Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

27 lipca 2016

Lepiej mniej wiedzieć

24

To, co sobie uświadamiamy, wcale nie musi być rzeczywistością. Może po prostu zależeć od tego, co aktualnie robimy i o czym myślimy. Człowiek świadomy może działać gorzej niż przed uświadomieniem, popełniać błędy, z których zdaje sobie sprawę i... wcale niekoniecznie być szczęśliwy.

Trudno byłoby znaleźć dorosłego i w miarę sprawnie funkcjonującego obywatela naszego kręgu kulturowego, który w takim czy innym znaczeniu nie używa zwrotu „nieświadomość” lub „wyparcie”. Zwracając do sklepu niedawno zakupionego laptopa, obywatel ów będzie twierdził, że „nie był świadom”, iż ten sprzęt nie ma czegoś, co mieć powinien lub ma coś, w co nie powinien być wyposażony. Zapewne zdarza mu się również wypierać z pamięci lub ze świadomości różne przykre zdarzenia: zbliżającą się sesję egzaminacyjną czy też kłopoty w związku miłosnym. Wspomnianemu obywatelowi zapewne nie jest także obca postać Zygmunta Freuda i stworzona przez niego psychoanaliza. Zdaniem Freuda, najsilniejszym motorem naszych działań są przyczyny, których sobie nie uświadamiamy. Najczęściej świadomie podajemy bardzo racjonalne powody naszego zachowania, a wypieramy prawdziwe jego przyczyny. Podstawą tego kierunku psychoanalizy jest przekonanie, że warunkiem poradzenia sobie z problemami, z jakimi klient zgłasza się do terapeuty, jest ujawnienie prawdziwych przyczyn jego emocji czy zachowań.

W trakcie psychoanalizy, chcąc wyjaśnić niedojrzałe relacje młodzieńca z kobietami, terapeuta może np. odkryć, że przyczyną jest przeszły pociąg seksualny syna do swojej matki przy jednoczesnym ochłodzeniu relacji z rywalem (ojcem). Z kolei chcąc wytłumaczyć niezwykle rywalizacyjne zachowanie kobiety, terapeuta uświadamia ją, że zgodnie z założeniami Freuda, motywem przewodnim jej działania jest w istocie zazdrość o posiadanie penisa.
Odkrycie „prawdy”, uświadomienie jej w trakcie procesu terapeutycznego prowadzi w zamyśle psychoanalityków do „uzdrowienia”, „uwolnienia klienta” – jest więc czymś dobrym i pożądanym. Czy jednak rzeczywiście prawda zawsze nas wyzwoli? Czy odkrycie, ujawnienie, zdanie sobie sprawy z tego, co do tej pory było ukrywane, naprawdę prowadzi do „usz[-]częśliwienia”? Czy człowiek świadomy to człowiek szczęśliwy?

Nie pytaj o związek
Wyobraź sobie, że wraz z partnerem życiowym uczestniczysz w eksperymencie Timothy’ego Wilsona i Dolores Kraft (University of Virginia). Podczas jednej z sesji samotnie siedzicie w osobnych pokojach. Jako eksperymentator proszę cię o głębokie zastanowienie się nad waszym związkiem, np. nad jego mocnymi i słabymi stronami, szansami i zagrożeniami. Na koniec pytam o poziom zadowolenia ze związku oraz o prognozę, czy wasza relacja przetrwa próbę czasu. Twojego partnera, który siedzi w drugim pokoju, zachęcam, by zastanawiał się nad czymś zupełnie innym, niezwiązanym z waszym związkiem. Na koniec sesji pytam o wasz związek. Czy opisy, przewidywania co do niego mogą się różnić w zależności od tego, jakie zadanie przed chwilą każde z was wykonywało? Innymi słowy: czy na percepcję, świadomość, ocenę relacji dwojga ludzi może wpływać to, co chwilę wcześniej pytane osoby robiły?
Wilson i Kraft dowiedli, że tak. Nie jesteśmy w pełni świadomi samych siebie oraz naszych relacji z innymi ludźmi. Nie do końca mamy skrystalizowaną opinię na temat przyszłości, na temat emocji, jakie w nas budzi druga osoba oraz co do ogólnej oceny związku. Wydaje się to o tyle zaskakujące, że w tak kluczowej sprawie

każdy z nas powinien mieć jasną i precyzyjną opinię. Praktycznie w każdej chwili powinien „obiektywnie” wiedzieć, jaki jest stan rzeczy w związku. A jednak, jak pokazują wyniki tego eksperymentu, wcale tak nie jest. Nasza opinia jest tworzona na bieżąco, konstruowana, a nie po prostu wydobywana z pamięci. Dlatego świadomość dotycząca bliskiego związku jest dość prosto modyfikowalna. Czynnikiem modyfikującym nasze opinie, uczucia i przewidywania jest to, jakie fakty, emocje bądź odczucia pojawiają się podczas konstruowania postawy.

Iluzja jest dobra?
Jeżeli sam z siebie, lub za namową badacza, zastanawiasz się nad mocnymi stronami twojego partnera, korzyściami, jakie wynosisz ze związku lub szukasz faktów potwierdzających, że związek ten ma duże szanse przetrwać – twoje konkluzje będą pozytywne. Natomiast jeżeli przywołujesz negatywne zdarzenia, fakty i emocje (kiedy np. poproszę cię o zastanowienie się nad czynnikami ryzyka, mogącymi wpłynąć na szybki rozpad czy zdradę) – opinia o twoim związku przyjmie negatywny wydźwięk. Co ciekawe, twój partner, który nie zastanawiał się nad związkiem, zapytany o jego przyszłość dokonuje trafniejszych przewidywań co do tego, czy wasz związek przetrwa.

Czy zatem uświadomienie zawsze rodzi pozytywne skutki? W świetle badań Wilsona i Kraft odpowiedź przestaje być oczywista. Weźmy dla przykładu terapię małżeńską. W jej rezultacie możemy uzyskać całkowicie różne wyniki w zależności od tego, co uczestnicy terapii robili w jej trakcie. Można zarówno spowodować, że będą oni tkwić w iluzji miodowego miesiąca (który zapewne kiedyś będzie musiał się skończyć) lub też nagle zaczną gorzej oceniać tak siebie, jak i sam związek. Warto podkreślić, że opisana prawidłowość nie ogranicza się jedynie do bliskich związków, lecz szerzej – dotyczy naszych postaw i opinii na temat innych ludzi. Jeśli na przykład zastanawiam się, dlaczego lubię lub nie określonego polityka, to poprzez przywoływanie jego pozytywnych lub negatywnych cech zmieni się moja postawa w analogicznym kierunku (pozytywnym lub negatywnym). Uświadomienie postawy i rozmyślanie nad nią może zmieniać ją samą. Dlatego wypełnienie kwestionariusza czy udzielenie odpowiedzi na pytania wywiadu nie mierzy zastanego stanu rzeczy, lecz go modyfikuje.

Wyższy poziom abstrakcji
Zastanów się proszę przez chwilę, co w tej chwili robisz. Czytasz? Zapoznajesz się z artykułem? Poznajesz teorie naukowe? Wytykasz błędy autorowi lub polemizujesz z nim? Czy ktokolwiek odpowiedziałby, że „składa z liter słowa, słowa w zdania, zdania w akapity, akapity w artykuł, artykuł w całość „Charakterów”, liczy przecinki lub strony itp.? Zapewne nikt. Co się jednak stanie, gdy zmusimy czytelników do odbierania tekstu na takim właśnie poziomie?
W odpowiedzi na te pytania pomóc nam może koncepcja poziomu identyfikacji działania (Action Identification Level) przedstawiona przez Daniela Wegnera z Trinity University i Robina Vallachera z Illinois Institute of Technology. U jej podstaw leży założenie, że każde ludzkie działanie może być opisywane na różnych poziomach identyfikacji poznawczej: wysokim i niskim. Wysoki poziom kodowania oznacza, że czynność lub sytuację będziemy opisywać w ogólnych i abstrakcyjnych kategoriach. Koncentrujemy się na przyczynach, jakie do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy