Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Łatwiej być mądrym niż cnotliwym

0 220

Wystarczy nam nawet niewielkie potknięcie osoby cnotliwej, abyśmy uznali ją za grzeszną. Ale jeśli człowiek inteligentny zrobi coś głupiego, uznamy to za „wypadek przy pracy”.

Nie mamy większych trudności, aby przekonać innych ludzi o naszej inteligencji; gorzej, gdy chodzi o naszą dobroć. Dlaczego? Gdy oceniamy człowieka, którego widzimy po raz pierwszy, bierzemy pod uwagę wiele czynników: okoliczności, w jakich go spotykamy, wyraz jego twarzy, ton głosu, jego zachowanie, nasz obecny stan ducha itd. Aby odpowiedzieć na postawione pytanie, skoncentrujmy się na zachowaniu jako źródle informacji, które wpływają na ocenę człowieka przez innych ludzi.
Oto dowiadujemy się, że Iksiński zrobił rzecz igrek i rzecz zet. Rozpatrzmy teraz dwie możliwości.

W pierwszej Iksiński raz postąpił inteligentnie, drugi raz głupio. W drugiej najpierw zachował się uczciwie, a potem nieuczciwie. W obu przypadkach zachowania pozytywne i negatywne mają tę samą intensywność. Teraz mamy ocenić, jakim człowiekiem jest Iksiński. Jeśli raz zachował się inteligentnie, a drugi raz głupio – uznamy go za człowieka inteligentnego, któremu przytrafiła się „wpadka”. Może był zmęczony? A może za mało się postarał? Za to jeśli raz zachował się uczciwie, a drugi raz nieuczciwie – uznamy, że jest nieuczciwy: wprawdzie zachował się porządnie, ale w końcu pokazał „swoje prawdziweoblicze”.

Liczne badania przeprowadzone przez psychologów pokazują, że gdy oceniamy czyjąś moralność, większą wagę przywiązujemy do niemoralnych niż do moralnych zachowań ocenianej osoby. Psychologowie nazywają takie zjawisko „efektem negatywności” i proponują kilka jego wyjaśnień. Oto dwa z nich.
Glenn Reeder uważa, że ludzie mają pewne gotowe teorie na temat związków zachodzących między dyspozycjami i zachowaniami (na przykład między moralnością i tym, co się robi), które mogą wskazywać na to, czy człowiek jest moralny, czy też nie. Teorie te kształtują nasze wnioskowanie o człowieku na podstawie jego zachowania i noszą nazwę „schematów atrybucyjnych”.

Dla moralności i inteligencji przybierają one postać asymetryczną. Jeśli ktoś zachował się niemoralnie, może być tylko niemoralny, bo jesteśmy przekonani, że osoba moralna nigdy nie zachowałaby się w taki sposób. Jeśli jednak ktoś zachował się moralnie, może być moralny albo niemoralny, bo osoba niemoralna może się zachować pozytywnie, jeśli chce sprawić wrażenie dobrego człowieka. Zatem jeśli ktoś zachował się raz moralnie i raz niemoralnie, ogólna ocena jego moralności wypadnie negatywnie.

Odwrotnie sprawa przedstawia się w odniesieniu do inteligencji. Gdy ktoś zachował się głupio, to może być głupi, ale nie musi; wierzymy bowiem, że i mędr-cowi zdarza się zachować mało inteligentnie – może przecież być zmęczony albo po prostu nie chce mu się wysilać. Natomiast jeśli ktoś zachował się inteligentnie, może być tylko inteligentny, bo przecież głupiec nie byłby w stanie zachować się mądrze. Tak więc, jeśli myślimy według schematów atrybucyjnych, wystarczy nam nawet niewielkie potknięcie osoby cnotliwej, abyśmy uznali ją za grzeszną, zaś człowiek zdolny nie musi cały czas manifestować swoich umiejętności, aby stale uchodzić za zdolnego.

Janusz Czapiński i Guido Peeters twierdzą, że ze względów adaptacyjnych rozsądniejsze jest unikanie czegoś negatywnego niż dążenie do czegoś pozytywnego. Unikanie niebezpieczeństw może ocalić przed katastrofą, natomiast poszukiwanie korzyści może do niej doprowadzić. Bilans strat i zysków jest klarowny: kontakt z człowiekiem zachowującym się niemoralnie wiąże się z realnym zagrożeniem, podczas gdy przestawanie z człowiekiem zachowującym się poprawnie obiecuje wprawdzie potencjalne korzyści, ale jeśli ten człowiek okaże się zły, możemy już nie mieć okazji, by się nimi nacieszyć.

Stąd z adaptacyjnego punktu widzenia lepiej być wyczulonym na zło i uznać za niemoralnego człowieka, który raz zachowuje się moralnie, a kiedy indziej niemoralnie, niż być nadmiernie pobłażliwym i zaliczyć kogoś takiego do osób, przed którymi nie trzeba się strzec. Oczywiście jeśli w grę wchodzi małe natężenie zła, można na nie przymknąć oko i skupić się na korzyściach możliwych do osiągnięcia, gdy utrzymujemy kontakt z człowiekiem na ogół zachowującym się moralnie, a tylko czasem popełniającym drobne grzeszki. Przy ocenie inteligencji nie jesteśmy tak wrażliwi na sygnały głupoty, bo – w odróżnieniu od moralności – ma ona wpływ przede wszystkim na życie osoby, która jest mało inteligentna.

Zazwyczaj pozytywnie oceniamy ludzi, którzy są konsekwentni w przestrzeganiu podstawowych norm moralnych. Moż-na jednak podać wiele przykładów postaci, które nie zachowywały się spójnie, a mimo to darzymy je sympatią. Raskolni-kow z powieści „Zbrodnia i kara” uratował dziecko z płonącego domu i oddał ostatnie pieniądze potrzebującej kobiecie, a jednocześnie zdolny był do zabójstwa lichwiarki i jej siostry. Kmicic to awanturnik, który otarł się o zdradę ojczyzny, ale był też w stanie narazić własne życie w służbie krajowi. Święty Augustyn dopuścił się w młodości aktów kradzieży i rozpusty, by w końcu zostać świętym. Przebaczenie uzyskała też jawnogrzesznica Maria Magdalena.

Jak zatem pogodzić ze sobą to, że przy ocenie moralności ludzie większą wagę przywiązują do zachowań złych niż do dobrych, z istnieniem postaci, które czynią zarówno dobro, jak i zło, po czym ogólnie oceniane są pozytywnie? Co powinien zrobić winowajca, aby zrehabilitować się w oczach innych, skoro złe czyny mają większą wagę niż dobre?

Aby odpowiedzieć na te pytania, spójrzmy najpierw, co mają do powiedzenia filozofowie moralności. Według nich, klasa czynów dobrych moralnie jest bardziej zróżnicowana niż mogłoby się wydawać. Władysław Tatarkiewicz pisze, że jednych ludzi chwalimy jako „porządnych” czy też „uczciwych”, drugich – jako „dobrych”. Człowiek uczciwy oddaje, co nie jest jego włas-nością, wywiązuje się z przyjętych na siebie zobowiązań i nie podejmuje się udzielenia pomocy, jeśli nie ma pewności, że będzie w stanie jej udzielić. Człowiek dobry stawia na pierwszym miejscu życzliwość i serdeczność, jest wrażliwy na cudze cierpienia i radości oraz stara się jak najczęściej być pomocnym, nawet gdyby przyszło mu to okupić złamaniem nakazu uczciwości.

Według J.O. Urmsona, istnieje klasa czynów, które mimo że podlegają ocenie moralnej, nie dają się podciągnąć pod pojęcie obowiązku. Nazywa je „czynami supererogatoryjnymi” (od łacińskiego słowa supererogare – wychodzić poza, robić więcej), po polsku można je nazwać „czynami szlachetnymi”. Są one dobre moralnie, ale nie mogą by...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy