Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

5 sierpnia 2016

Jak zrywać, no to już!

31

Marzymy o wielkiej miłości, o długim i szczęśliwym życiu z ukochanym. Ale proza życia powoduje, że rozstajemy się z baśniowymi wyobrażeniami i... partnerem. Osiem na dziesięć osób co najmniej raz zerwało z kimś lub ktoś zerwał z nimi. Czy można rozstać się bezboleśnie? Jakie strategie zrywania stosują mężczyźni, a jakie kobiety? Jak leczą rany porzucający, a jak porzucani?

Brook i Gary to dość nietypowe postaci jak na bohaterów hollywoodzkiej komedii romantycznej. Po dwóch latach związku mają już siebie serdecznie dość i w duchu marzą o... rozstaniu, ale oboje bardzo polubili mieszkanie, które wspólnie kupili. Żadne z nich nie chce się wyprowadzić, więc toczą ze sobą dziwną grę – robią wszystko, by tak zniechęcić do siebie partnera, aż ten sam się spakuje i odda klucze. Film „Sztuka zrywania” w dowcipny sposób pokazuje, że wbrew pozorom zerwać ze sobą to wcale nie takie proste zadanie. Nawet wtedy – lub może właśnie wtedy! – gdy bohaterów dążących do rozstania wspierają w tym krewni, przyjaciele i znajomi, podpowiadając całą gamę sztuczek, które powinny zadziałać.
Rozstanie z happy endem? Nie tak wyobrażamy sobie przyszłość związku, którego początki są zazwyczaj tak romantyczne, jak historie miłosne oglądane w kinie. A jednak „odkochujemy się” równie często jak zakochujemy. Amerykańscy naukowcy D.M. Battaglia, F.D. Richard, D.L. Datteri i C.G. Lord z wydziału psychologii Whitman College w Walla Walla (dystrykt Waszyngton) oszacowali, że doświadczenie rozstania, „rozwiązania” związku, zna z autopsji ponad 85 procent dorosłych osób.

Ołtarz damsko-męskich ofiar
Historia rozstań jest tak długa, jak historia naszego gatunku. Zrywali ze sobą, zrywają i pewnie będą zrywać przedstawiciele wszystkich – nawet najbardziej „egzotycznych” – kultur. Członkowie plemienia zbieracko-łowieckiego Kung San z Botswany wiążąc się z jakąś partnerką „na dobre i na złe”, mają na swoim koncie wiele miłosnych przygód. Jednak prawdziwymi rekordzistami w rozstawaniu się i wiązaniu są Indianie Ache żyjący w Paragwaju, którzy częstotliwością zawieranych małżeństw i rozwodów przewyższają nawet gwiazdy tabloidów. Przeciętny czterdziestolatek z plemienia Ache ma za sobą aż 11 rozwodów!

Psychologowie ewolucyjni wskazują, że człowiek, by przetrwać, musiał przystosować się do życia po „rozwodzie” i uczył się, jak pozyskać nowego, lepszego partnera. W ewolucyjnej przeszłości jedyną szansą na sukces reprodukcyjny było długotrwałe zaangażowanie partnera w romantyczną relację. Gwarantowało to stałe inwestycje w związek, co umożliwiało przetrwanie potomstwa, a co za tym idzie – genów jego rodziców.
Oczywiście, żeby relacje w związkach praludzi były dobre, obie strony musiały ponosić określone koszty. A gdy związek się rozpadał – obie strony ponosiły straty. Tak samo dzieje się dziś: w przypadku fiaska romantycznego związku inwestycja partnerska (niekiedy wieloletnia) idzie na marne, a poniesione straty (choćby zaprzepaszczenie szansy na związek z kimś innym) mogą być nie do nadrobienia. Ofiary składane na ołtarzu damsko-męskiej relacji znacznie różnią się jednak w zależności od płci.

Minimalna inwestycja mężczyzny w związek to zapłodnienie. W porównaniu do męskiego „wysiłku” włożonego w chwile miłosnego uniesienia, kobieta poświęca dużo więcej – to ona musi poradzić sobie z trudami ciąży i wychowania dziecka. Paniom zależy więc na pozyskaniu partnera, który nie ograniczy się do roli dawcy nasienia, ale wykaże troskę o owoc miłosnych igraszek. Po czym poznać, że mężczyzna zechce łożyć na potomstwo? Psychologia ewolucyjna wskazuje – jako wiarygodne – takie sygnały emocjonalnego zaangażowania mężczyzn, jak: wyznania miłosne, publiczne demonstrowanie pozostawania w związku, poświęcanie kobiecie czasu oraz zasobów materialnych.

Samcze triki
Carin Perilloux oraz David M. Buss z wydziału psychologii Uniwersytetu Texas w Austin przekonują, że w obliczu rozstania mężczyźni stosują nieco inne strategie niż kobiety. Utrata emocjonalnego zaangażowania partnera to najbardziej bolesna dla kobiety konsekwencja rozpadu związku. Jeżeli mężczyźnie zależy na scementowaniu relacji „wiszącej na włosku”, może posłużyć się prostą sztuczką – zasygnalizować kobiecie znaczny wzrost za[-]angażowania emocjonalnego. Dla pań takim sygnałem jest zaproponowanie przez mężczyznę zamieszkania ze sobą (jeżeli para mieszkała dotychczas oddzielnie), zakup zwierzaka, którym będą się wspólnie zajmować, oświadczyny lub zapłodnienie („łapanie na dziecko” wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest wyłącznie damską strategią). Kobiety preferują bowiem mężczyzn, którzy wykazują tendencję do znacznego inwestowania w związek.

Wolą również panów o mocnej budowie ciała, bo niegdyś tacy mężczyźni odnosili największe sukcesy podczas polowań oraz pełnili rolę obrońców plemienia (przed drapieżnikami i wrogo nastawionymi osobnikami własnego gatunku). Dziś ta skłonność może być jednak dla kobiet zgubna, gdy zechcą się rozstać z partnerem. Kruchej blondynce może nie być łatwo zerwać z atletycznym mężczyzną. Będzie on bowiem próbował zmusić partnerkę do kontynuowania niesatys...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy