Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

1 października 2019

Granice świadomości

25

Boimy się, by sztuczne systemy nie zdobyły świadomości... i odmawiamy jej zwierzętom, nawet gdy wszystko przemawia za tym, że ją posiadają.

Łukasz Kwiatek: Czy świadomość można mierzyć przy użyciu suszarki do włosów?
Michał Wierzchoń: To się zdarzyło blisko ćwierć wieku temu. David Chalmers, filozof umysłu, w debacie z innym filozofem, Paulem Churchlandem, zaprezentował swój prototyp „świadomościomierza”, dosłownie consciousness meter, jak go nazwał. Urządzenie wyglądało jak zwykła suszarka do włosów, ale zaczynało świecić, gdy wynalazca zwracał je w kierunku uczestników dyskusji, aby wykryć ich świadome doświadczenia. W ten sposób – przekornie – Chalmers chciał pokazać, że żadna z dostępnych miar świadomości nie mówi na jej temat więcej, niż skonstruowane przez niego urządzenie. Mam nadzieję, że metody, których obecnie używamy, są jednak trochę bardziej precyzyjne. Ale ta metafora dobrze ilustruje, dlaczego pomiar świadomości jest złożony. W przypadku świadomości trudno określić, co tak naprawdę powinniśmy mierzyć: stany świadomości, treści świadomości, granice świadomości? A kiedy już zdefiniujemy przedmiot badania, musimy się zastanowić, na ile nasza miara jest „zanieczyszczona” tym, co sami na temat świadomości sądzimy. Świat, gdy go obserwujemy, jawi się nam inaczej niż wtedy, gdy w nim uczestniczymy; to znany w psychologii efekt aktora-obserwatora. Pomiaru treści świadomości nie da się całkowicie oddzielić od przekonań osoby doświadczającej, niezależnie od tego, czy obserwujemy własną świadomość, czy też świadomość innych osób. W obydwu przypadkach tak naprawdę nie wiemy, w jakim stopniu raporty werbalne osób badanych mówią o tym, czego rzeczywiście doświadczają, a w jakim są tylko wyobrażeniem dotyczącym tego, co chcemy od nich usłyszeć. Świadomościomierz Chalmersa miał uchwycić przede wszystkim to, czy dana osoba w ogóle czegoś świadomie doświadcza. Odpowiedź na to pytanie – podobnie jak na przykład na pytanie o świadomość zwierząt – wymaga precyzyjnej miary, ale też precyzyjnej definicji świadomości.

Czym jest zatem świadomość? Jak ją zdefiniować?
Najpierw trzeba by ustalić, co nas interesuje: stan świadomości czy jej treść? Jeżeli interesuje nas stan, to za Johnem Searle’em moglibyśmy ją określić jako to, co się pojawia w momencie, kiedy budzimy się ze snu, i co trwa do momentu, kiedy nie zaśniemy, nie umrzemy albo nie stracimy przytomności w jakiś inny sposób. Świadomość zatem byłaby tym, co towarzyszy nam zawsze, gdy jesteśmy przytomni; pozwala nam funkcjonować i myśleć; jest nam niezbędna i stanowi o naszym człowieczeństwie. Trudno zdefiniować ją precyzyjniej, ale wszyscy czujemy, czym ona jest. Co ważne, w tym ujęciu świadomość nie ogranicza się do przytomności. W warunkach klinicznych można być przytomnym, ale nieświadomym – przykładem może być napad padaczki albo stan wegetatywny. Dlatego wiele badań świadomości koncentruje się na poszukiwaniu miary, która pozwoliłaby wykryć stan świadomości – np. u pacjentów podejrzewanych o zaburzenia świadomości.
Natomiast jeśli chodzi o treść świadomości, interesuje nas to, czego doświadczamy, unikatowe świadome doświadczenie, czyli tak zwane quale. Kluczowe znaczenie dla treści świadomości ma to, że ona jest prywatna, czyli dostępna tylko i wyłącznie mnie jako osobie, która jej doświadcza, i subiektywna, co oznacza, że jest ona tylko dla mnie i tylko ja wiem, jak to jest doświadczać jej treści. W tym właśnie sensie jesteśmy świadomi np. kolorów, dźwięków czy smaków. Jeżeli mielibyśmy opisać doświadczenie smaku pierwszego jabłka, które jedliśmy w tym roku, to siłą rzeczy odwoływalibyśmy się do naszego prywatnego doświadczenia. Byłoby ono subiektywne – moje doświadczenie z pewnością byłoby odmienne od twojego. Na to doświadczenie może wpływać wiele czynników, np. że jadłem je w słoneczny dzień prosto po zerwaniu z drzewa; że pachniało późnym latem, a wokół brzęczały pszczoły. Wszystko to budowało moje doświadczenie, czyniąc je prywatnym i subiektywnym, ale jednocześnie bardzo trudno komunikowalnym. Niełatwo znaleźć słowa, by opisać subiektywne doświadczenie, zazwyczaj bowiem nie potrzebujemy komunikować innym jego szczegółów. Ta trudność opisu treści dotyczy nie tylko sytuacji świadomości bodźców zewnętrznych, ale także świadomości treści pamięci czy też świadomości samego siebie.

Świadomość jest pojęciem obciążonym wielkim bagażem filozoficznym. Czy ten bagaż bardzo ciąży?
Moje badania nie miałyby większego sensu, gdybym prowadził je poza kontekstem teorii filozoficznych. To, czym się zajmujemy, leży na pograniczu psychologii, neuronauki i filozofii. Jednym z celów projektów realizowanych w kierowanym przeze mnie laboratorium jest rozwój teoretycznych modeli hierarchicznych świadomości. Zakładają one, że każda docierająca ze środowiska informacja, którą przetwarzamy, wiąże się z jakąś reprezentacją świata, ale tylko treści świadome związane są z występowaniem reprezentacji umysłowych wyższego rzędu, które pozwalają tworzyć wewnętrzny model tego, czego doświadczamy. W efekcie umysł sam reprezentuje swoje treści, starając się zbudować na własny użytek model tego, czego doświadcza. Oczywiście pozostaje pytanie, gdzie w mózgu takie reprezentacje wyższego rzędu występują? Poszukujemy odpowiedzi między innymi w ten sposób, że wskazujemy, jak reprezentacja środowiskowa może być modyfikowana przez wcześniej zgromadzoną wiedzę. Z jednej strony staramy się zatem badać świadomość, ale z drugiej – pokazywać, co nasze badania wnoszą do teorii świadomości.

A co wnoszą?
Myślę, że naszym najważniejszym wkładem w rozwój teorii hierarchicznych są wyniki badań, wskazujące, że to, czego doświadczamy, zależy nie tylko od charakterystyk informacji środowiskowej, ale również od informacji, które już posiadamy. Przykładowo, w przypadku percepcji wzrokowej nasze doświadczenie zależy nie tylko od tego, co się dzieje w otoczeniu, ale też w znacznym stopniu od informacji, które wydają się pozornie niepowiązane z percepcją wzrokową. Nasze badania pokazują, że na to, co widzimy, wpływa to, co robimy, czyli nasze reakcje na percypowane bodźce. Jeżeli poprosimy osobę badaną, oglądającą na ekranie komputera paski skierowane w lewo lub w prawo, aby nacisnęła klawisz powiązany z ich kierunkiem, np. lewą bądź prawą strzałkę, to – jak wskazują badania dr Marty Siedleckiej – osoba ta twierdzi, że widzi bodźce wyraźniej, tak jakby działanie „przekonywało osobę”, że coś widzi. Innym przykładem może być wpływ informacji interoceptywnej, czyli tego, co się dzieje z naszym autonomicznym układem nerwowym, gdy przetwarzamy informacje wzrokowe. Jak dowodzą badania Marty Łukowskiej z naszego zespołu, wzrost rytmu serca na skutek błędnej odpowiedzi wpływa na ocenę tego, jak wyraźnie coś widzimy. Na percepcję wzrokową może również oddziaływać samo decydowanie o tym, co widzimy, nawet jeśli decyzja ta nie wymaga żadnej reakcji ruchowej, a także uprzednie doświadczenie i wiele innych czynników. Staram się pokazać w moim modelu, że nie zrozumiemy świadomości, jeżeli nie zastanowimy się, jakie czynniki budują nasze subiektywne doświadczenie. To, co jawi się w świecie zewnętrznym, jest dla nas wszystkich wspólne, natomiast to, co potem z tym robię, jakie decyzje podejmuję, jakie pobudzenie temu towarzyszy, może to doświadczenie zmieniać. Dzięki temu staje się ono tylko moje: prywatne i subiektywne.

Czy w waszych badaniach zwracacie uwagę na nieświadomość?
Badaczy świadomości nieświadomość interesuje o tyle, o ile jej badanie mówi coś ciekawego na temat samej świadomości. W naszych badaniach chcemy przede wszystkim wyjaśnić, czym w ogóle jest świadomość. Gdy tego dokonamy, będziemy mogli powiedzieć, co jesteśmy w stanie robić bez jej udziału. W latach dziewięćdziesiątych w psychologii poznawczej popularne były badania nad nieświadomością: nieświadomą percepcją, nieświadomą pami...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy