Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

4 października 2016

Emocje na logikę

70

Lubimy myśleć, że działamy logicznie, że podejmujemy uzasadnione decyzje i trafnie oceniamy sytuację. Dlaczego zatem tak łatwo dajemy się uwieść impulsom i urokom chwili?

Żyjemy w świecie, który teoretycznie hołduje rozumowi. Planujemy, opracowujemy strategie, kreujemy porządek, który – chcemy wierzyć – wprowadza w nasze życie element logiki. Projektujemy swój rozwój, swoją karierę, swoje życie. Potrafimy uzasadnić wiele wyborów, tych ogromnej wagi, życiowych, i tych mniejszych, w sklepach, na wyprzedażach. Wciąż racjonalizujemy – nic dziwnego, przecież człowiek ponoć tym różni się od zwierzęcia, że ma rozum.

POLECAMY

To twierdzenie ma w naszej kulturze status obiegowego. Nikt – abstrahując od tego, czy w istocie jest trafne – szczególnie się nad nim nie zastanawia. Utarło się, że jest trafne; to wystarczy. W historii zakorzeniło się ono bardzo głęboko. Najpełniej, zdaje się, rozkwitło owo przekonanie w dobie oświecenia, które rozum człowieczy hołubiło i czciło jak żadna inna epoka. Stało się to m.in. za sprawą Adama Smitha, ojca współczesnej ekonomii, który w centrum swoich koncepcji umieścił homo oeconomicusa, istotę w pełni racjonalną, dokonującą życiowych wyborów z głęboką świadomością swoich potrzeb, naturalnie tylko tych rzeczywistych. Bo potrzeb wykreowanych przez rynek nikt jeszcze wówczas nie potrafił sobie wyobrazić w takim stopniu, jak ma to miejsce obecnie.

Lepiej czuć źle niż wcale?
Koncepcja homo oeconomicusa, stworzenia głuchego na podszepty serca i namiętności, mimo swoich ewidentnych wad i uproszczeń trafiła na podatny grunt. Na tyle podatny, że do dziś wierzymy, iż człowieczeństwo, jego sens, zasadza się na umiejętności pohamowania emocjonalnych, zwierzęcych – chciałoby się rzec – impulsów.

Na owym kryształowym obrazie już od jakiegoś czasu pojawiały się mniejsze i większe pęknięcia i rysy. António Damásio, jeden z czołowych neuro[-]psychologów, przekonuje, że emocje to konstytutywny stan umysłu, jedna z podstawowych melodii w jego polifonii, że są one nieusuwalnym, towarzyszącym nam w każdej chwili komponentem. Depresja, choroba wywołująca niebywałe spustoszenie duszy, bierze się wszak nie z dojmującego smutku, ale właśnie z niezdolności do odczuwania jakichkolwiek emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. To emocje motywują nas do działania. Brak emocji to brak chęci, woli zrobienia czegokolwiek. Dlatego m.in. osoby pogrążone w depresji nie potrafią przemóc się, by choćby wstać z łóżka. W leżeniu cały dzień nie widzą ani nic dobrego, ani złego.

Choć roli emocji w podejmowaniu decyzji nikt z odrobiną wiedzy psychologicznej, ale i życiowego doświadczenia, nie kwestionuje, nadal wielu skłonnych jest przypuszczać, że jeśli się tylko chce i jeśli się człowiek dobrze skupi i zastanowi, to emocjonalne podszepty, myślowe skróty, ogólniki i heurystyki da się stosownie wyciszyć, w wyniku czego odpowiedź na dany problem wynajdzie się z pomocą nieomal zupełnie czystego, Kantowskiego – chciałoby się rzec – rozumu. Nic bardziej błędnego.

Co pije krowa?
Daniel Kahneman, psycholog, laureat Nagrody Nobla z ekonomii, w książce Pułapki myślenia konsekwentnie obnaża kuriozalne pomyłki, do jakich zdolny jest ludzki umysł. Kahneman tłumaczy, że mamy na swój użytek dwa systemy operacyjne. Pierwszy przetwarza informacje szybko, emocjonalnie, pod wpływem impulsu, skojarzeniowo, z użyciem dobrze przetartych, pamięciowych ścieżek. Dwa razy dwa? Cztery – rzucamy bez zastanowienia. Ale czy jest to odpowiedź będąca wynikiem faktycznych działań arytmetycznych? Nie, to rezultat znajomości tabliczki mnożenia, skojarzenia jednej z całego zestawu wyuczonych odpowiedzi, które gotowi jesteśmy recytować nawet wyrwani z głębokiego snu.
Odpowiedzi tego typu udzielane są bezrefleksyjnie. Na podobnej zasadzie wielu, gdy nie da się im chwili zastanowienia, na pytanie „co pije krowa?” – odpowiada „mleko”. Jest to odpowiedź automatycznie kojarząca się ze słowem „krowa”, ale czy tym samym właściwa?

Na szczęście jest jeszcze drugi system – powolny, analizujący wszystko rzetelnie i skrupulatnie. 21 x 375 = ? Dzięki niemu po długich obliczeniach padnie odpowiedź: 7875. Na pytanie „co pije krowa” – odpowiemy „wodę”. To w tym systemie pomieszkuje Smithowski homo oeconomicus.

Kogo bardziej boli?
Problem w tym, że system drugi, choć jest twórcą całej współczesnej nauki, choć stoi u podstaw techniki i inżynierii, w starciu z systemem pierwszym wciąż ponosi porażki. Choćbyśmy bardzo się starali, nasz umysł jest stale otwarty na podszepty emocji, lubi myśleć na skróty, uwielbia karmić się stereotypami, wyciągać pozorne wnioski.
Kahneman opisuje przypadek dwóch pacjentów, którzy mieli zostać poddani bolesnemu badaniu kolonoskopem. Pierwszego badano przez około pięć minut; odczuwał on bardzo gwałtowny ból, którego wartość oszacował, na skali od 1 do 10, na 8. To okropne doznanie ustało zresztą równie szybko, jak się zaczęło. Drugiego badano o wiele dłużej, bo aż 20 minut. Szczytowy moment bólu pacjent również ocenił bardzo wysoko, jednak – w odróżnieniu od pierwszego badania – ból nie kończył się tak szybko. Przez cały kwadrans jego natężenie spadało powoli, aż do zera.

Pytanie: który nacierpiał się bardziej? Drugi oczywiście. Teoretycznie. W praktyce obaj badani deklarowali coś zupełnie innego. Pierwszy pacjent swoje doświadczenie, choć znacznie krótsze, opisywał w kategoriach prawdziwej traumy, której nie chciałby przeżywać po raz kolejny. Drugi, choć cierpiał cztery razy dłużej, drugą połowę badania, gdy ból stopniowo ustępował, przyjął niemal z ulgą. Według niego cała procedura była... do zniesienia. Koncentrował się na wrażeniu zanikania bólu, i to było dla niego pewną nagrodą. Wnioski, które wyciągnęli obaj badani, poparte były tylko wrażeniem. Faktyczny rachunek zysków i strat, oparty na racjonalności, wypadał dokładnie odwrotnie, wbrew ich intuicjom.

Niestety, nie radzimy sobie nie tylko z podliczaniem zysków i strat, mamy również problemy z myśleniem przyczynowo-skutkowym. Nie od dziś wiadomo, że można znaleźć dowody na to, iż wraz ze zwiększeniem się populacji bocianów na danym terenie, zwiększa się przyrost naturalny wśród ludzi. Czy oznacza to, że bociany roznoszą noworodki? Oczywiście, że nie, a jednak podobnych logicznych absurdów i uogólnień nie jesteśmy w stanie ustrzec się w stosunku do nas samych. Z ogromną łatwością poddajemy się pierwszemu wrażeniu, czego ślady można odnaleźć w funkcjonujących stereotypach (na temat płci, mniejszości etnicznych, religijnych, narodowości, poglądów politycznych etc.) czy choćby w efekcie halo, kiedy to wybrana cecha (np. korzystny wygląd, miły ton głosu, większa ilość gotówki) sprawia, że w określonym świetle zaczynamy postrzegać wszystkie cechy i zachowania jednostki. Myślenie takie zdominowane jest przez aspekt emocjonalny, który...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy