Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

3 sierpnia 2016

Licencja na dojrzałość

40

W walce między młodością i starością najbardziej oberwała dojrzałość. Usunięto ją nawet z języka, zastępując pierwszą, drugą i trzecią młodością. A jednak przetrwała lata niełaski i właśnie wychodzi z ukrycia. Niełatwo ją rozpoznać, bo przez ostatnie dziesięciolecia bardzo się zmieniła. Dojrzałość nie jest już nudną i rozgoryczoną stagnacją, ale dynamiczną zdolnością do podążania za przemianami i wyzwaniami świata oraz własnymi pragnieniami i marzeniami... Kto dziś jest dojrzały, a kto tylko takim się wydaje?

Jest piękną 25-letnią blondynką, ma polskie korzenie i imię idealne dla wokalistki: Melody. Największe jazzowe sławy zapraszają ją do wspólnego koncertowania, sprzedaż jej ostatniej płyty przekroczyła milion egzemplarzy. W opiniach krytyków muzycznych o Melody Gardot najczęściej przewija się jedno słowo: dojrzała. I rzeczywiście, wystarczy zamknąć oczy i zapomnieć o wieku tej piosenkarki i pianistki, by usłyszeć kobietę, która doświadczyła więcej niż niejeden starzec... Intensywny kurs dojrzewania przeszła w wieku 19 lat – w szpitalu, gdzie odratowano ją po koszmarnym wypadku (uderzył w nią samochód). Przez ponad rok leżała w gipsie i prawdopodobnie nigdy nie odzyska w pełni zdrowia: chodzi o lasce, cierpi z powodu potwornego bólu kręgosłupa i musi nosić ciemne okulary, bo po wypadku jest nadwrażliwa na światło.

Sama o sobie mówi, że czuje się, jakby miała dwa miliony lat, bo zawsze żyła intensywnie. Po jednym z koncertów do Melody podeszła dziewczyna i powiedziała: „Boże, ty masz w sobie dwadzieścia życiorysów. Jaka ty jesteś stara”, po czym usiadła i rozpłakała się, a Gardot na to: „Okay. Nie płacz”, i zaczęły się obie śmiać.
Subtelny, ciepły śmiech słychać na każdej płycie i na każdym koncercie Melody. Nie mogłaby funkcjonować bez poczucia humoru i dystansu do siebie, swoich ułomności i sukcesów. Za to świetnie żyje się jej bez telefonu komórkowego i adresu. Dociekliwi dziennikarze odkryli, że wokalistka nie mieszka ani w Nowym Jorku, ani w Filadelfii. Sprzedała dom, a najpotrzebniejsze rzeczy spakowała do dwóch walizek. Jak mówią współpracujący z nią muzycy „ona cała jest w drodze”.
Bycie w drodze to, zdaje się, klucz do dojrzałości Melody. Choć tyle przeżyła, ciągle powtarza, że wszystko przed nią. Czy bycie w drodze to dziś najlepszy przepis na dojrzałość? Taką dojrzałość, którą stać na śmiech mimo bólu?

Spacerowicz, włóczęga, turysta i gracz

Według socjologa Zygmunta Baumana, tradycyjna protestancka koncepcja życia jako pielgrzymki była możliwa jedynie w świecie uporządkowanym. W czasach ponowoczesnych cechą nas wszystkich staje się niespójność i zbieranie w jeden nurt wzorów, które nie dają się ze sobą pogodzić. Epizodyczność i wieloznaczność dają poczucie wolności i nieskrępowania, niewyczerpalnych szans, nieostatecznych klęsk. Ale brak pewności, co będzie jutro i brak zaufania do tego, co się zrobiło wczoraj, rodzi zamęt tożsamości. Oto cztery niewykluczające się modele życia: Spacerowicz – wytwór anonimowości dużych miast. Traktuje świat jak teatr, ulice jak scenę, przechodniów jak aktorów, sam zaś uważa się za reżysera sztuki. Życie jest dla niego grą, w której nikt nie jest tym, kim wydaje się być. Wszystko dzieje się na niby, człowiek człowiekowi jest ekranem. Włóczęga – wałęsa się bez celu, żyje niejako na stacji. Każdy stan traktuje jak przystanek, na którym długo nie zabawi. Nie wie, dokąd zaprowadzi go nieustanna wędrówka, ważniejszy niż cel jest sam ruch. Pociąga go niespełniona nadzieja, pogoń za odmianą. Żaden z postojów nie spełnia jego oczekiwań. Wie jedynie, od czego ucieka, ale nie wie, ku czemu zdąża. Świat jawi się włóczędze jako zbiorowisko szans, żadnej nie warto przegapić. Turysta – opuszcza dom w poszukiwaniu wrażeń. Wrażenia i opowieści o nich to jedyny łup, z jakim wraca. Szuka nowych doświadczeń, czegoś, czego dotąd nie widział. Nie jest bezdomny jak włóczęga, dom pozostaje dla niego punktem odniesienia (jako miejsce postoju, a nie gniazdo rodzinne). W obcych stronach czuje się bezpiecznie, bo ma dokąd wracać. Płaci i wymaga. W podróży nigdzie nie zapuszcza korzeni, przygląda się jedynie. Wszystko w podróży dzieje się na marginesie prawdziwego życia. Gracz – sądzi, że zasadą tego świata jest ryzyko. Życie jest serią walk. Chodzi o to, by wygrać. Cokolwiek robi, służy to wygranej. Porażka nie jest ostateczna, można jeszcze raz spróbować się odegrać.

Zdolni do zmiany
Może byś tak wreszcie dojrzała?! Nie zdecyduję się na dziecko z niedojrzałym facetem! – takie wymówki padają często w kłótniach trzydziesto-, a nawet czterdziestolatków. Są prezesami firm, kierują dużymi projektami i zespołami, osiągnęli sukces, założyli rodziny. Mają wszystko, ale czegoś im brak, jakby trawiła ich jakaś niewidzialna choroba. Choć mają na sobie najlepsze garnitury i modne garsonki, czują się ciągle jak chłopcy w przykrótkich spodniach i dziewczynki w sukienkach komunijnych. „Nie ma już dorosłych, zniknęli jak przejściowe pory roku i świetliki nad polami. Wszędzie widać tylko dzieci i ludzi starszych. Przy czym dzieci zachowują się jak dorośli (bo często muszą rozstawać się z dzieciństwem zbyt wcześnie), a dorośli jak dzieci. (...) Dojrzałość ich przeraża, bo jest dla nich przejawem konformizmu i utraty tożsamości, wynikających ze zgody na zwykłą rzeczywistość, z której nie są zadowoleni”, taką diagnozę w książce Niedojrzałość. Choroba naszych czasów stawia włoski eseista Francesco M. Cataluccio. I zdecydowanie broni dojrzałości, która w ostatnim dziesięcioleciu zeszła do podziemia.

Wydaje się, że dziś dojrzałość nie jest tym samym, czym była dla naszych rodziców czy dziadków, bo tożsamość człowieka początku XXI wieku znacząco różni się od tożsamości w czasach Erika H. Eriksona (por. tekst „Osiem etapów rozwoju dojrzałej osobowości”, s. 18). Wówczas trzeba było odpowiedzialnie wybrać pewne wartości, a trwałość tego wyboru i jego konsekwentna realizacja – wierność wartościom – były wyznacznikiem i zarazem miarą osiągniętej tożsamości. Dziś to nie stałość, ale właśnie zmienność, zdolność do podążania za przemianami świata, a w jeszcze większym stopniu za własnymi zmieniającymi się pragnieniami i potrzebami zdaje się charakteryzować dojrzałą tożsamość. Z punktu widzenia Eriksona współczesny, wychodzący naprzeciw światu człowiek tkwi w stanie przedłużającego się moratorium (czytaj „Moratorium czyli tożsamość w kryzysie”, s. 21), próbuje wciąż czegoś nowego i podąża ku nowym celom. Jeśli tylko jest w tej zmienności spójność i konsekwencja, to ta zmienność nas rozwija, sprawia, że życie jest ciekawe, wciąż nowe i inspirujące. To nie zdolność do trwania i wierność wartościom, ale raczej zdolność do zmiany, dokonania wyboru, rozstawania się z tym, co już przebrzmiałe na rzecz tego, co mobilizuje do aktywności, wyznacza nowe horyzonty rozwoju. A skoro tak zmienia się tożsamość, czy też jej sposób ujawniania się w świecie, to zapewne i kryteria dojrzałości człowieka są odmienne od tych, jakie znamy z psychologii tworzonej w pierwszej połowie XX wieku.

Profesor gra na bębnach
Współczesna koncepcja dojrzałej osobowości, podobnie jak koncepcja tożsamości, wymaga dynamicznego ujęcia. Dziś dojrzałość najlepiej opisują określenia wskazujące na kierunki zmian, przedstawiające raczej to, co się dzieje niż to, co jest. Czy to tylko inne ujęcie znanych od dawna kryteriów osobo[-]wości dojrzałej? Składają się na nią różne kierunki rozwoju.

Człowiek dojrzały powiększa wewnętrzne bogactwo poprzez więzi z ludźmi, poznawanie świata, kontakt z kulturą. Dąży do poszerzania horyzontów myślowych, coraz pełniejszego i szerszego rozumienia świata, kontaktu z różnymi kulturami i ludźmi reprezentującymi odmienne punkty widzenia. To wszystko sprzyja budowaniu osobowości otwartej na nowe doświadczenia, pełnej, można rzec: wszechstronnej. Walter Vale, znudzony życiem i niczego już nieoczekujący wykładowca akademicki z filmu „Spotkanie”, zaczął dojrzewać tuż przed emeryturą, gdy spotkał młodych imigrantów. Ich problemy stały się dla niego inspiracją do zmiany dotychczasowego życia. Jako dojrzały jawi nam się profesor Vale nie przy pianinie, gdy bezskutecznie próbuje opanować elegancką etiudę, ale przy bębnach, gdy młody emigrant Tarek uczy go gry w rytm bicia serca...

Wszechstronny rozwój osobowości zapobiega zamknięciu się w kręgu własnych spraw i problemów, sprzyja życiu zaangażowanemu i twórczemu. Nie sposób stawać się człowiekiem dojrzałym, jeżeli nie umiemy czerpać radości życia i nie doświadczamy satysfakcji z kontaktu ze światem oraz z realizacji dążeń. Szukamy szczęścia, ale trzeba pamiętać o jej dwóch twarzach: przyjemności i sensie (wartości). Obydwie perspektywy szczęścia – koncepcja hedonistyczna i eudajmonistyczna – nie muszą się wykluczać; to, co przyjemne, może być również wartościowe; to, co wartościowe, bywa przyjemne. Ważne jest jednak, co dzieje się w sytuacji konfliktu – czy jesteśmy gotowi poświęcić przyjemność w imię wartości, czy też odwrotnie: odchodzimy od wartości, podążając za przyjemnością? Poszerzanie perspektywy rozumienia i spełnianie warunków szczęścia wcale nie musi wykluczać dojrzewania osobowości...

Osiem etapów rozwoju dojrzałej osobowości

Teoria Eriksona zakłada, że rozwój ma charakter stadialny. Na każdym etapie osoba staje przed wyzwaniem rozwiązania kolejnego kryzysu. Jeśli zdoła go rozwiązać, zyskuje nową możliwość (siłę, zdolność zwaną cnotą ego). Natomiast nieprzezwyciężony kryzys utrudnia przejście kolejnych kryzysów. Pierwsze stadium – w okresie niemowlęctwa – to kryzys między podstawową ufnością a podstawową nieufnością do świata. Jeśli, dzięki powtarzalności i przewidywalności warunków stworzonych przez matkę, przeważy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, u niemowlęcia kształtuje się cnota nadziei. Drugie stadium to kryzys autonomii (między wstydem a niepewnością) – między 1. a 3. rokiem życia. Dorośli próbują kontrolować działania dziecka poprzez zawstydzanie go. Jeśli dominuje poczucie wstydu – dziecko odczuwa brak kontroli nad działaniami. Jeśli przeważa poczucie samokontroli, kształtuje się siła woli. Trzecie stadium to kryzys inicjatywy i poczucia winy. Dziecko w wieku przedszkolnym ma poczucie sprawczości. Jeśli dominuje u niego poczucie winy, w późniejszym życiu będzie ukrywać swą prawdziwą osobowość. Jeśli w zabawach wykazuje inicjatywę, to dorastając będzie miało poczucie kierunku i celu. Czwarte stadium to kryzys pracowitości i poczucia niższości. Dziecko podejmuje naukę szkolną. Jeśli z jakiegoś powodu dziecko uznane zostanie za niezdolne do wywiązania się z otrzymanych zadań, może rozwinąć się w nim poczucie niższości. W wyniku pracowitości natomiast rozwija się w nim poczucie kompetencji. Piąte stadium przypada na czas dorastania. Młody człowiek musi określić, kim jest i kim chce być. Testuje granice. Wyznacznikiem osiągnięcia tożsamośc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy