Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp

6 lipca 2021

NR 8 (Sierpień 2021)

Gdy ona się wzrusza, a on wzrusza ramionami

0 625

Dla niej za głośno, dla niego całkiem cicho, ona płacze na reklamach, on nie zwraca na nie uwagi. Albo odwrotnie – to on ścisza, kiedy ona chciałaby głośniej, on się wzrusza, a ona wzrusza ramionami. Jak nawigować złożoną rzeczywistością, gdy różnimy się wrażliwością? Jak dbać o siebie, kiedy czujemy bardziej?

W minionym roku – roku tak dziwnym, że aż doczekał się ksywy ZOZO – odkrywałam co rusz, jak wiele fajnych rzeczy składało się na moją przedpandemiczną codzienność. Na czołowych miejscach długiej listy tego, za czym – jak się okazało – tęskniłam, były nie tylko spotkania z przyjaciółmi i rodziną, ale też niezakryte twarze obcych ludzi, podróże i pokoje hotelowe. No i oczywiście – knajpy! Na mało co czekałam tak bardzo, jak na otwarcie kawiarnianych ogródków i gwar ludzkich głosów. Kiedy pierwszy raz po tak długiej przerwie usiadłam w takim ogródku, poczułam, że coś wróciło na swoje miejsce. Prawie wszystkie stoliki były zajęte, poza jednym, tuż koło mojego – ale już po minucie usiadła przy nim para i z gwaru wyłowiłam ich głosy. Strasznie głośno – powiedziała ona. Nie, dlaczego? – nie zgodził się on. Muzykę za głośno puszczają – uparła się. Ja prawie nie słyszę – uparł się i on. Masakra! – powtórzyła. No co ty – powiedział on i było jasne, że ta ostatnia wymiana piłek kończy ten krótki mecz. Po chwili kątem oka zobaczyłam jeszcze, że kiedy on wystawia twarz do słońca, ona wkłada ciemne okulary.
Zaczęłam to oczywiście młócić w głowie (być może inni psychologowie i psycholożki umieją zatrzymać tę wszystko analizującą maszynkę, ja ciągle jeszcze nie umiem i w gruncie rzeczy wątpię, żebym kiedyś miała się nauczyć). Mimika mojej kawiarnianej sąsiadki była miękka, żywa, mimika jej partnera – jakby bardziej twarda i bardziej skąpa. Miałam pewność, że przez chwilę jestem sąsiadką pary, w której kobieta to osoba wysoko wrażliwa, a facet – przeciętnie wrażliwy. I takich par – pomyślałam sobie – zaprzęgając do roboty swoje kulejące moce matematyczne – jest w Polsce dobrych parę milionów, no bo jeśli wysoko wrażliwych jest 15–20% i dwoje na troje wejdą w związek z osobą nie WWO to…

Zamiast autokorekty – szacunek dla siebie

Po pierwsze, wierzę, że warto uszanować swoją wysoko wrażliwą kondycję. Ale łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Nawet jeśli teoretycznie nie mamy nic przeciwko swojej wysokiej wrażliwości, w praktyce po latach albo dziesięcioleciach, kiedy to człowiek nasłuchał się o tym, że „przesadza”, „wydziwia”, „histeryzuje”, „przekombinowuje”, „niepotrzebnie przeżywa” albo w najbardziej łagodnym wydaniu – jest „nadwrażliwy”, kiedy się tych określeń nazbiera spory worek, nie tak łatwo opowiedzieć sobie inną historię. Ta inna historia – historia o wysokiej wrażliwości, a nie nadwrażliwości – byłaby historią o pewnego rodzaju oprogramowaniu obadanemu przez neurologów i psychologów.
Elaine Aron, autorka kluczowej książki Wysoko wrażliwi, podsumowała tę kondycję, mówiąc o czterech elementach: głębi przetwarzania, uleganiu przebodźcowaniu, reaktywności emocjonalnej i empatii, a wreszcie – uwrażliwieniu zmysłowym. Moja kawiarniana sąsiadka uznała muzykę za zbyt głośną, ponieważ naprawdę słyszała ją jako głośniejszą niż jej partner.
Odnalazłszy się w tym opisie (można się upewnić, robiąc jakikolwiek test online), stajemy na rozdrożu: kłócić się z tym czy uszanować to w sobie? Wkurzać się na siebie samego czy zastanowić się, jak zadbać o swoją codzienność – teraz, kiedy mam już ramę teoretyczną i nazwę na to, co do tej pory było dla mnie samej pewną enigmą?
W moim doświadczeniu zgoda na siebie samego i szacunek dla swojej osobowości, w tym osobliwości, nie jest aktem jednorazowej decyzji, a raczej codzienną, często żmudną praktyką, będącą też drogą powrotną do siebie, odwróceniem wieloletniego nawykowego przykrawania siebie do jakiejś niepisanej normy. A jednak jeśli nie podejmiemy tej pracy i nie uszanujemy siebie – i w wymiarze wysokiej wrażliwości i w innych wymiarach – spędzimy życie na przykrych dla nas samych i w gruncie rzeczy nikomu niepotrzebnych autokorektach, a doświadczenie naszej codzienności będzie podobne do uczestniczenia w lekcji przedmiotu, którego najbardziej nie lubiliśmy.

CZTERY ELEMENTY WYSOKIEJ WRAŻLIWOŚCI WEDŁUG ELAINE ARON:

  • głębia przetwarzania – wysoko wrażliwi przetwarzają informacje płynące z otoczenia głębiej niż przeciętnie wrażliwi i szukają znaczeń,
  • uleganie przebodźcowaniu – ponieważ na wysoko wrażliwych bodźce oddziałują mocniej i ulegają głębszemu niż u innych przetwarzaniu, łatwiej dochodzi do przesytu bodźcami,
  • reaktywność emocjonalna i empatia – na poziomie neurologicznym oznacza wzmożoną aktywność tak zwanych neuronów lustrzanych, ale na poziomie codzienności sprawia, że wysoko wrażliwi często czują cudze emocje tak, jakby były ich własnymi,
  • uwrażliwienie zmysłowe – zapachy, smaki, dźwięki, obrazy, dotyk – to wszystko, co odbieramy zmysłami, oddziałuje na osobę wysoko wrażliwą mocniej niż na innych. 


Jak opieka nad niemowlakiem?

W codziennej praktyce szanowania swojej wysokiej wrażliwości bardzo przydała mi się metafora użyta przez Elaine Aron, która porównała sytuację wysokiej wrażliwości do stałej opieki nad niemowlakiem. Nie oznacza to, że jako osoby wysoko wrażliwe jesteśmy niemowlakami, ale że stajemy przed ważnym zadaniem, jakim jest szczególny rodzaj dbania o siebie samego czy siebie samą. Nie chodzi o nadopiekuńczość, nie chodzi też o ignorowanie tej kruchej wewnętrznej struktury. Dbam o nią, kiedy kilka razy dziennie pytam siebie, czego potrzebuję, kiedy przerywam pisanie tekstu, żeby popatrzeć na tańczące za oknem liście winobluszczu czy zrobić sobie minutowy masaż głowy. Robię to, kiedy ściszam reklamy w radio, kiedy wchodzę wieczorem do wanny w prawie całkiem ciemnej łazience, zostawiając tylko malutkie światło. Gdybym nie praktykowała szacunku dla swojej wysokiej wrażliwości, sama moja świadomość niczego by nie wniosła, bo świadomość bez praktyki jest martwa.
Czuję, że praktyka szanowania własnej wysokiej wrażliwości jest koniecznym warunkiem, żeby stanąć do pewnego rodzaju negocjacji ze światem, szczególnie z naszym partnerem czy partnerką. To drugie zadanie. Celem tych negocjacji jest zawarcie jakiegoś rodzaju przymierza opartego na wzajemnym szacunku. Nie da się tego przymierza zawrzeć, jeśli najpierw nie powiemy partnerowi, czego chcemy i czego potrzebujemy. Ja tak mam – ten komunikat, wypowiedziany spokojnie, bez złości i bez rozżalenia, poza kłótnią, wydaje mi się kluczowy. Na poziomie technicznym oznacza pewną odmianę komunikatów JA, tych samych, co to naoglądaliśmy się na różnych slajdach i flipchartach w salach szkoleniowych. O ile klasycznie w komunikacie JA mówimy, jakie zachowanie drugiej strony powoduje naszą konkretną reakcję, tak tutaj bardziej adekwatny wydaje się opis sytuacji i naszej na nią reakcji. Dajemy naszemu partnerowi czy partnerce pewnego rodzaju przewodnik po nas samych; bez tego przewodnika prawdopodobnie osuną się w jakąś formę oceny, tak jak i my osuwaliśmy się w tę ocenę w stosunku do siebie samych. Kiedy lecą te głośne re...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy