Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

11 lipca 2017

Konie przed wóz

0 338

Jak być dla siebie dobrym? Przepis jest prosty. Zajmij się tym, co masz, a nie tym, czego nie masz. Bądź dumny i wdzięczny sobie za to, że choć spotkały Cię ciosy, to dałeś radę. Jeśli wynik Cię nie zadowala, to albo zmień środki, albo cel. I patrz pod nogi, zamiast wciąż oglądać się za siebie.

 

Dorota Krzemionka: – Być dobrym dla siebie... Wiele osób ma z tym problem. A przecież już dziecko to potrafi.

EWA WOYDYŁŁO: – Bycie dobrym dla siebie jest w nas naturalną biologiczną, wręcz atawistyczną potrzebą, ponieważ od tego zależy nasze przetrwanie. Wszyscy przychodzimy na świat z taką zdolnością i skłonnością. Małe dzieci domagają się tego, czego im potrzeba: jak są głodne, to się drą, jak chcą być przytulone, to wyciągają rączki.

POLECAMY

Co się potem dzieje z tą zdolnością?

– Włącza się wychowanie, które odwołuje się do naszej zdolności myślenia i czasem zabija w nas odruch, by być dobrym dla siebie. Zaczynamy myśleć i dokonywać wyborów nie zawsze dobrych. Mimo zimna biegamy po lesie, choć głodni – odmawiamy sobie ciastka. Nakładają się różne warstwy: moralności, przetrwania, obyczaju. Dojrzała osoba umie czerpać z doświadczeń swoich, innych ludzi i kultury, które ułatwiają jej dokonywanie właściwych wyborów. Ale niektórzy z nas tak silnie podlegają wychowaniu, że zagłuszają naturalną potrzebę zdrowego egoizmu. Zaczynamy sobie szkodzić, bo podejmujemy działania wynikające z przekonań, często wadliwych. Dostarczamy sobie chwili rozkoszy, a za chwilę powoduje to przykre skutki. Zamiast zadbać, by samemu być sytym, zaczynamy poświęcać się dla innych, próbujemy ich nakarmić, nawet gdy to oznacza, że siebie czegoś pozbawiamy.

W Piśmie Świętym powiedziano: miłuj bliźniego swego jak siebie samego, nie odwrotnie.

– Pamiętam osobę, najstarszą córkę, która bardzo pragnęła życia w rodzinie. Matka owdowiała albo została porzucona, została sama. I córka zrezygnowała ze swego życia, tak silna była jej zależność od matki. Złożyła siebie na ołtarzu troski o matkę.

Takie relacje nie są dobre dla obu stron...

– Nie, oparte są na niezdrowej, bo ignorującej własne dobro, zasadzie. Emocje stają się zwyrodniałe. To, co początkowo zrobiliśmy z miłości albo lęku, w pewnym momencie staje się ciężarem, na dodatek takim, który nigdy jawnie nie zostaje odsłonięty. Narasta w nas poczucie, że to nie był dobry wybór, ale innego już nie ma, bo życie to jednak ulica jednokierunkowa. Gdy zdarzenia się potoczą, nie można ich już cofnąć. Moja przyjaciółka, piękna, radosna kobieta, podjęła studia w innym mieście. Pewnego dnia jej matka złamała nogę. Poprosiła: weź urlop dziekański, zostań ze mną. Noga szybko się zrosła, ale matka już nigdy nie wypuściła córki z kleszczy. Złamała życie swemu dziecku. Paradoksem jest, że najlepsze, najbardziej oddane dziecko zostało ukarane za miłość, czułość, dobroć. Siostry wyfrunęły z domu, a ona zostawiła chłopaka w tamtym mieście, zestarzała się samotnie, bo kierowała się moralnym wyborem.

Czy mogła nie dać się chwycić w te kleszcze?

– Jako dziecko nie miała na to wpływu. Ale potem można weryfikować swoje wybory tak, aby po latach nie żałować. Ryzykownie jest rezygnować z siebie za cenę bycia dobrym dla kogoś. Kiedy odstępujemy od swoich pragnień, mechanizmy obronne mówią nam: tak miało być. Nie zawsze jest to prawdą. Nie porzucając matki, można jednak dbać także o siebie. Kiedy noga matki się zrosła, córka mogła wsiąść w pociąg i oznajmić: przyjadę znowu na święta. A mama być może znalazłaby sobie wtedy towarzysza życia, zajęłaby się kółkiem różańcowym albo wnuki bawiła.

Żyłaby swoim życiem, a nie życiem córki. Najlepsze chyba, co rodzice mogą zrobić dla swoich, szczególnie już dorosłych dzieci, to zająć się swoim życiem, być dobrymi dla siebie...

– Mamy tutaj akcję i reakcję. Jeśli będę rezygnować z siebie, to ktoś będzie się tym sycił. Jest taka książka amerykańskiego psychiatry Scotta Pecka Drogą mniej uczęszczaną. Pisze on, że ludzie pragną miłości, ale się gubią. Zapamiętałam z niej zdanie, że miłość to uczucie i działanie pozwalające drugiej osobie rozwijać się. Nie sprawia, że jest nam miło czy wygodnie. Lepiej wybrać drogę, na której mamy szanse być z siebie dumni. I robić to nie dla kogoś, lecz dla siebie, bo w końcu mamy się wytłumaczyć ze swojego życia, a nie z cudzego. Opowiadam pacjentom, że gdy pójdą do nieba, święty Piotr zapyta: „Co zrobiłeś w swoim życiu, jakie miałeś talenty?”. A oni powiedzą: „No miałem, ale nie mogłem, bo moja żona piła, bo moja mama...”. Na to św. Piotr: „Mamę zostaw, opowiedz mi o sobie”. A więc zobacz, co możesz zrobić, a nie: czego nie będziesz robił i zawsze znajdziesz uzasadnienie, nawet w szlachetnych pobudkach i pretekstach. Ludzie, którzy wkładają w działania więcej energii i trudu, lepiej żyją i zostawiają głębszy ślad na swej drodze niż ci, którzy żyją bez celu i bez wyzwań.

 

Co nam nie pozwala być dla siebie dobrym?

– Perfekcjonizm, czyli dążenie, by być kimś najlepszym. Ambitne osoby wkręcają się w wyścig szczurów. Nie mogą być dobre dla siebie, są dobre dla swojego wizerunku, który ani...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy