Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

5 lipca 2016

Geografia istnienia

0 237

Dla jednych świat jest linią, dla innych kołem. Pierwsi chcą być lepsi od wszystkich, drudzy dopasowują się do ludzi i dbają, by zachować twarz. Ludzie na świecie nie tylko mówią różnymi językami, ale mają odmienne wyobrażenie o sobie, innych, sukcesie i szczęściu - wyjaśnia prof. Paweł Boski.

DOROTA KRZEMIONKA: – Czym jest kultura? Po co powstała? Czy jest, jak twierdził Freud, sposobem na ujarzmienie naszej natury, projekcją naszych konfliktów i źródłem cierpień?
PAWEŁ BOSKI:
– W ujęciu materialistycznym kultura jest sposobem na życie. Stanowi otoczkę natury, jej przetworzenie, wyrażające się w tym, co jemy, w co się ubieramy. Ta otoczka stopniowo słabnie, bo uniezależniamy się od nisz przyrodniczych, w których żyjemy. Np. współcześnie możemy jeść produkty z całego świata. Nie jesteśmy też – jak nasi przodkowie – skazani na życie w niszy, w której przyszliśmy na świat. Inne podejście – idealistyczne – przyjmuje, że kultura jest, jak pisał Zygmunt Bauman, „sposobem na śmierć”. Pozwala uporać się z podstawowym egzystencjalnym problemem śmierci i przez to nadać sens naszemu życiu. Studentom mówię, że kultura to proces rzeźbienia człowieka czy też nadawanie istocie człekokształtnej postaci człowieka. Częścią tego procesu jest kontrolowanie swojej biologii. Zaczyna się od treningu czystości. Potem pojawiają się kolejne wymogi. Dzięki temu uczymy się też samokontroli. Nie „żremy” jak zwierzęta. Nie wrzeszczymy na kogoś. Takie kulturowe uczłowieczanie wcale nie musi być źródłem cierpień.

Najlepiej przebadane są różnice między dwoma obszarami kulturowymi: Dalekim Wschodem i Zachodem, kulturą kolektywistyczną i indywidualistyczną. Okazuje się, że Chińczyk i Amerykanin żyją w dwóch różnych światach.

– Tak jest w istocie. Amerykanin lub zachodni Europejczyk istnieje w świecie rzeczy odrębnych, rzeczowników i obiektów. Natomiast Chińczyk lub Koreańczyk żyje w świecie ciągłych materii, czasowników i relacji. Oni odmiennie konstruują świat. Psycholog poznawczy Richard Nisbett w książce pt. Geografia myśli opisuje,
jak jego student z Chin, Kaiping Peng, któregoś dnia stwierdził: „Różnica między tobą a mną polega na tym, że dla mnie świat jest kołem, a dla ciebie linią. Chińczycy wierzą, że wszystko nieustannie się zmienia, ale zawsze wraca do wcześniejszego stanu”. Do tego spotkania Nisbett zakładał, że wszyscy ludzie postrzegają świat i myślą w ten sam sposób. Jego późniejsze badania potwierdziły, że rzeczywiście istnieją odmienne sposoby rozumienia świata, rozwijane przez tysiąclecia. Różni je wymiar całościowego bądź analitycznego ujmowania rzeczywistości. Dla mieszkańców Zachodu świat jest prostszy, izolują obiekty i rozpatrują ich właściwości. Ludzie Wschodu ujmują rzeczywistość w kontekście, nie są w stanie zrozumieć części bez zrozumienia całości. Ci pierwsi wyczuleni są na logikę wywodu i niesprzeczność argumentów. Drudzy potrafią łączyć sprzeczności. Wolą przysłowia paradoksalne, na przykład „Strzeż się przyjaciół, nie wrogów”, niż analityczne, takie jak „Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”. A w przypadku konfliktu zamiast spierać się o racje albo wypośrodkowywać różnicę zdań, kierują się zasadą, że prawda leży pośrodku.

Polacy też lubią paradoksalne przysłowia, aforyzmy czy powiedzonka, np. te Lecha Wałęsy.
– To prawda, jesteśmy wyczuleni na paradoksy, bawimy się nimi. Nie wydaje mi się jednak, żeby dalekowschodnie preferencje dla paradoksów miały, jak u nas, charakter zabawowy. Oni konstatują, że świat jest pełen paradoksów i sprzeczności, ponieważ jest w ciągłym ruchu, wciąż się zmienia.

W tym ruchomym świecie obowiązują inne reguły. Uniwersalne – jak się wydawało – prawa, zbadane przez psychologię amerykańską, tam nie działają...
– Jednym z takich uniwersalnych zdawałoby się efektów jest dysonans poznawczy, opisany w teorii Leona Festingera. Jego teoria nawiązuje do logiki formalnej Arystotelesa. Jeśli mamy dwa twierdzenia na temat siebie czy kogoś innego i są one wzajemnie sprzeczne, to na Zachodzie budzi to niepokój i dyskomfort. Nie godzimy się na niezgodność. I dążymy do tego, by szybko przywrócić stan zgodności, falsyfikując jedną z wiadomości. Na Dalekim Wschodzie można jednocześnie być A i nieA. Czasami coś jest A, a czasami nieA: sprzeczności współistnieją. Czasami mówimy jedno, myślimy coś innego, a zachowujemy się jeszcze inaczej. Według ludzi z Dalekiego Wschodu zachowanie jest wyznaczone sytuacyjnie. Co za tym idzie, nie oczekują od siebie i od innych zgodności. Dla nich oczekiwaniem i wartością jest nie spójność, lecz harmonia, dopasowanie się do świata i dobre z nim relacje. Świat mniej ich zaskakuje, niezgodność z oczekiwaniami jest mniejsza, bo i oczekiwania nie są jednoznaczne.

Dopasowując się do świata, inaczej myślimy o sobie. Inne jest „ja” – w kulturze kolektywistycznej nie jest ono tak hołubione jak w indywidualistycznej.
– Jest polerowane przez reguły i wartości, którym każdy musi się podporządkować. Zamiast zachodniego prawa do samorealizacji, obowiązuje zasada samokultywacji i harmonijnego dopasowania. Hazel Markus, psycholog społeczny ze Stanford University, i Shinobu Kitayama z University of Michigan zbadali dwa sposoby bycia „ja”: „ja niezależne”, powszechne w kulturach indywidualistycznych, i „ja współzależne”, charakterystyczne dla kultur kolektywistycznych. To pierwsze jest wyodrębnione i posiada stałe właściwości. To drugie jest określane poprzez role i relacje, zależne od kontekstu. Jak dowiódł Stanley Cousins, o ile Amerykanin powie o sobie, że jest pracowity albo wesoły, to Japończyk potrafi określić siebie jedynie w kontekście. Powie, że jest pracowity w firmie, a wesoły z kolegami. Sytuacyjna zmienność cech u Azjatów sprawia, że ich „ja” jest mniej spójne niż u Amerykanów. Wskaźnikiem kulturowego indywidualizmu jest możność pominięcia zaimka ja jako podmiotu mówiącego: języki zachodnioeuropejskie nie zezwalają na takie pominięcie; w językach słowiańskich i wielu innych można, a nawet wypada go pominąć. W kulturze anglosaskiej, będącej kolebką indywidualizmu, zaimek ja pisze się dużą literą. To wyraz niezwykłego wywyższenia „ja”, kuriozalnego wręcz egocentryzmu. W innych językach świadczyłoby to o zadufaniu i narcyzmie.

Azjaci uchodzą za niezwykle grzecznych...
– Często interpretuje się to jako potulność albo nieszczerość. Ja tego tak nie widzę. W relacji ze studentami z Dalekiego Wschodu odczuwam ich większy szacunek niż od polskich studentów, ale też są oni bardziej aktywni. Traktują mnie z atencją, ale jak partnera. Grzeczność wydaje się przeciwieństwem asertywności. W Polsce modne są treningi asertywności, przejęte z Zachodu. O grzeczności się nie mówi. Można rozróżnić grzeczność negatywną – gdy zwracamy uwagę na
to, by kogoś nie urazić, oraz grzeczność pozytywną – gdy dbamy, by zrobić komuś przyjemność. Gdy mówię „Czy byłabyś tak dobra, by pożyczyć mi tę książkę?”, to jest grzeczność negatywna. Pozytywna zaś jest wtedy, gdy powiem „Świetnie wyglądasz”. U nas ten rodzaj grzeczności rodzi podejrzliwość. W USA ważna jest grzeczność pozytywna – pochwalenie kogoś. Negatywna pojawia się rzadko, bo godzi w asertywność. Wschodnia grzeczność jest bardziej delikatna i służy temu, by zachować harmonię relacji.

Być może związane jest to z samooceną? Na Dalekim Wschodzie jest ona niższa...
– Szczególnie u Japończyków poczucie własnej wartości jest dramatycznie niskie. W krajach zachodnich zdecydowana większość, bo aż 93 procent badanych uzyskuje w mierzącej samoocenę skali SES Rosenberga wyniki powyżej środka skali. Natomiast u Japończyków wyniki są zbliżone do rozkładu normalnego, skupiają się wokół środka skali. Japońskie powiedzenie mówi: Gwóźdź, który wystaje, będzie wbity. „Ja”, które dąży do wyrastania ponad innych, jest jak gwóźdź, o który można sobie poharatać nogę. Nie można wystawać. W tej kulturze ktoś, kto jak Amerykanin rywalizowałby z innymi i promował siebie, nie licząc się z odczuciami innych, nie znalazłby dla siebie miejsca. Co nie znaczy, że Japończycy oceniają się źle; sądzą, że są OK, w normie. A norma to większość.

Czy to znaczy, że na Dalekim Wschodzie ludzie nie zabiegają o dobre mniemanie o sobie, nie dział
...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy