Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

2 lutego 2016

Jej szara eminencja

28

Podświadomość nie jest ubogim krewnym, lecz raczej szarą eminencją. Badacze uważają, że zdecydowana większość, bo 95 procent całego naszego myślenia dokonuje się w podświadomości, i że to ona jest rzeczywistym sprawcą naszych zachowań.

Jeszcze dziesięć lat temu w świecie akademickim rozmowy o nieświadomych źródłach zachowań byłyby uznane za niestosowne. Termin „podświadomość” miał jednoznacznie negatywne konotacje – łączono go z wątpliwymi metodologicznie badaniami wiedeńskiego lekarza i terapeuty Zygmunta Freuda. Freud nie odniósł sukcesu w świecie nauki (np. nigdy nie otrzymał tytułu profesora), gdyż za bardzo skoncentrował się na seksie i nie dysponował wiarygodną metodologią badawczą. Ale był geniuszem i wyprzedził swą epokę o sto lat. To on pierwszy w tak wyczerpujący sposób opowiedział nową historię człowieka – historię pisaną przez podświadomość. Opowiedział o umyśle, który jest jak góra lodowa, gdzie świadomość to zaledwie wierzchołek, a najważniejsze procesy sterujące zachowaniami leżą poniżej tafli wody. Nawet najwięksi oponenci idei podświadomości nie są w stanie przeciwstawić się pojawiającym się jak grzyby po deszczu kolejnym odkryciom. Coraz więcej danych, pochodzących z twardych badań eksperymentalnych, wskazuje, że wiele ciekawych zjawisk umyka naszej świadomości i zachodzi automatycznie, bez naszej woli i możliwości kontroli.

Nie muszę się domyślać, co lubię
Od czasów Platona mędrcy prowadzili dysputę, co jest pierwsze: pasja czy rozum? Namiętność czy rozsądek? Uczucia czy myślenie? W języku akademickim problem był sformułowany następująco: jakie informacje są przetwarzane wcześniej, afektywne czy poznawcze?

Jednym z poszukujących odpowiedzi był niedawno zmarły najwybitniejszy psycholog polskiego pochodzenia Robert Bolesław Zajonc. W 1979 roku przeprowadził on badanie nad efektem samej ekspozycji (mere-exposure effect). Uczestnicy eksperymentu oglądali setki chińskich ideogramów (odpowiedników naszych liter). Następnie na skali oceniali każdy z nich pod względem atrakcyjności. Okazało się, że ideogramy, które pokazywano im wielokrotnie podobały im się bardziej niż te, które widzieli po raz pierwszy. Niezależnie od tego, czy zdawali sobie sprawę, że bodziec, który oceniają, już wcześniej widzieli, czy też byli przekonani, że widzą go po raz pierwszy. W drugiej fazie całe badanie przeniesiono na poziom podprogowy; ideogramy były prezentowane zaledwie przez kilka milisekund, podczas gdy zdolność świadomej percepcji kończy się gdzieś między 300 a 100 milisekundami. I co się okazało? Kiedy osoby badane praktycznie nic nie widziały, to efekt faworyzowania wielokrotnie eksponowanych bodźców był jeszcze silniejszy!

Eksperymenty Zajonca wykazały, że: po pierwsze, można wywołać lubienie czegokolwiek po prostu wielokrotnie to coś pokazując; a po drugie, że świadomość nie odgrywa tu żadnej roli, a jeśli już – to przeszkadza. Pierwsza obserwacja jest powszechnie wykorzystywana w reklamie i marketingu. Druga dowodzi, że można coś lubić bez żadnego powodu, czyli że wystąpienie reakcji afektywnej (sądu preferencyjnego) nie wymaga wnioskowania poznawczego. Nie trzeba się domyślać, aby wiedzieć, co się lubi. Afekt nie potrzebuje poznania. Ani świadomości.

Niewidzialne twarze
Dziesięć lat później Robert Zajonc przedstawił dowody na istnienie podświadomości, które zmieniły psychologię społeczną i wprowadziły ją w XXI wiek. A wszystko dzięki tzw. paradygmatowi podprogowego poprzedzania afektywnego (suboptimal affective priming). Badani oceniali ideogramy (takie same jak w badaniach nad efektem ekspozycji), tyle że przed niektórymi z nich pojawiały się zdjęcia osób – uśmiechniętych albo rozzłoszczonych. Wyobraźmy sobie taką sytuację: na ekranie komputera widzimy przez chwilę uśmiechniętą buzię, która znika, a na jej miejsce pojawia się chiński znak. Musimy ją ocenić na skali, gdzie 1 oznacza, że się nam zdecydowanie nie podoba, a 5 – że zdecydowanie się podoba. Zaraz potem pojawia się kolejna próba: buzia rozzłoszczona, następnie ideogram i prośba o ocenę. I kolejna próba: widzimy sam symbol, bez uprzedniego pojawienia się twarzy, i też musimy ją ocenić. Tym samym mamy trzy warunki eksperymentalne: poprzedzanie pozytywne, poprzedzanie negatywne i brak poprzedzania. I co wyszło? Nic. Wszystkie ideogramy, niezależnie od tego, co je poprzedzało, były oceniane w okolicach 3, czyli średnio lubiane. Kiedy jednak wprowadzono drobną zmianę w procedurze, nagle ideogramy poprzedzane rozzłoszczoną buzią były oceniane znacznie niżej, a poprzedzane uśmiechniętą twarzą znacznie wyżej niż te, przed którymi nic się nie pojawiało. Na czym polegała ta drobna zmiana?

Na czasie ekspozycji bodźców poprzedzających (czyli pojawiania się twarzy z pozytywnymi bądź negatywnymi emocjami). W pierwszej wersji ekspozycja wynosiła jedną sekundę, w drugiej była 250 razy krótsza i wynosiła 4 milisekundy. Innymi słowy, w pierwszej wersji badani zdawali sobie sprawę z poprzedzania, w drugiej nie mieli o nim pojęcia – i wtedy podprogowe bodźce zmieniały ich preferencje. Reakcja afektywna wystąpiła nawet wtedy, kiedy osoby nie zdawały sobie sprawy, że widzą coś, co ją wyzwala (czyli uśmiechniętą lub rozzłoszczoną twarz). Świadomość nie jest niezbędna, aby wystąpiły emocje.

To badanie Zajonca wywołało ogromne kontrowersje w świecie nauki. Przecież podświadomość to wymysł Freuda! Przecież podprogowa manipulacja nie istnieje! Doszło do tego, że Zajonc, nazywany „papieżem psychologii społecznej”, na publikację artykułu o podprogowym poprzedzaniu musiał czekać aż sześć lat, do 1993 roku! Wrzawę wokół uzyskanych przez niego wyników pogłębiał fakt, że przez wiele lat nikomu nie udało się tego wyniku zreplikować. Udało się to wreszcie w 1999 roku zespołowi badaczy prowadzonemu przez piszącego te słowa. Oba badania Zajonca dostarczyły empirycznych dowodów na istnienie podświadomości i je...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy