Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

17 listopada 2015

Jak słuchać wskazówek zegara

43

Czas to nasze życie. Rzadko o tym pamiętamy. Zamiast siłować się z czasem, słuchajmy tykania zegara i uczmy się akceptować mijające sekundy - mówią Maria Król i Fijewska i Piotr Fijewski.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA jest psychologiem klinicznym, psychoterapeutką, superwizorem psychoterapii i treningu grupowego. Stworzyła polską wersję treningu asertywności. Napisała wiele książek, m.in.: Trening asertywności oraz Stanowczo, łagodnie, bez lęku.

PIOTR FIJEWSKI jest psychologiem klinicznym, psychoterapeutą i trenerem psychologicznym, superwizorem psychoterapii i treningu grupowego. Napisał kilka poradników terapeutycznych, m.in.: Jak rozwinąć skrzydła; Tajemnica pustki wewnętrznej. Stworzył formę terapii grupowej zwaną asertywnością symboliczną.
Razem z Jolantą i Krzysztofem Jedlińskimi założyli Ośrodek Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra.

Dorota Krzemionka: – „Gdybyśmy byli w dobrych stosunkach z Czasem, zrobiłby z naszym zegarem wszystko, co byśmy chcieli” – mówi Kapelusznik do Alicji, bohaterki baśni Carrolla Lewisa. Nie jesteśmy w dobrych stosunkach z czasem?
Maria Król-Fijewska:
– Nie. Na różne sposoby jesteśmy dziś na bakier z czasem. Jedni mają go za dużo, inni wręcz przeciwnie – za mało.
Od czego to zależy?
M.K.F.: – Za dużo mają go ci, którzy wypadają z systemu społecznego, na przykład tracą pracę. Nie wiedzą, co ze sobą zrobić, nadmiar czasu przygniata ich. Często dotyczy to młodych ludzi, którzy od dziec­ka siedzą przed telewizorem albo komputerem i nudzą się, bo czują się opuszczeni. Inni zaś niemal od przedszkola cierpią na brak czasu, bo ganiają na kolejne zajęcia, na które zapisali ich rodzice.
Piotr Fijewski: – Myślę, że granicę tych światów wyznaczają rogatki dużych miast. Wystarczy porównać młodzież z naszej Paprotni i tę, z którą nasza córka prowadzi zajęcia na warszawskiej Ochocie. Czasu nie ma przede wszystkim klasa średnia.

Dlaczego?
P.F.: – Bo ma wiele zadań, dużo pracy – i to takiej na pograniczu rzeczywistości. Na przykład pani w banku mówi, że przelewa pieniądze z konta na konto, a tak naprawdę godzinami klika w klawiaturę – wykonuje ten sam ruch w wirtualnym świecie. Czas zwalnia, gdy mamy kontakt z procesami naturalnymi, takimi jak: ogień, deszcz, spacer na wietrze, gapienie się w niebo. A klasa średnia ma z tym średni kontakt. Dodatkowo zalewani jesteśmy informacjami, na które musimy zareagować. W pracy mamy zadania, w domu coś się dzieje, w mediach mówią o kolejnych dramatach, w sklepie stajemy przed półką pełną towarów, mnóstwo znaczeń pozawieszanych jest w komputerze. Aby się do tego wszystkiego odnieść, trzeba poświęcić jakiś czas.
M.K.F.: – Wszystkie te sprawy walczą o naszą uwagę. Ostatnio wybrałam się z koleżanką do pani, która szyje ładne ubrania. Miała ich na wieszaku zaledwie kilkanaście, mogłyśmy spokojnie je przymierzać, spędziłyśmy tak miłą godzinę. A jeśli wejdziemy do galerii handlowej, to godzina za godziną mijają niepostrzeżenie, bo tyle rzeczy do nas mówi, tyle trzeba ogarnąć, by dokonać wyboru.

Najlepiej perfekcyjnego.
M.K.F
.: – Skoro mamy taki wybór, przestępstwem byłoby wybrać źle. Jeśli weźmiemy pod uwagę te rozszerzające się drzewka wyboru, drogi, którymi możemy pójść, rzeczy, które możemy kupić i zrobić, to o naszą uwagę walczy taki legion obiektów, że nic już nie zostaje dla nas. W zależności od tego, co się dzieje z naszą uwagą, czas płynie szybciej lub wolniej – tak wiele może się stać w kilka minut i tak zupełnie nic w ciągu miesięcy.

Jedni zabijają czas, inni czują się z niego okradani. Co kradnie nam czas?
P.F.:
– Myślę, że za poczuciem okradania z czasu kryje się przekaz kulturowy, że trzeba się spieszyć. Już dzieci są popędzane, ich naturalny rytm jest pogwałcony. Im dalej, tym gorzej. Z czasem ten lęk, że nie zdążymy, uwewnętrznia się i nabywamy w sobie poganiacza, który próbuje powstrzymać wskazówki, by w każdą sekundę wepchnąć więcej.
M.K.F.: – Właściwie wszystko, co odsuwa nas od doświadczenia, kradnie czas. Telewizory, komputery, centra handlowe, pełna lodówka działają podobnie. Częste popijanie wina wieczorem... Nawet bieganie lub inne ćwiczenia fizyczne mogą odsuwać nas od siebie, bo biegnąc, słuchamy czegoś, zamiast doświadczać. Mamy wiele możliwości, by zająć uwagę czymś innym. Takim zagłuszaczem są portale społecznościowe. Byłam wstrząśnięta, gdy dowiedziałam się, że dzieci w niektórych szkołach w ogóle już nie rozmawiają ze sobą podczas przerwy, bo siedzą na Facebooku, gdzie mają kontakt bez kontaktu. Usypiamy się wciąż tą samą bajką, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „komedia romantyczna” czy „thriller historyczny”, a dostaniemy kolejną wersję tej samej fabuły, na przykład opowieść o kimś, kto zbawia świat w 24 godziny. To też kradnie czas, bo kolejny raz robimy to samo.
Jak zauważył ojciec Tomasz Merton: „Marnujemy nasz czas na robienie rzeczy, które, gdybyśmy tylko zatrzymali się, żeby się nad nimi zastanowić, byłyby dokładnym przeciwieństwem tego, do czego zostaliśmy stworzeni”. Ale nie mamy czasu, by się zatrzymać.
P.F.: – Czas przyspiesza, gdy realizujemy zadania, cele, nastawieni jesteśmy na osiągnięcia – one zastępują nam sens. Już kilkuletnie dzieci pytamy: „Jaki masz cel?”. Nawet gdy odpoczywamy, to wciąż traktujemy czas zadaniowo: chcemy jak najszybciej się zregenerować, zobaczyć jak najwięcej.
M.K.F.: – Po takich zadaniowych wakacjach zgłaszają się do nas osoby przerażone perspektywą powrotu do pracy. Myślały, że odnajdą coś, co da im sens życia, a tu przeciwnie – narasta panika.

Lew Tołstoj napisał: „Czas się nie spieszy, nie biegnie szybko, to my nie nadążamy”.
M.K.F.:
– Można się zastanowić, na czym polega to doświadczenie, które mówi, że przestrzeń między świętami Bożego Narodzenia a Wielkanocą jest dziś tak zaskakująco krótka. Tak szybko przeleciało, były święta, znów są święta. Dlaczego? Jakby nam czegoś zabrakło.

Czego?
M.K.F
.: – A co takiego jest, gdy czujemy, że dobrze przeżyliśmy ten czas? Myślę, że czas przelatuje nam i kurczy się, gdy brakuje odniesienia do siebie.
P.F.: – Nasza kultura oddala nas od doświadczania życia poprzez wartość, jaką przypisuje osiągnięciom. Myślimy: mamy jedno życie, więc trzeba się najeść na zapas – zdążyć tu i tam, spróbować wszystkiego, bo później już tylko ciemność. Pozornie wydaje się, że jest to kultura doświadczania. Ale tak naprawdę rodzi lęk, że nie zdążymy, że czegoś nie zaznamy. Rodzice zapisują dzieci na dziesiątki zajęć, by miały różne umiejętności i by nic ich w życiu nie ominęło.
M.K.F.: – Pamiętam wakacje, gdy też chcieliśmy, by nic nas nie ominęło. W szale zaprosiliśmy do wynajętego na zapadłej wsi domu wiele zupełnie różnych osób – przyjaciół, rodzinę. Jedni wyjeżdżali, inni przybywali. Organizowałam im różne zajęcia, urządziłam nawet konkurs strzelania z łuku. A pod koniec lata padałam ze zmęczenia. Wakacje, podczas których tyle się działo, zamiast wypoczynku przyniosły wyczerpanie. Zachłanność, by nic nas nie ominęło, jest takim wychyleniem na zewnątrz. Co jeszcze możemy zrobić, żeby było tak, jak byśmy chcieli, by było? Próbujemy przyłączyć coś z zewnątrz do siebie. A w doświadczeniu z definicji są dwie strony: coś, czego doświadczamy, i ktoś, kto tego doświadcza. Jak to, czego doświadczamy, odbija się w nas? Musi być na to miejsce. Gdyby nas zamknięto w pustym pokoju, mało będzie do doświadczania, ale jeśli wyrzekniemy się świadomości doświadczenia, tego oddźwięku w nas – to właściwie jesteśmy w takiej samej sytuacji, jakby ktoś zamknął nas w pustym pokoju. Bo z tego równania, gdzie jest ten, kto doświadcza i to, co jest doświadczane – jedna strona zostaje wykreślona. Nie ma w nim nas.
P.F.: – Czas to nasze życie. Nie pamiętamy o tym na co dzień. Siłujemy się ze wskazówkami. Próbujemy je przytrzymać, by czas zwolnił, albo je popychamy. Jedno i drugie jest nadużyciem wobec własnego życia. Powinniśmy słuchać tykania zegara i uczyć się akceptować mijające sekundy. Ta gotowość przyjęcia, że czas upływa właśnie tak, w tym tempie, oznacza bycie blisko przy sobie.

Problem w tym, że słyszymy tykanie zegara. I ten dźwięk często przeraża nas. Myślimy zatem: szybciej, już jest za późno…
P.F.:
– To właśnie jest próba powstrzymania wskazówek. Mówimy chwili: nie upływaj. A z drugiej strony ktoś, kto czeka na dworcu, popycha wskazówki. Myśli: niech już minie ten kwadrans. Ktoś inny tkwi w pracy, marząc o weekendzie. Wciąż czekamy na coś – na wakacje, na miłość, na zmianę... Popychamy wskazówki albo je powstrzymujemy. Jedno i drugie jest przejawem molestowania własnego życia.
M.K.F.: – I zawsze kończy się tak samo. Gdy zatrzymujemy wskazówki, to czas leci szybciej, a jeśli je popychamy – wolniej.

Mówicie: zaakceptować mijające sekundy. Łatwo powiedzieć.
M.K.F.:
– Zaakceptować to za mało. Musimy przywrócić równowagę między zewnętrzem a wnętrzem, tak by była h...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy