Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

FAKTY NIEAUTENTYCZNE Z ŻYCIA WILKOMIRSKIEGO

94

O Szwajcarze, który postanowił zostać Żydem ocalałym z Zagłady – pisze Andrzej Tyszczyk.

Świat poznał Beniamina Wilkomirskiego w 1995 roku, kiedy w Szwajcarii wydano jego książkę pt. „Bruchstucke: aus einer Kindheit 1939-1948”. Przetłumaczona wkrótce na angielski („Fragments: memories of wartime childhood” – 1996), spotkała się z wielkim zainteresowaniem, przynosząc autorowi sławę i sukces. „Fragmenty” to rekonstrukcja okrutnego i bolesnego dzieciństwa autora – ocalałego z Zagłady żydowskiego dziecka z Rygi. Jest to więc tekst o wadze dokumentu, świadectwo tragicznych czasów, oceniony wysoko także pod względem literackim.

Wędrówka małego dziecka przez świat nie-boskiej komedii, świat ogarnięty nieludzkim pragnieniem mordu i okrucieństwa to zasadniczy temat fragmentarycznych wspomnień Wilkomirskiego. Nie oszczędzono mu niczego, prócz życia. Jako trzyletnie dziecko był świadkiem pogromu w Rydze, doświadczył tułaczki i strasznych warunków ukrywania się, stracił rodziców i całą rodzinę. Trafił do obozu na Majdanku, a następnie do Oświęcimia. W obu tych miejscach był świadkiem niewyobrażalnych cierpień i bestialstwa, które opisuje w sposób przejmujący i budzący grozę.

Po wojnie trafił do krakowskiego domu dla dzieci żydowskich ocalałych z Zagłady. W akcję przywracania ich do normalnego życia włącza się Szwajcaria. Jako kraj niedotknięty wojną i zamożny, wyspa pośród zgliszcz Europy, przygarnia wiele z tych sierot, oferując im życie w dostatku i zapomnienie przeklętego dzieciństwa. Wilkomirski zostaje adoptowany przez bogatą rodzinę szwajcarskiego farmaceuty. Ma nowy dom, rodziców, nowe nazwisko, otrzymuje staranne wykształcenie, w końcu wysoki spadek. Nikt nie podejrzewa nawet, że jest ?ydem ocalałym z Zagłady. I on sam o tym zapomina.
Przebudzenie pamięci następuje późno, prawie pięćdziesiąt lat po bolesnych przeżyciach. Praca nad rekonstrukcją dzieciństwa staje się wydarzeniem traumatycznym.

Po publikacji książki zbliża się do społeczności ocalałych ofiar. Jeździ. Jest w Izraelu i w Stanach Zjednoczonych, odwiedza Rygę, Lublin i Oświęcim. Towarzyszy mu psychoterapeuta. Wszędzie w środowiskach ofiar Zagłady przyjmowany jest niezwykle serdecznie, wręcz z entuzjazmem. Dużo opowiada. A czyni to w sposób przejmujący, bardzo emocjonalny, nawet egzaltowany, jakby pozbywał się męczącego go przez lata niemego koszmaru. W Izraelu zostaje po raz drugi adoptowany. Tym razem przez człowieka, który podczas wojny stracił rodzonego syna i który jest rabinem.

Po paru latach „triumfu” Wilkomirskiego nad strasznymi doświadczeniami dzieciństwa, w jego życie wkracza Stefan Machler, izraelski dziennikarz, który przejął się książką Wilkomirskiego, ale nie dał jej wiary. „Fragmenty” wydały się mu zbyt naturalistyczne w opisie, przesadne w mnożeniu drobiazgowych scen okrucieństwa, jak gdyby potęgująca się liczba szczegółów i kolejnych przeżyć miała zastąpić samo doświadczenie obecności. Wydało mu się, że autor relacjonuje nie swoje, lecz cudze przeżycia, w których sam nie brał udziału, być może poznane za pośrednictwem literatury, filmu i dokumentów. Wchodzi tu też w grę kategoria prawdopodobieństwa. Czy małe dziecko mogło przeżyć tak rozbudowany ciąg śmiertelnych zagrożeń, zdane tylko na siebie: pogrom w Rydze, śmierć rodziców, tułaczkę, Majdanek, Oświęcim, eksperymenty dr. Mengele...? Prawdopodobieństwo literackie rządzi się innymi prawami niż faktografia. Tekst Wilkomirskiego byłżeby więc fikcją literacką?

Przeprowadzone przez Machlera śledztwo dziennikarskie (Wilkomirski affair) przeszło wszelkie oczekiwania. Sprawa Wilkomirskiego to wielopiętrowa mistyfikacja, fałszerstwo od A do Z. Fałszerstwem okazał się nie tylko opis wydarzeń dzieciństwa, ale i tożsamość autora. Został on wprawdzie faktycznie adoptowany przez małżeństwo bogatych Szwajcarów, jednak wcale nie jako dziecko żydowskie przybyłe z krakowskiego sierocińca, lecz dziecko z biednej rodziny szwajcarskiej, której członkowie żyją do dziś. Biografia Wilkomirskiego została podkopana u fundamentów. Nie jest ?ydem ocalałym z Zagłady. W ogóle nie jest ?ydem. Wojnę spędził w spokojnej Szwajcarii, a nie na Łotwie i w Polsce. Argumenty Machlera wydają się niepodważalne. Nie ma wątpliwości, że sprawa Wilkomirskiego to wielka mistyfikacja.

Film dokumentalny, który powstał przy okazji dziennikarskiego śledztwa, rejestruje zaskakującą reakcję środowisk ofiar Zagłady
na informacje i argumenty o fałszerstwie. Nikt z tego środowiska w fałszerstwo Wilkomirskiego nie wierzy. Może on pełnić i pełni dalej funkcję ofiary dzielącej się wspomnieniem traumatycznych doświadczeń, obdarzony nawet jeszcze większym zaufaniem. Przybrany żydowski ojciec nie wyrzeka się przybranego syna. Jedna z ofiar dr. Mengele rozpoznaje w Wilkomirskim współtowarzysza cierpień. Autor „Fragmentów” dalej opowiada z przejęciem historię swego dzieciństwa. Sprawia wrażenie człowieka, który wierzy w swoją prawdę.

Wyrachowane oszustwo czy przypadek psychiatryczny? Dlaczego autentyczne ofiary nie przyjmują do wiadomości faktu mistyfikacji? Być może odkrywa się tu, w przypadku Wilkomirskiego, jakaś wynaturzona, z pozoru mało zrozumiała „atrakcyjność” roli ofiary we współczesnym świecie?

Prezes gminy w warszawskim getcie, Adam Czerniaków, w swoim „Dzienniku” pod datą 28 V 1942 notuje, iż niejaki Izrael Płatek, dozorca wydalony za kradzież i nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych, ?yd pochodzący z Niemiec, zgłosił się do komisarza Auerswalda z planem „skutecznej walki z ?ydami, prowadzącej do ich całkowitego zniszczenia”. Paradoksalność tego zdarzenia jest w istocie tragiczna: oto ofiara chce przelicytować prześladowców w ich zbrodniczych planach, stać się nie tylko pomocnikiem kata, ale jego mózgiem, architektem planu zagłady. Czy Płatek grał, szukając w ten naiwny sposób ocalenia, czy może nastąpiło u niego jakieś szczególne utożsamienie z punktem widzenia prześladowców – tego nie wiemy.

Czy trzeba jednak przypominać tę ponurą prawdę, że świat, który potrzebuje sakralizujących gestów i słów wypowiadających historię ofiar, jest drugą stroną świata przemocy, jest tym samym światem. Wilkomirski i Płatek, każdy na swój sposób, próbują wyczuć jego wahnięcie, by nie stracić gruntu pod nogami i utrzymać równowagę. Ani Wilkomirski nie jest prawdziwą ofiarą, ani Płatek prawdziwym prześladowcą. Obaj stanowią zaledwie karykaturę dwóch stron rzeczywistości, do której pragną się dopasować. Prawdziwe ofiary, jeśli przeżyły furię prawdziwych prześladowców, milczą, bowiem to co przeżyły, pozbawiło je chęci i możliwości opowiadania. Dlatego na wagę złota są ci, którzy potrafią swymi opowieściami podtrzymać ofiarniczą egzaltację i żywą pamięć o martwych i niemych ofiarach. Nawet jeśli kłamią o sobie, to przecież wypowiadają prawdę o innych. Być może stąd ten opór przed uznaniem Wilkomirskiego za oszusta.
Mistyfikacje literackie znane są dobrze historii literatury. Mają poniekąd coś wspólnego z fałszerstwami sztuki. „Sztuka fałszerzy” – by użyć określenia Franka Arnau – stanowi drugą, niejawną stronę sztuki artystów, poetów czy filozofów, z równoległą do niej historią, własnymi mistrzami i „arcydziełami” oraz własną tandetą i miernotą. Wbrew pozorom, w dziejach „sztuki fałszerzy” motywacje merkantylne wcale nie stoją na pierwszym miejscu, a już na pewno nie mają pierwszorzędnego znaczenia w mistyfikacjach literackich, choć im towarzyszą. Bardziej stoją za nimi ambicje związane nierzadko z niemożliwymi do zrealizowania pragnieniami czy to dorównania oficjalnym mistrzom, czy to dokonania wielkiego odkrycia. Tak było przecież z „Pieśniami” Osjana Jamesa Macphersona, które zyskiwały niewiarygodną popularność, a ich „odkrywca” sławę i pieniądze. Gdy mistyfikacja wyszła na jaw, wywołała głośny na całą Europę skandal. Co znamienne, nie podważył on, bynajmniej, literackiej wartości samego poematu. Przeciwnie, dopiero odkrycie oszustwa ujawniło drzemiące w tym dziele nowe idee estetyczne.

Zjawisko wprowadzania czytelnika w błąd dobrze znane jest literaturze i nie ogranicza się tylko do przykładów zamierzonego oszustwa. Inaczej wygląda sprawa w przypadku paraliterackich form wypowiedzi, jak dziennik lub pamiętnik. Nie istnieją tu zabezpieczenia w postaci z góry zakładanej literackiej konwencji tekstu, obejmującej całość tekstu modalnością fikcji. Przeciwnie, fikcja w tego typu wypowiedziach może gościć jedynie na prawach wyjątku. Niezbędnymi elementami są natomiast: opis prawdziwych wydarzeń oraz uczestnictwo w nich. Mistyfikacja w takim wypadku polega najczęściej na wpisaniu w prawdziwe tło faktograficzne fikcyjnej obecności.

Mechanizm tekstowej mistyfikacji Wilkomirskiego jest podobny. W prawdziwe tło faktograficzne wpisana zostaje fikcyjna obecność autora. Jednakże autor wpadł w pułapkę dość częstą w przypadku fałszerstw. Przekroczył pewną miarę, ponad którą prawdopodobieństwo staje się sygnałem niewiarygodności, odkrywając swój literacki i fikcyjny charakter. Intensyfikując opisy doznawanych okrucieństw, mnożąc liczbę miejsc i tragicznych zdarzeń, w których uczestniczył, za każdym razem wychodząc z nich cało, stworzył mimo woli sugestię historii literackiej, popadł – innymi słowy – w logikę prawdopodobieństwa zdarzeń fabularnych, które nie jest tym samym, co prawdopodobieństwo życiowe.

Odkryte fałszerstwo zmieniło tożsamościowy status „Fragmentów”. Wiemy już, że nie jest to dokument, lecz fikcja literacka – i jako taka najprawdopodobniej pozostanie w historii literatury i literackich mistyfikacji, stanowiąc zarazem świadectwo niejasnej motywacji, która skłoniła autora, by poddać swój życiorys, a być może całe własne istn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy