Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

21 sierpnia 2017

Konieczne złudzenie wolności

37

Co się stanie, jeśli człowiek rzeczywiście uwierzy, że jego działania, myśli i poglądy są w jakiś sposób zdeterminowane, nie zależą do jego świadomości i wolnej woli?

O wolności można pisać bardzo wiele, bardziej lub mniej mądrze. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to temat osobiście angażujący: jak pisał niemiecki filozof i psychiatra Karl Jaspers, gdy pytam o wolność, pytam zawsze w pierwszej osobie: „czy to ja jestem wolny”. Jaspers zastrzega przy tym, że gdy próbujemy uchwycić wolność z perspektywy trzecioosobowej, np. z punktu widzenia nauki, wolność gdzieś wyparowuje i znika; obecna jest tylko w doświadczeniu mnie samej jako osoby.
Uwagi Jaspersa wydają się jak najbardziej aktualne. Jest to od razu widoczne, gdy spojrzymy z jednej strony na ustalenia współczesnej nauki, a z drugiej – na to, co wydaje nam się najbardziej żywotną częścią nas – a więc na przeżycie wolności.

Wolność nas tworzy

Wolność jest istotna nie tylko dlatego, że chcemy wierzyć, iż w bieżącej sytuacji dokonujemy prawdziwych wyborów. Jest ważna także dlatego, że tworzy nas. Jak to rozumieć? Przywoływany już Jaspers pisał „w każdym codziennym wyborze, nawet nie wiedząc o tym, budujemy lub tracimy siebie”. Nasze wybory i decyzje nawarstwiają się na siebie, czyniąc z nas określonego człowieka, który właśnie jest jakiś – ze względu na takie, a nie inne działania, które niegdyś podjął, drogi, jakimi poszedł, postawy, jakie zajął. William James, prekursor psychologii humanistycznej, napisał kiedyś: „posiej czyn, a zbierzesz przyzwyczajenie, posiej przyzwyczajenie, a zbierzesz charakter, posiej charakter, a zbierzesz swój los”.
Rozumując w duchu tego cytatu, tym, od czego wszystko się zaczyna, jest czyn, działanie. O naturę tego działania więc chodzi. Czy jest ono wolne? Czy mogę zrobić to, co zamierzyłam? Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste: chcę podnieść rękę i – proszę – oto ją podnoszę. Negowanie tego, że zrobiłam to z własnej (wolnej) woli, wydaje się absurdem. A jednak można to podać w wątpliwość.

Pułapka tkwi w twierdzeniu „co zamierzyłam”. Owszem, mogę zrobić, co chcę (w pewnych bezdyskusyjnych okolicznościach, bo w wielu bardziej złożonych zamiary i działania mogą się mocno rozchodzić). Ale czy miałam wpływ na to, czego w danym momencie chciałam? Tu już sprawa się mocno komplikuje.

Filozof Artur Schopenhauer wykazywał, że przyczynowość to „motywacja widziana od wewnątrz”. Czyli wewnętrznie czuję się motywowana przez różne pragnienia i chęci, ale tak naprawdę są one narzędziami brutalnej w swej istocie – bo bezwyjątkowej – przyczynowości.

Wszystkie nasze czyny są zdeterminowane przez przyczyny, nam tylko się wydaje, że są wolne. Mogę zachować się, jak chcę, ale to, czego chcę, nie jest wolne, jest zależne od wielu przyczyn, z których nie zdaję sobie sprawy, a które działają z konieczności. Mogę na przykład chcieć być psychologiem, podjąć w tym celu określone działania itp., ale ta moja chęć może być zdeterminowana przez np. okoliczności mojego dzieciństwa, książki, jakie czytałam, sytuacje, w jakich się znalazłam.
Jeśli wziąć te wszystkie okoliczności pod uwagę, okazuje się, że mój wybór nie mógłby być inny, niż był w istocie.

Kompatybilizm i inkompatybilizm

Stanowisko, o którym mowa, to kompatybilizm. Zakłada on, że jest możliwe pogodzenie determinizmu i wolnej woli. Innymi słowy są one kompatybilne. Mogę robić to, co chcę (np. podnieść rękę czy poślubić określonego człowieka), ale moje chcenie nie jest już wolne: jest uwarunkowane moją przeszłością, doświadczeniami, osobowością, sytuacją, środowiskiem, genami – i czymkolwiek jeszcze, co potrafimy wymyślić. Na gruncie tego stanowiska wybór, gdy już zaistniał, nie mógłby być inny. Gdyby dana sytuacja powtórzyła się, wraz z wszystkimi okolicznościami, które jej towarzyszyły, moje postępowanie byłoby takie samo. Oznacza to m.in., że wyrzuty sumienia czy żal, który czasem nas dopada, że postąpiliśmy tak, a nie inaczej, faktycznie nie ma sensu. Jest tak, ponieważ nie mogliśmy postąpić inaczej, niż to zrobiliśmy w określonych okolicznościach, mając określony charakter itd.

Przeciwne stanowisko nosi nazwę inkompatybilizmu. Posiada ono dwie wersje. W wersji pierwszej, libertariańskiej, uważa się, że wolnej woli nie da się pogodzić z determinizmem, ale tym, co wygrywa, jest wolna wola. Determinizm jest na tym gruncie stanowiskiem fałszywym. Oznacza to, że mogę dokonywać prawdziwych wyborów, i gdyby dana sytuacja się powtórzyła, mogłabym postąpić inaczej. Druga wersja inkompatybilizmu głosi, podobnie jak pierwsza, że determinizmu nie da się pogodzić z wolną wolą, ale tu „wygrywa” determinizm: mówienie o wolnej woli nie ma sensu, bo wszystko jest zdeterminowane przez warunki początkowe i prawa fizyczne, i od tej zasady nie ma wyjątku: wszystko ma swoją przyczynę, a to z kolei swoją itd.

Spór o determinizm może się toczyć z powodzeniem dalej, bo samo to stanowisko ma charakter metafizyczny: determinizmu nie można naukowo potwierdzić lub obalić. Niemniej światopogląd naukowy jest światopoglądem deterministycznym z samej swojej natury: nastawiony jest na poszukiwanie praw i porządku przyczynowo-skutkowego, gdyż tylko wtedy poszukiwanie prawidłowości ma sens, gdy porządek ten jest w jakiś sposób zachowany (piszę „w jakiś sposób”, bo oczywiście istnieją też prawidłowości statystyczne, jak ma to miejsce np. w psychologii. Kwestię istnienia „obszaru” niepodlegającego zdeterminowaniu, jak we współczesnej fizyce kwantowej, na razie pomijam).

Dwa równoległe procesy

Współczesne stanowiska psychologiczne mają zasadniczo charakter deterministyczny. Stoją one na gruncie bądź kompatybilizmu (który uważam za determinizm „w przebraniu”), bądź inkompatybilizmu w wersji drugiej, a więc determinizmu jawnego. Do pierwszej grupy zaliczają się np. badacze samoregulacji i samokontroli, którzy w swoich koncepcjach w znacznej części odwołują się jakoś do pojęcia woli. Do grupy drugiej przynależą częściowo badacze psychologii społecznej i poznawczej, tacy jak np. Daniel Wegner czy John Bargh.

Szczególnie interesujące wydają się prace Wegnera. Jedną z najczęściej cytowanych jest jego książka zatytułowana The illusion of conscious will („Iluzja świadomej woli”, 2002). Bazuje ona zarówno na badaniach samego autora, jak i na współczesnych ustaleniach poczynionych na gruncie różnych dziedzin psychologii oraz neuronauki. Wegner stara się wykazać, że wiarę w przyczynową rolę świadomości można porównać do sztuczki cyrkowej: wydaje się, że magik rzeczywiście sprawił coś cudownego, tymczasem to tylko gra iluzji. Innymi słowy, wydaje nam się, że posługujemy się (wolną) wolą, gdy tymczasem tym, co faktycznie wywołuje działanie, jest jakiś proces mózgowy, który jest ściśle determinowany przez okoliczności i informacje, które są przetwarzane poza naszą świadomością.

Niezależnie od tego pojawiają się też świadome myśli. Oba procesy – ten wywołujący działanie i ten odpowiedzialny za pojawienie się myśli – mogą się toczyć równolegle, być może łączy je jakiś inny proces mózgowy, jednak nie dzieje się to w ten sposób, by można powiedzieć, że myśli (decyzje, prag[-]nienia, postanowienia) powodowały zachowanie. To, że tak nam się wydaje, to tylko nasze złudzenie. Pojawia się ono wtedy, gdy spełnione są pewne warunki. Należą do nich: uprzedniość, spójność i wyłączność. Uprzedniość nakazuje, by myśl pojawiła się na ok. 1–5 sekund przed działaniem; spójność oznacza, że myśl i działanie są ze sobą zbieżne; wyłączność to brak innego źródła działania.

Załóżmy, że chcę włączyć światło i że to, czy się ono włączy, czy nie, zależy od eksperymentatora, który siedzi w pokoju obok; o czym ja nie wiem. Jeśli teraz będę miała myśl, żeby włączyć światło, i nacisnę włącznik, po czym zaświeci się żarówka, to będę przekonana, że sprawił to ruch mojej ręki, posłuszny mojej woli. W rzeczywistości jednak to eksperymentator obok spowodował, że zapaliło się światło, a ja tylko się łudzę, że miałam na to wpływ. Łudzę się, ponieważ spełnione zostały trzy wspomniane wyżej warunki: uprzedniości (myśl, by zapalić światło, pojawiła się na krótko przed naciś[-]nięciem włącznika), spójności (myśl była zgodna z tym, co się stało) i wyłączności (o istnieniu eksperymentatora nie miałam pojęcia).

Przekładając ten przykład na nasze funkcjonowanie można powiedzieć, że to mózg powoduje działania, decydując o nich poza naszą świadomością. Świadomość zaś, będąc sprawczo bezsilna, dostarcza nam informacji o tym, co się w związku z tym działaniem wydarzy lub powinno wydarzyć. Jak możemy to bliżej zrozumieć?

Impuls uruchamiający wolę

William James, borykając się z problemem wolnej woli, rozważa przykład wstawania z łóżka. Jest zimno i wstawać mu się nie chce. Wie jednak, że wstać musi. W pewnej chwili wstaje, choć przed momentem wydawał się do tego niezdolny. Czy to jego konkretne postanowienie sprawiło, że nagle wstał? James, analizując introspekcyjnie to doświadczenie, uważa, że wstanie nastąpiło niejako „samo” – w pewnej chwili zobaczył, że oto wstaje. Jak zadziałała tu wola? Zapewne musiał pojawić się impuls, ale czy James sam go wybrał? James nie daje odpowiedzi na to pytanie.

Dylemat ten możemy przy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy