Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

2 lutego 2016

Jak mądrze chcieć

0 463

Nie spoczniemy, nim dojdziemy – ale czy w ogóle warto tam iść? Czy warto gonić króliczka? I jak się o tym przekonać, zanim się go złapie? Są ludzie, którzy wiedzą, dokąd zmierzają, potrafią mądrze wybierać cele i sprytnie do nich dążyć.

Jan jest inteligentnym pracownikiem naukowym, ale nie potrafi znaleźć swojego miejsca w życiu. Założył z kolegami firmę komputerową. Nadal rozkręca biznes, mimo że nie przynosi on spodziewanych zysków, a główny udziałowiec dawno się wycofał. Kiedy Jan do czegoś dąży, jest ślepy na sygnały, że nie tędy droga. Mimo wielu porażek wierzy, że tym razem mu się uda. Co sprawia, że ten inteligentny mężczyzna traci rozsądek, gdy podejmuje ważne decyzje?

Andrzej jest przeciwieństwem Jana – niczego w życiu nie doprowadził do końca. Przerwał studia, nie dokończył remontu domu. Ciągle jakiś nowy pomysł odbiera mu chęć kontynuowania tego, co zaczął. Jest nadmiernie wrażliwy na dopływające informacje. Początkowo może to sprzyjać giętkości działania, ale w skrajnej postaci prowadzi do chaotycznych zachowań i nie pozwala na osiągnięcie obranych celów.

POLECAMY

Zarówno Jan, jak i Andrzej mają deficyty w inteligencji motywacyjnej, która oznacza umiejętność sterowania własnym życiem, działaniami, a także poziomem energetycznym naszego organizmu. A jeśli są to umiejętności, to można się ich nauczyć.

Jednym z przejawów inteligencji motywacyjnej jest trafny wybór celów. Już Alfred Adler, psychoanalityk austriacki, twierdził, że o naszym zdrowiu psychicznym decyduje odpowiedniość celów, jakie sobie stawiamy. Osoba mądra motywacyjnie potrafi wybrać odpowiednie cele – dopasowane do swoich możliwości i predyspozycji, potrafi też wykorzystywać szanse, jakie niesie życie.
Różnimy się tym, do czego dążymy (aspekt treściowy) i tym, w jaki sposób o tym myślimy (aspekt formalny).

Być jak Malkovich
Jan zupełnie inaczej myśli o swoich celach niż Andrzej. Można tu wyodrębnić celowych pragmatyków i pryncypialistów. Pryncypialista ustala listę długoterminowych celów na podstawie swoich wartości i preferencji, a także stara się wpływać na otoczenie tak, aby te cele osiągnąć. Oto ktoś wymarzył sobie karierę światowej sławy sportowca albo piosenkarki – żadna inna opcja nie interesuje go. Przypadki udanej realizacji takich długoterminowych celów są nagłaśnianie w mediach, ale w cieniu pozostają tysiące osób, które nie zrealizowały takich punktowych wizji. O nich się nie mówi. A przecież często to nie brak talentu albo motywacji nie pozwala im zrealizować marzeń o sławie. Na drodze stają niezależne od nich okoliczności – skręcony staw kolanowy albo choroba krtani sprawiają, że możliwość realizacji marzeń jest bardzo ograniczona.

Plany motywacyjnie mądrej osoby są wielowariantowe. Na przykład chce zostać sportowcem, ale dba też o zdobycie innego zawodu lub inwestuje zarobione pieniądze na wypadek kontuzji, która uniemożliwi jej dalszą karierę sportową. Ma nadzieję, że się uda, ale przygotowuje się też na gorszy scenariusz, dlatego łatwo może przeorganizować swoją wizję przyszłości.

Pragmatyk kieruje się w swoich wyborach ogólnymi wartościami, takimi jak: nastawienie na rozwój osobisty, pomaganie innym, dążenie do bezpieczeństwa finansowego itp. Te wartości pozwalają mu wybierać cele możliwe do zrealizowania w sytuacji, w której się znalazł. Jeżeli ma mało interesującą pracę, a sytuacja na rynku pracy jest ciężka – koncentruje się na podnoszeniu kwalifikacji. Ale gdy tylko sytuacja się zmieni, pragmatyk szuka lepszych możliwości. W każdej sytuacji zadaje sobie pytanie: jak mogę zmaksymalizować moje wyniki, biorąc pod uwagę aktualne ograniczenia zewnętrzne?

Ostateczny termin
Długofalowe cele muszą być przełożone na plany dnia. Możemy mieć doskonale sformułowane wizje, których nie pozwala nam urzeczywistnić brak codziennej samodyscypliny. Barbara dobrze sobie radzi z planami długofalowymi. Mówi: Od razu wiedziałam, że chcę studiować zaocznie, aby równocześnie zdobywać doświadczenie zawodowe. Pierwsze studia podyplomowe kończyłam na pierwszym roku uzupełniających magisterskich, żeby nie przeszkadzały mi w pisaniu pracy, potem rok przerwy. Wyszłam za mąż, teraz już planuję, że po wakacjach zacznę się przygotowywać do egzaminów na studia doktoranckie. Moja rodzina postrzega mnie jako osobę świetnie zorganizowaną, „poukładaną”, a gubię się w codziennym życiu. Robię mnóstwo rzeczy równocześnie – umawiam się na spotkania, zawsze troszkę się spóźniam.

Wszystkie testy przesyłam w ostatnich minutach przed terminem, kiedy nie mam już szansy nic poprawić. Muszę mieć wyznaczony ostateczny termin, inaczej nigdy tego nie ruszę. Organizacja dnia codziennego jest dla mnie porażką.
I odwrotnie – można doskonale realizować plany dnia, nie mając żadnych długofalowych wizji. Agata zawsze ma wszystko zrobione na czas. W pracy najchętniej podejmuje się zadań ściśle określonych, powtarzalnych, o określonym czasie wykonania. Już w styczniu wie dokładnie, gdzie spędzi urlop. Łatwo popada w rutynę. Jeśli pojawia się nowe zadanie, wymagające innego podejścia, stara się, żeby ją ominęło, a potem z zazdrością patrzy na awansujące koleżanki. Jej doskonała organizacja dnia codziennego nie idzie w parze z umiejętnością planowania życia.

Ukorzenienie postanowień
Problem z realizacją zamierzeń (np. noworocznych zobowiązań) wynika często z faktu, że informacja o naszej decyzji nie została ukorzeniona – nie ma połączeń z innymi informacjami, znajduje się „w osobnej szufladce”.
Amerykański psycholog David McClelland uważa, że nasze motywy są wyuczone. Aby stały się dążeniami, muszą zostać skojarzone z odpowiednimi sygnałami. Powinniśmy wytworzyć połączenia między naszymi postanowieniami i wyobrażeniami, jak zachowamy się w konkretnych sytuacjach – tak właśnie się dzieje w przypadku tworzenia intencji implementacyjnej, o której pisze w swojej koncepcji Peter Gollwitzer z New York University. Kiedy postanawiam: „nie będę jeść słodyczy”, muszę to postanowienie połączyć z wyobrażeniem, że nie pocieszam się słodyczami, gdy jestem smutna, na przyjęciu urodzinowym wykręcam się od zjedzenia tortu, a obok ulubionej cukierni przechodzę obojętnie, nie patrząc na wystawę.

Musimy pamiętać, że nasze postanowienia są tworzone przez system „zimny” (analityczny, logiczny), a kontrolę nad codziennym zachowaniem często przejmuje system „gorący” (holistyczny, doświadczeniowy). Dlatego sukces w kierowaniu motywacją zależy od siły, liczby i charakteru wytworzonych połączeń. Połączenia będące zapisem zachowania (system holistyczny) mają dużo większą moc niż te stworzone w wyniku rozmyślań (system analityczny). Niestety, podstawowym problemem w realizacji zamierzeń są istniejące już, niekorzystne z punktu widzenia naszych celów połączenia, których nie da się łatwo usunąć. Na przykład sam widok ciastka sprawia, że biorę je i jem, choć przecież chcę schudnąć. Albo: gdy siadam do komputera, zaczynam od sprawdzania poczty i tracę na to czas, choć wiem, że muszę na jutro napisać tekst.

Mierz zasoby na zamiary
Osoba motywacyjnie mądra wie, że za każdy sukces w osiąganiu celów trzeba z góry zapłacić. Jeśli piszę książkę, muszę zainwestować wiele godzin pracy, nie wiedząc, czy zostanie zaakceptowana. Zawodnik trenujący wiele godzin nie ma pewności, czy stanie kiedyś na podium. Każda praca umysłowa wymaga zasobów poznawczych, tak jak fizyczna wymaga siły.
Motywacyjnie mądra osoba potrafi dysponować swoimi zasobami. Potrafi też utrzymać optymalny poziom stymulacji. W każdej chwili docierają do nas setki sygnałów. Jeżeli jest ich za dużo, czujemy się zmęczeni. Jeżeli jest ich za mało, jesteśmy znudzeni. Oba skrajne stany są nieprzyjemne. Najlepiej czujemy się (a także uczymy się), gdy środowisko zapewnia nam optymalny poziom stymulacji. Jeżeli jesteśmy niewyspani, zmęczeni, jest on dużo niższy, irytuje nas wtedy każdy hałas.

Uświadomienie sobie własnego stanu sprawia, że czasem wyłączamy telewizor, a czasem przeciwnie – włączamy głośną muzykę lub robimy kilka podskoków. Poziom naszego pobudzenia nieustannie zmienia się, w zależności od naszych rytmów biologicznych oraz stymulacji płynącej z otoczenia. W wyniku długotrwałej stymulacji możemy doświadczyć przeciążenia sensorycznego. Towarzyszy mu uczucie przykrości i stresu związanego prawdopodobnie z niemożnością zapanowania nad zaistniałą sytuacją. Często przystosowujemy się do poziomu stymulacyjnego otoczenia. Sądzimy, że włączone radio nie przeszkadza nam w pracy. Nie jest to prawdą. Każdy bodziec wpływa na stan naszego organizmu. Nawet wtedy (a nawet tym bardziej wtedy), gdy go ignorujemy. W wielu badaniach pokazano, że prośba o ignorowanie pewnych sygnałów sprawia, że gorzej wykonujemy inne żądania.


Inteligencja motywacyjna przejawia się tym, że to my decydujemy, czy dopuszczamy sygnały z otoczenia, czy nie. Warto zadawać sobie pytania: „ile bodźców do mnie dociera?” i „jakiego poziomu stymulacji potrzebuję w danym momencie?”. Gdy poziom ten jest za niski, możemy np. dostarczyć sobie bodźców, zadając pytanie podczas wykładu, na którym zasypiamy. Możemy też obniżyć poziom stymulacji poprzez usunięcie niepotrzebnych papierów z naszego biurka – bałagan często powoduje przeciążenie stymulacyjne.

Najważniejsze jest kontrolowanie ilości zasobów poznawczych i upewnienie się, czy przypadkiem jakieś niepotrzebne emocje nie zżerają naszej energii. Często wypychamy je ze świadomości, w efekcie czego cały czas pobierają one...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy