Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

29 lipca 2016

Lokata w banku czasu

0 438

Żyli długo i szczęśliwie... Tak kończy się niemal każda baśń o królewnie i królewiczu. Dożyli zatem sędziwej starości, ich głowy przyprószyła siwizna, być może cierpieli na artretyzm. Ale o tym baśnie już nie mówią. A powinny! Żyjemy przecież coraz dłużej, a starość to etap w podróży życia, którego nie da się ominąć. Jednak warto się do niego dobrze przygotować - przekonuje profesor TOM KIRKWOOD, brytyjski badacz procesu starzenia..


AGNIESZKA CHRZANOWSKA: Niedawno tłumy kinomanów odwiedzały kina, by zobaczyć film animowany „Odlot”. I nie dziwiłoby mnie to tak bardzo, gdyby nie fakt, że jego bohaterem jest zgryźliwy staruszek. Bo starość to przecież temat, na który zwykle nie lubimy rozmawiać. Czy w ogóle wiemy, czym jest starość?

TOM KIRKWOOD
: – Paradoks polega na tym, że wszyscy wiemy, czym jest starość. Potrafimy ją rozpoznać. Trudno jednak podać jej precyzyjną definicję. Każdy ma swoje własne doświadczenia dotyczące starości. Przecież spotykamy się z nią już jako dzieci. Obserwujemy naszych dziadków i zauważamy, że są inni niż my – wolniej się poruszają, mają siwe włosy.
Naukowo jednak jest to coś bardziej iluzyjnego, nieuchwytnego. Demografowie i specjaliści ubezpieczeniowi definiują starość, odnosząc się do jej wpływu na stan całej populacji oraz akcentując jej wpływ na nasze szanse przeżycia. Im człowiek jest starszy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zapadnie na jakąś chorobę, że umrze. Drugie podejście, które ja reprezentuję w swoich badaniach, kładzie akcent gdzie indziej – pytamy, co sprawia, że komórki zmieniają się wraz z wiekiem.

Co zatem tkwi u podstawy procesu starzenia się?
– Prawie wszyscy są przekonani, że proces starzenia jest zaprogramowany biologicznie. Dlaczego jednak ciało miałoby być zaprogramowane do umierania? Po to, by wymieniać jedno pokolenie na kolejne? Ale w naturze przecież nie obserwujemy starzenia się, bowiem dzikie zwierzęta nie żyją wystarczająco długo, aby się zestarzeć. A jeśli cofniemy się o kilka stuleci, to okaże się, że bardzo rzadko zdarzało się, aby człowiek dożywał starości. Nie warto zatem myśleć o programach starzenia i pytać, dlaczego musimy umrzeć. Raczej pytajmy o przetrwanie i siły ewolucyjne, które decydują o przetrwaniu.
Aby przetrwać każdy kolejny dzień, ciało musi wykonać ogromną pracę, dokonywać ciągłych napraw. A to kosztuje bardzo dużo energii. Im większe są inwestycje w jego utrzymanie i naprawę, tym dłużej będzie ono mogło przetrwać. Ale jednocześnie zmniejsza się porcja energii przeznaczana na wzrastanie i rozmnażanie się. Oznacza to, że nasze ciało musi dokonywać bardzo trudnych wyborów, z których my nie zdajemy sobie sprawy.
Spójrzmy na mysz. W naturalnym środowisku 95 procent osobników nie dożyje roku. Tylko nieliczne dożyją dwóch lat. Ile zatem energii genom powinien inwestować w utrzymanie i naprawę organizmu myszy? Nonsensem byłyby inwestycje zapewniające przeżycie 25 lat. Wystarczy jednorazowy organizm, który przeżyje półtora roku.
Człowiek potrzebuje silniejszego ciała niż mysz, ale jest to także ciało jednorazowego użytku. Smutna prawda jest jednak taka, że dla naszych genów nigdy nie jest priorytetem utrzymanie i naprawianie ciała tak, by żyło w nieskończoność. Są inne, konkurencyjne potrzeby. Dlatego w ciągu życia w naszym organizmie kumulują się błędy, na skutek czego pogarsza się jego stan. I starzejemy się. Molekularna maszyneria – podobnie jak maszyneria samochodu – zużywa się.

Niektórzy kierowcy zaniedbują samochody, inni natomiast bardzo o nie dbają – dokonują częstych przeglądów, myją i woskują karoserię. Takie zabiegi sprawiają, że auto dłużej im służy.
– Nasze geny programują to, jak dobrze wykonujemy prace konserwatorskie i naprawcze. Czynniki genetyczne kontrolują metabolizm, czyli to, w jaki sposób dystrybuowana jest energia – czy w kierunku utrzymania ciała w dobrej kondycji i jego naprawy, czy w kierunku wzrostu i rozmnażania. Wkład genów w naszą długowieczność wynosi około 25 procent.
Jeśli nasi przodkowie żyli długo, jest to dla nas bardzo dobra wiadomość! Wciąż jednak trzeba mieć świadomość, że to tylko jedna czwarta wkładu. Jeśli zatem nie mamy długowiecznych przodków, to wcale nie musimy się zamartwiać. Istnieje bowiem wiele czynników pozagenetycznych, związanych z naszym środowiskiem, sposobem odżywiania się, stylem życia, aktywnością fizyczną, które wpływają na poziom kumulowania się pomyłek i błędów. Oczywiście nie możemy zapominać o zwykłym przypadku. Ktoś będzie dbać o siebie, jednak umrze młodo, bo będzie miał pecha. Z kolei ktoś inny – prowadzący wyjątkowo niezdrowy tryb życia – dożyje 105 lat. Powiemy, że to niesprawiedliwe, ale tak się po prostu dzieje...

A czy aktywność umysłowa sprzyja długowieczności?
– Badania rzeczywiście pokazują, że osoby, które mają większe możliwości edukacyjne, dłużej żyją. Nie wiemy jednak, na ile jest to udział samego wykształcenia, a na ile korzyści związanych z wyższym poziomem wykształcenia. Osoby z wyższym wykształceniem posiadają przecież większą wiedzę na temat znaczenia zdrowego stylu życia, mają większe szanse znalezienia dobrej pracy, życia w lepszych warunkach mieszkaniowych. Edukacja stymuluje również aktywność umysłową i może opóźniać rozwój choroby Alzheimera, brak jednak na to jasnych dowodów. Niemniej warto być aktywnym umysłowo, sprawia to bowiem, że nasz mózg jest bardziej elastyczny, stymuluje nas, wzmacnia motywację. Ja sam sześć lat temu zacząłem uczyć się gry na pianinie. Mam regularne lekcje i robię postępy. Wiem, że nigdy nie zagram koncertu w Carnegie Hall, jednak odczuwam pozytywne skutki lekcji – z większą przyjemnością słucham muzyki i lepiej ją rozumiem.

Mam wrażenie, że młodzi ludzie coraz częściej czują się zmęczeni, starzy. Mają mniej energii niż ich rodzice czy dziadkowie.
– Przypuszczam, że gdybyśmy porozmawiali z naszymi rodzicami czy dziadkami, to okazałoby się, że w młodości mieli bardzo podobne odczucia i doświadczenia. Ludzie zawsze musieli mierzyć się z pewnymi wyzwaniami i stając wobec nich czuli, że ich przerastają. Oczywiście wiele się zmieniło. Tempo życia jest większe, mamy dostęp do Internetu, posiadamy telefony komórkowe i samochody. Kilkadziesiąt lat temu życie było prostsze, jednak z drugiej strony wiele zadań było bardziej wymagających pod względem fizycznym. Mężczyźni ciężko pracowali fizycz[-]nie, na przykład w kopalni. Kobiety natomiast zostawały w domu i zajmowały się dużą rodziną. Przygotowywały posiłki w oparciu o podstawowe produkty, zmywały i prały bez dostępnych obecnie środków czystości, zmywarek, suszarek. W latach 50. ubiegłego wieku przewidywano, że dzięki postępowi technologicznemu ludzie w przyszłości będą pracować tylko trzy dni w tygodniu, a pozostały czas będą mogli poświęcać na odpoczynek i rozrywkę. Okazuje się jednak, że pracujemy dłużej, żyjemy pod coraz większą presją, wciąż musimy rywalizować. Trudno powiedzieć, czy to lepiej, czy gorzej. Pewne jednak jest, że ludzie żyją coraz dłużej w coraz lepszym zdrowiu. Wiąże się to z tym, że zmieniła się natura prac, które wykonujemy – często zastępują nas maszyny. Praca nie jest fizycznie tak wymagająca jak dawniej. Mieszkamy w lepszych warunkach, lepiej się odżywiamy. Wolniej akumulujemy błędy i usterki w naszym ciele. W krajach rozwiniętych gospodarczo długość życia rośnie z każdą dekadą nawet o dwa lata. To niewiarygodne tempo wzrostu. Każdego dnia zyskujemy 5–6 godzin!

Żyjemy coraz dłużej, jednak starość wciąż pozostaje tematem tabu. Niczym Dorian Gray boimy się utracić młodość. Czy to słuszne?
– Wra...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy