Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Gotowi na Abu Ghraib

90

Czy można mówić o współodpowiedzialności Polaków za niehumanitarne traktowanie ludzi podejrzewanych o terroryzm, w tym Irakijczyków? Nie, to bzdura - ciśnie się na usta pierwsza odpowiedź. Rzecz nie jest jednak tak oczywista, gdy przeanalizujemy badania psychologiczne. Są w nas mechanizmy, które powodują, że w więźniach Abu Ghraib dostrzegamy półludzi.

Specjalna komisja Parlamentu Europejskiego 14 lutego 2007 przyjęła raport oskarżający rządy 17 krajów Unii Europejskiej, w tym Polskę, o niezgodną z prawem współpracę z USA w walce z terroryzmem. W przypadku Polski zarzut dotyczył tajnego ośrodka, w którym jakoby przetrzymywano osoby podejrzewane o działania terrorystyczne. Raport dowodzi, że na przełomie 2005 i 2006 roku na lotnisku w Szymanach (w województwie warmińsko-mazurskim) wylądował Boeing 737 przewożący więźniów z Kabulu do bazy wojskowej w Guantanamo. Wedle oskarżeń, ludzi tych osadzono na jakiś czas w tajnym więzieniu w pobliskich Starych Kiejkutach; ta kwestia pozostała jednak niewyjaśniona. Raport podkreśla, że nie ma wystarczających dowodów by temu zaprzeczyć lub potwierdzić taką hipotezę.

Kwestia więzień dla terrorystów w Polsce jest zapewne bardziej interesująca dla poszukiwacza spisków niż dla psychologa społecznego, jednakże pewne jej aspekty dotykają dwóch niezwykle ważnych problemów, którymi w ostatnich latach zajęli się psychologowie: odpowiedzialności indywidualnej i odpowiedzialności zbiorowej. Amerykańskie ośrodki przetrzymywania ludzi oskarżanych o terroryzm – w Guantanamo na Kubie czy w Abu Ghraib w Iraku – wzbudzały wiele kontrowersji. Świadomość istnienia tego typu ośrodków na terenie Polski łączyć się zatem może z naszą zbiorową odpowiedzialnością za więzienia, w których często bez prawomocnych wyroków przetrzymuje się obywateli obcych państw w warunkach urągających humanitarnym standardom. Kwestia ta stała się przedmiotem badań, które przeprowadziliśmy niedawno w Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z profesorem Emanuelem Castano z New School for Social Research.

Ofiara: inny, gorszy, słabszy

Pierwszy problem psychologiczny, który związany jest z istnieniem tego typu więzień, to kwestia odpowiedzialności strażników za nadużycia, do których dochodzi na ich terenie. Słynny psychiatra Robert Jay Lifton, autor m.in. studium o zaangażowanych w ludobójstwo lekarzach w Trzeciej Rzeszy, niemal natychmiast po ujawnieniu nadużyć w więzieniu Abu Ghraib zabrał głos na łamach „The Nation”. Lifton porównał zajścia w więzieniu Abu Ghraib do głośnej masakry wioski My Lai w Wietnamie. W obu wypadkach, twierdzi Lifton, żołnierze amerykańscy działali na terenie obcym kulturowo, niezrozumiałym i nieprzewidywalnym. Ta frustracja miała prowadzić w Abu Ghraib do stosowania szczególnie okrutnych metod przesłuchiwania. W sytuacji takiej u żołnierzy wytwarzał się szczególny rodzaj zaburzeń dysocjacyjnych, w wyniku którego wyłoniło się drugie Ja – brutalne, gotowe do nadużywania władzy i do przemocy fizycznej. Zdaniem Liftona żołnierze jednocześnie byli sympatycznymi kolegami i przykładnymi mężami, a z drugiej strony – nieludzkimi oprawcami irackich więźniów. Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy psychiatra obarczył architektów wojny w Iraku, którzy stworzyli warunki do wyłonienia się brutalnego Ja u zupełnie normalnych żołnierzy.
Na „normalność” sprawców tortur w Abu Ghraib wskazywała też analiza Susan Fiske z Uniwersytetu Princeton i jej doktorantek: Lasany Harris i Amy Cuddy, którą pod koniec 2004 roku ogłosił renomowany miesięcznik „Science”. Strażnicy z Abu Ghraib doświadczali życia w ciągłym ryzyku, w trudnym klimacie, wykonując zadanie, do którego byli zupełnie nieprzygotowani. Te warunki, zdaniem Fiske i współpracowników – są odpowiedzialne za nadużycia w irackim więzieniu. Gdy ofiara jawi się nam jako słabsza, gorsza i brudna, prawdopodobieństwo agresji jest znacznie większe. Późniejsze badania Fiske i Harris wykazały, że gdy mamy do czynienia z osobami wywołującymi nasze obrzydzenie (jak narkomani, więźniowie czy bezdomni), nie aktywizuje się kora przyśrodkowo-przedczołowa (mPFC), odpowiedzialna za to, że widzimy w kimś człowieka.

Dobrzy nasi, tamci źli


Drugi problem psychologiczny związany z ośrodkami przetrzymywania ludzi oskarżonych o terroryzm, to kwestia zbiorowej odpowiedzialności narodów, których demokratycznie wybrane rządy budują i utrzymują tego typu więzienia. Albert Bandura pisał kiedyś o moralnym odłączaniu się od ofiar, czyli o szeregu strategii banalizujących zło, którego jesteśmy sprawcami. W niedawnych badaniach Emanuele Castano oraz Roger Giner-Sorolla z Uniwersytetu w Kent wykazali, że gdy dowiadujemy się o zbrodniach dokonanych przez członków naszej grupy, wówczas staramy się subiektywnie zdehumanizować ofiary. Czym jednak jest owa dehumanizacja? Wiadomo, że istnieją emocje właściwe wyłącznie ludziom, tzw. emocje wtórne, takie jak miłość, nostalgia czy melancholia. Zwierzęta takich emocji nie potrafią odczuwać. Istnieją też emocje pierwotne: lęk, przywiązanie czy gniew, które przeżywać mogą zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Badania psychologiczne dowodzą, że łatwiej dostrzegamy emocje wtórne wśród członków własnego narodu aniżeli wśród obcokrajowców. Czujemy się zatem bardziej ‘ludzcy’ od innych grup. Castano i Giner-Sorolla stwierdzili wręcz, że gdy ludzie dowiadują się o niegodnych zachowaniach grupy własnej wobec grupy obcej, wówczas jeszcze rzadziej są skłonni przypisywać grupie obcej zdolność do przeżywania emocji wtórnych, czyli typ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy