Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

31 sierpnia 2016

Senna świadomość

93

Freud miał sporo racji. Sądzę, że możemy się wiele dowiedzieć o motywacjach śpiącej osoby, obserwując jej marzenia senne.

KAROLINA ROGASKA: Pomysł, by połączyć psychoanalizę z klinicznymi badaniami mózgu, wydaje się karkołomny. A jednak Panu to się udało, tak powstała neuropsychoanaliza. Jak Pan to zrobił?

POLECAMY

MARK SOLMS: Na początku trzeba było pokonać wzajemne niechęci i animozje między psychoanalitykami i neuropsychologami. Przez długi czas jedni nie chcieli nawet czytać prac tych drugich. Na szczęście udało się zburzyć ten mur. Przedstawiciele obu nurtów zrozumieli, że umysł i mózg to dwie strony tego samego zjawiska. A zatem psychoanalitycy i neuropsychologowie zajmują się tym samym, tylko podchodzą do tego w odmienny sposób. Poza tym przełomowe było opisanie neurologicznych mechanizmów śnienia oraz zdefiniowanie, gdzie w mózgu możemy odnaleźć świadomość i nieświadomość. A także ustalenie, czym te konstrukty właściwie są.

Innymi słowy możemy określić, gdzie w mózgu znajduje się freudowskie id i ego? (patrz słowniczek)

Tak. Obszary w mózgu odpowiadające za nieświadomość i świadomość zostały odkryte niedługo po śmierci Zygmunta Freuda. Kora była łączona z ego, jako że odpowiada za przyjmowanie i przetwarzanie informacji nadchodzących z zewnątrz. Natomiast najbardziej pierwotna struktura, czyli pień mózgu, odpowiada za wytwarzanie nieświadomych popędów. I rzeczywiście, badania nowoczesnymi technikami potwierdzają tę lokalizację. Zmieniło się jednak podejście do samej natury wspomnianego id i ego.

Stworzył Pan koncepcję świadomego id. Ciekawa jestem, co na to powiedziałby Freud, który zakładał przecież, że to obszar najgłębszej nieświadomości?

Jego podstawowe założenia były trafne. Nieco chybił natomiast z definicjami id i ego. Freud zakładał, że id, reprezentując świat wewnętrznych doznań, jest nieświadome i niedostępne naszej świadomości. Uważał, że świadomość skupia się w ego. Tyle tylko, że funkcje ego – jak się okazuje – też są z natury nieświadome. Dobrym tego przykładem jest blindsight – zespół widzenia mimo ślepoty, kiedy pacjenci z uszkodzeniami kory prążkowanej nie rozpoznają świadomie prezentowanych im przedmiotów, a mimo to widzą je i opisują. Potrafią odróżnić kształty i kolory, określić, w jakim kierunku coś się porusza, a także rozpoznać emocję malującą się na czyjejś twarzy, a zarazem nie zdają sobie z tego sprawy.

Jak to możliwe?

Są dwie drogi odbioru bodźców wzrokowych. Oprócz tej, która umożliwia świadomy odbiór, a która u pacjentów ulega zniszczeniu, mamy jeszcze tę drugą, obejmującą połączenia podkorowe i pozwalającą w sposób nieuświadamiany odbierać bodźce wzrokowe. Pacjent widzi, ale nie wie, że widzi.

Natomiast tym, co pozwala nam rozpoznawać samych siebie, jest właśnie id. Tak naprawdę to ono stanowi rdzeń świadomości. Decyduje o naszych odczuciach w reakcji na bodźce, a właśnie odczucia w dużej mierze wpływają na to, jak postąpimy w odpowiedzi na jakieś wydarzenia. Popędy zawarte w id kształtują naszą samoświadomość, dzięki której możemy odpowiedzieć sobie na pytania: kim jestem? Jak się czuję? Id napędza także nasze ego, bowiem gdy identyfikuje jakiś bodziec jako przyjemny, to skłania ego do zwrócenia uwagi na ten bodziec, rozpoznania go i podtrzymania z nim kontaktu.

Zaraz, więc ego jest nieświadome, zaś id świadome?

Nasza świadomość jest wielopoziomowa. Podobnie jak mamy różne rodzaje pamięci – krótkotrwałą i długotrwałą, semantyczną i epizodyczną – możemy na podobnej zasadzie wyróżnić rodzaje świadomości. Za tę najbardziej podstawową – świadomość afektywną, która generuje nasze stany emocjonalne – odpowiada właśnie id. W pniu mózgu, związanym z id, odnajdujemy też źródło naszej samoświadomości. Z kolei świadomość poznawcza jest powiązana z ego.

Na czym polega świadomość poznawcza?

Dzięki niej rejestrujemy świat zewnętrzny, ale bez uświadamiania sobie tego. Jej procesy często zachodzą samoistnie. Chyba że z jakiegoś powodu intencjonalnie włożymy wysiłek poznawczy, żeby coś zapamiętać. Ale do tego potrzebny jest udział id, które mówi nam: „Hej, zwróć uwagę na to ciasto! Będzie ci smakować!”. Po takim nakierowaniu uwagi uruchamia się świadomość poznawcza, która z kolei skłania naszą pamięć roboczą do działania. Pozwala to zapamiętać nazwę ciasta, a potem wystarczy znaleźć przepis, upiec i można jeść!

W takim układzie id wydaje się ważniejsze od ego.

Obie instancje są nam potrzebne. Podstawowe mechanizmy reagowania i posiadane popędy id, które stanowią nasze ewolucyjne wyposażenie, często nie wystarczają, by sobie poradzić z wyzwaniami zmieniającej się sytuacji. Wtedy wkracza ego i pomaga nam radzić sobie w świecie. Weryfikuje nasze założenia co do otoczenia. Załóżmy, że dostaliśmy nową pracę i musimy nauczyć się, jak najszybciej do niej dotrzeć. Początkowo będziemy musieli włożyć trochę wysiłku poznawczego, by znaleźć optymalną trasę i sprawdzić, co musimy zrobić, by ją przebyć. Po jakimś czasie cały ten proces ulegnie automatyzacji. To właśnie jest celem ego – automatyzacja naszego życia, oszczędzanie energii poznawczej. Jeżeli biuro zostanie przeniesione w inne miejsce, ego rozpocznie cały proces od początku. Mówiąc w skrócie, ego dąży do tego, byśmy nic nie odczuwali, pozbyli się afektu. Chce, żebyśmy działali jak superkomputer, który – korzystając ze sprawdzonych algorytmów – zawsze dostaje to, czego akurat potrzebuje.

Z jednej strony prowadzi do automatyzacji naszych działań, ale z drugiej włącza różne mechanizmy obronne, które utrudniają nam rozwiązywanie problemów. Ciężko jest na przykład znaleźć wyjście z kryzysu w zwią...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy