskazują na tak zwany efekt lokalny – to miejsce, w którym mieszkam, najczęściej określę jako pozytywne i lubiane.

– Czy jeśli ktoś lubi swoje mieszkanie, to lubi też swoje miasto?
– Identyfikację z miejscem zamieszkania badamy jako koncentryczne kręgi: najbardziej wewnętrzny to własne mieszkanie, potem okolice domu, ulica, na której mieszkam, dzielnica, i wreszcie miasto. Wszystkie te elementy są ze sobą powiązane, ale zwykle najsłabiej z pozostałymi związana jest identyfikacja z miastem. Miasto w ogóle stanowi odrębny obiekt, niejako oddzielony od reszty. Identyfikacja z własnym miastem jest też różna w różnych miastach. W naszych badaniach najniższe wyniki uzyskiwali mieszkańcy Warszawy, najwyższe Lwowa. Lwów nadal jest mitycznym miastem dla swoich mieszkańców.

– A jakie czynniki związane z architekturą mają wpływ na identyfikację czy postawy obywatelskie?
– Architektura społeczeństwa obywatelskiego – w ten sposób zatyt...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy