Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

20 października 2021

NR 11 (Listopad 2021)

Księga ciała mężczyzny
O tym, jaki stosunek do swojego ciała mają mężczyźni, rozmawiają Paweł Pilich i Dorota Krzemionka

0 248

Mężczyźni pragną być męscy, a zarazem boją się swojej siły, sprawczości, seksualności. Często przeżywają swoje ciało jako słabe, nie zwracają uwagi na sygnały z niego płynące. Nie zawsze chcą usłyszeć, co ciało im mówi. Są niepewni swoich możliwości i ograniczeń. To budzi w nich wiele lęków, a zarazem tak samo dużo wielkościowych fantazji.

Dorota Krzemionka: Pojawia mi się metafora ciała mężczyzny jako księgi, w której odciska się ślad tego, jak żyje. Myślę o ciałach wojowników, naznaczonych bliznami[A1] , z których bywali dumni. Jak te księgi ciała mężczyzn dziś wyglądają?
Paweł Pilich:
Są raczej naznaczone stresem, bólem niż zwycięstwami i porażkami. Widać w nich raczej trud, cierpienie i frustrację.

Przychodzi do Pana pacjent, mężczyzna. Czego się Pan o nim dowiaduje, patrząc na jego ciało? Na co Pan zwraca uwagę?
Na wiele rzeczy. Na to, jak wygląda, jak się porusza, na napięcie jego mięśni, spojrzenie, budowę ciała. To wszystko ma znaczenie. Na przykład wchodzi trzydziestopięcioletni mężczyzna i widać, że ma wyraźną nadwagę, wystający brzuch, obłe ramiona. Podaje mi miękką, spoconą dłoń. Zapada się w fotel i mówi, że ma objawy depresyjne, nic mu się nie chce, jest przygnębiony i sam nie wie, czego pragnie.

Gdzieś uchodzi z niego energia? A może sam ją zabiera ze swego ciała?
W jakimś sensie tak, bo po części sam decyduje, jak żyje. Często mężczyźni mówią w wywiadzie wstępnym o depresyjnych objawach. Pytam wtedy o wyniki ich badań, na przykład o poziom testosteronu. Okazuje się, że zwykle jest niski, a w wywiadzie klinicznym daje to obraz depresji. Taki pacjent często trafia do psychiatry. Jeśli nie skojarzy on tych faktów, przepisuje mężczyźnie leki przeciwdepresyjne, co jeszcze bardziej obniża mu poziom testosteronu. I mamy błędne koło.

POLECAMY

Pisał o tym prof. Philip Zimbardo. Dlaczego poziom testosteronu obniża się u mężczyzn?
Na pewno ma znaczenie zanieczyszczone środowisko. Jest bardzo dużo kobiecych hormonów – w mięsie, w wodzie. Przecież antykoncepcja się nie rozpływa, lecz trafia do wód gruntowych i powraca do naszych organizmów, również do ciał mężczyzn, którym to nie służy. Druga sprawa to złe odżywianie – słodycze, alkohol, fast foody, wysoko przetworzona żywność, która powoduje permanentny stan zapalny w jelitach. Trudno wtedy o dobre samopoczucie. Okazuje się, że osiemdziesiąt procent serotoniny, która odpowiada za dobry nastrój, jest produkowana właśnie w jelitach. Jeśli mamy tam permanentny stan zapalny, powodowany nadmiarem żywności przetworzonej czy cukru, to nasz nastrój nieuchronnie spada. Trzecim powodem męskich problemów jest brak ruchu lub sportu. Już mali chłopcy wolą gry komputerowe czy na playstation niż uganianie się za piłką, jeżdżą na wirtualnym rowerze zamiast pobiec do lasu. Prowadzimy siedzący tryb życia, który nikomu nie służy, a mężczyznom szczególnie.

Z niepokojem obserwuję otyłych, nieruchliwych kilkuletnich chłopców. Nadmiar tkanki tłuszczowej zostanie im już na całe życie. Coraz rzadziej można zobaczyć mężczyzn, których ciało było jak zbroja…
Kiedyś mężczyźni więcej pracowali fizycznie, walczyli, polowali. Spędzali dużo czasu na świeżym powietrzu. Dziś ich ciała wiotczeją, stają się bardziej obłe, słabe, co wpływa na ich samopoczucie. Ćwiczę regularnie pięć – siedem dni w tygodniu. Często ludzie mnie pytają: jak znajdujesz na to czas? Dziwi mnie to pytanie, to tak, jakbym zapytał: a jak znajdujesz czas na sen, oddychanie, na rozmowę z bliskimi. To jest podstawa higieny psychicznej.

Jak mężczyźni traktują dziś swoje ciało? Czym ono dla nich jest? Narzędziem do działania? Przeszkodą? Wizytówką?
Ciało dla mężczyzn pełni wiele funkcji zależnie od kontekstu czy relacji. Mam jednak wrażenie, że ich obraz ciała jest bardzo rozbity, często skrajny. W dobie Instagrama czy Facebooka ciało bywa wizytówką – tym, co ludzie w sieci pokazują. Ich ciało komunikuje, daje jakiś przekaz, jest reklamą. Często jest traktowane w przedmiotowy sposób, pozbawiony przeżywania i odczuwania ciała od wewnątrz, bycia z nim w harmonii. Raczej staje się narzędziem, czymś użytecznym, co trzeba jakoś pokazać, czemuś ma służyć. Często jest eksploatowane, zaniedbywane albo w niewłaściwy sposób pielęgnowane. Z jednej strony istnieje wzorzec kulturowy pięknego ciała, które się nie starzeje. Z drugiej na ulicach widzimy mężczyzn, których ciała są zaniedbane, zmęczone, takie „wysiedziane”.

Z badań wynika, że pojawiają się dwie skrajności w stosunku mężczyzn do własnego ciała. Albo mamy do czynienia z abnegacją – kilkudniowy zarost i zapach potu wydaje się przydawać męskości.  Albo jest to przesadna, obsesyjna dbałość o ciało i prężenie muskułów przed lustrem. Z czego to wynika? W którą stronę to zmierza?
Pewnie od wielu czynników. W dużym stopniu od wzorców, jakie wynosimy z domów. Wielu współczesnych mężczyzn wychowywało się bez ojców. Nie widzieli męskiego świata, więc starają się go jakoś budować w oparciu o dostępne wzorce. A tych jest wiele. Są ci „niedomyci”, z kilkudniowym zarostem, o których Pani wspomniała, są też mężczyźni sportowcy, napakowani sterydami, albo przeciwnie – mężczyźni metroseksualni, wymuskani i pachnący. Każdy może wybierać z tych wzorców, kim chce być.

Choć pytanie, czym się w tym wyborze kierować? Ojca nie ma, a nawet gdy jest, jego rola się zmienia…
Matka jest pierwotnym obiektem także dla chłopca. Natomiast w pewnym momencie wkracza ojciec. Jaka jest jego rola? Dzisiaj jest dużo pomieszania w tej kwestii. Współcześni ojcowie stają się często taką drugą matką. Są czuli, opiekuńczy, przytulają dzieci, karmią je. W zasadzie trudno odróżnić, kto z rodziców, jaką rolę pełni. A jednak, jak pokazują badania, to ojciec jest tym, który przed dzieckiem stawia wyzwania, uczy je i zachęca, by ryzykowało. By przekraczało granice: weszło na drzewo czy skoczyło do wody. Matka często mówi: „Uważaj, bo spadniesz, stłuczesz kolano, utopisz się…”. Ojciec natomiast zachęca: „Spróbuj, dasz radę, najwyżej się przewrócisz, pomogę ci wstać”. Ale takich ojców jest coraz mniej.

Czasem role się wręcz odwracają. Kiedyś widząc, jak chłopcy wchodzą na drzewo, odruchowo powiedziałam: „Uważajcie!”, na co usłyszałam głos kobiety: „Proszę nie budzić lęku w moich synach!”. To matka zachęcała do podjęcia ryzyka. Niedawno ukazała się książka pod redakcją prof. Katarzyny Schier pod znamiennym tytułem Samotne ciało. Na ile męskie ciało jest takie samotne, zostawione? Jaki kontakt mężczyźni mają ze swoim ciałem?
Raczej słaby, nie zwracają uwagi na sygnały z niego płynące. Nie zawsze chcą usłyszeć, co ciało im mówi. Trudno być świadomym swojego ciała, gdy żyjemy w wyniszczający sposób, na przykład kiedy jesteśmy w niesatysfakcjonującym związku albo mamy kiepską, wyniszczającą pracę. Często podczas psychoterapii pytam, jak pacjenci doświadczają uczuć w ciele. Przeżywamy je na trzech poziomach. Po pierwsze wiem, że czuję złość albo radość. Po drugie doświadczam tych uczuć w ciele, np. złość odczuwam jako ciepło w mostku, które rozchodzi się do ramion i rąk, zaciskają się pięści. Po trzecie pojawia się impuls, który idzie za tą złością – mam ochotę kogoś uderzyć, potrząsnąć nim. Czyli wiemy, że jesteśmy źli, czujemy to w ciele i za tym idzie impuls.

Jeśli kontakt mężczyzny z ciałem jest utrudniony, to nie ma on dostępu do swych impulsów. Ani kontroli nad nimi. Pięści się zaciskają i zabierają do bicia, nim on uświadomi sobie swoją złość. Czy nie łatwiej wtedy o przemoc?
Zdecydowanie tak. Często impulsywność wiąże się z nieumiejętnością doświadczania emocji i utrzymywania ich w sobie po to, by móc zdecydować, co zrobię z tym, co mnie złości, jak zareaguję, gdy ktoś przekracza moje granice albo jak sięgnę po to, czego potrzebuję. Nie mówimy wtedy o wyrażaniu złości, lecz o jej niekontrolowanym rozładowywaniu. Kiedy siła uczuć czy pragnień, które się w nas rodzą, wzbudza wiele lęku, uruchamiają się mechanizmy obronne. Ktoś się wycofuje, zapada na kanapie, a ktoś inny gwałtownie rozładowuje te emocje, a potem tego żałuje, czuje się winny, co tylko napędza błędne koło. Natomiast jeśli ciało jest uśpione, nieruchawe, to zmienia się nasze przeżywanie i relacja z drugim człowiekiem. Zmniejsza się też obszar przyjemności – przecież większość doznań płynie poprzez ciało, dotyk. W efekcie życie staje się wypłaszczone…

Pozbawione smaku?
Jest tylko życiem „myślanym”.

Na ile mężczyźni pozwalają sobie, żeby ich ciało, kontakt z nim był źródłem przyjemności czerpanej nie tylko w seksie. Mam wrażenie, że raczej traktują swoje ciało jako przedmiot do eksploatowania niż pole do przeżywania.
Mężczyźni sprawdzają się raczej poprzez działania. Kobieta może wybrać się do lasu i odczuwać całym ciałem naturę. Mężczyzna wybiera często silniejszą stymulację – kontakt z ludźmi, wysiłek fizyczny. To mu daje przyjemność i możliwość zrelaksowania się. Ze znajomym lekarzem, który pochodzi z Mongolii, rozmawialiśmy kiedyś o zmęczeniu. Powiedział: „Wiesz, ja odpoczywam, gdy zmieniam ruch. W pracy jestem na nogach, potem przychodzę do domu, coś zjem i pracuję w ogrodzie albo pójdę pobiegać”. Wystarczy zmienić ruch, by odpocząć.

To mi przypomina rozmowę z prof. Aleksandrem Perskim, który zajmuje się wpływem stresu. Kiedyś w jednej z firm zobaczył dziesiątki mężczyzn, którzy godzinami w pracy wykonywali jeden tylko ruch – myszką od komputera.
Rzeczywiście zmienił się charakter pracy. Większość ludzi ma teraz pracę statyczną, siedzącą. Kiedyś mężczyzna przychodził po pracy w warsztacie czy w polu, jadł obiad i się kładł. Bierny wypoczynek był mu potrzebny do regeneracji. Natomiast jeśli ktoś wiele godzin siedzi przed komputerem i po pracy zmęczony kładzie się przed telewizorem, to jest pomyłka wynikająca z braku odczytywania sygnałów z ciała. Po takim siedzeniu traci energię i dobre samopoczucie.

Mamy potem te wysiedziane ciała, o których Pan mówił.
Oczywiście istnieje zmęczenie psychiczne, napięcie w mięśniach związane ze stresem, ale ono nie wymaga leżenia. Nie da się mięśni rozluźnić silną wolą. To, co można zrobić, to rozruszać je, by pod wpływem wysiłku fizycznego mięśnie mogły się dotlenić i ostatecznie rozluźnić.

Wspomniał Pan, że mężczyźni doświadczają swojego ciała w taki fragmentaryczny, zdezintegrowany sposób. W jakim sensie?
Na przykład mają piękne brody i wystylizowane fryzury, ładne ubrania, a jednocześnie bardzo sztywne, zniekształcone ciała. Albo ich ciało jest rozbudowane, ale nie czują jego potrzeb, zaniedbują je. Traktują je w taki fragmentaryczny sposób, trudno wtedy o rozumienie swego ciała i zaopiekowanie się nim. A przecież ciało ma swoje potrzeby – potrzebuje snu, odżywiania, ruchu i kontaktu z drugim człowiekiem. Ciało ma swoje możliwości, ale i ograniczenia. A co więcej, mówi nam o nas coś ważnego. Pytanie, czy potrafimy je  wysłuchać.  Zdarza się, że mężczyzna nadużywa swojego ciała, to znaczy korzysta z niego, ale nie uwzględnia zmęczenia i próbuje zredukować go różnymi substancjami psychoaktywnymi, suplementami.

Czy jakieś części ciała są szczególnie istotne dla mężczyzny? Prof. Małgorzata Karwat...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy