Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

4 lipca 2016

Dźwiękowy odlot

39

Czasem słuchamy muzyki, by na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Niektórzy w tym celu sięgają po „cyfrowe narkotyki”, czyli specjalnie spreparowane dźwięki, które mają wywołać odmienne stany świadomości. Czy to bezpieczne?

Nasz mózg rozkoszuje się wszelkimi bodźcami. Potencjalnie każdy z nich może nam przynieść olbrzymią korzyść albo wyrządzić wielką szkodę. W ciągu dnia wszystkie zmysły są bezustannie wyczulone na to, co dzieje się wokół i wewnątrz nas. Dlatego stan ten, w przeciwieństwie do snu, nazywa się czuwaniem. Za najważniejszy ze zmysłów człowieka uznawany jest wzrok. Tuż za nim plasuje się słuch. Mózg polega na odgłosach z otoczenia, jak na niczym innym. Nagłe, głośne dźwięki mogą śmiertelnie przestraszyć, a naprawdę potężne uderzenia fal akustycznych – nawet zabić.

Ostatnio coraz głośniej (!) mówi się o „cyfrowych narkotykach”, czyli specjalnie spreparowanych i prezentowanych obuusznie sekwencjach dźwięków, które można kupić i ściągnąć z sieci (tzw. dosy). Mają one rzekomo wywierać silny efekt psychoaktywny: pobudzający, otumaniający, relaksujący czy też halucynogenny. Czy takie odgłosy mogą naprawdę wpływać na aktywność mózgu i zmieniać stan umysłu w takim stopniu, by można było je porównać do heroiny, alkoholu, kokainy czy marihuany? Na czym miałoby polegać ich działanie? Czy rzeczywiście są równie niebezpieczne jak prawdziwe narkotyki?

Toczące się dudnienie
„Dosy” (od ang. dose – czyli działka) to nic innego jak sekwencje dźwięków o ściśle określonych częstotliwościach, często odtwarzane na muzycznym (rytmicznym) tle lub z innym podkładem (odgłosy, szumy, mowa). Ich rzekome działanie ma się opierać na wykorzystaniu podawanych obuusznie tonów albo dudnień (ang. binaural beats).

Na czym polega specyfika obuusznej ekspozycji dźwięków? Krótko mówiąc, na pojedynczym doświadczeniu. Mózg i umysł są tak skonstruowane, że jeśli do jednego ucha dotrze dźwięk o określonej częstotliwości (czyli wysokości), na przykład 400 Hz, a do drugiego zbliżony, ale jednak odmienny pod względem wysokości, na przykład o częstotliwości 410 Hz, to w naszej głowie wybrzmi jeden pulsujący ton, a właściwie dudnienie o narastającej i opadającej amplitudzie (natężeniu) z częstotliwością równą różnicy częstotliwości obu dźwięków docierających do uszu. Odczujemy zatem wzrastający i opadający 10 razy na sekundę puls. Co więcej, jego źródło będzie się znajdować dosłownie w naszej głowie! Takie wrażenie powstanie jednak tylko przy stosunkowo niskich tonach (do 1000 Hz) i niewielkich różnicach ich wysokości (najlepiej nie więcej niż 35 Hz). Dzieje się tak przypuszczalnie dlatego, że neurony słuchowe generują potencjały czynnościowe z identyczną częstotliwością jak fale dźwiękowe docierające do uszu tylko w przypadku niższych dźwięków (przy wyższych po prostu nie nadążają za falą).

To jednak nie koniec akustycznych figli, które mogą nam spłatać nasze własne neurony. Mózg wykorzystuje informacje o niewielkich różnicach w przesunięciu faz dźwięku docierającego do obu uszu, by zlokalizować jego źródło. Jeśli jest ono dokładnie naprzeciwko nas, do obu uszu docierają tony niemal idealnie zgodne w fazie. Jeśli natomiast źródło znajduje się trochę z boku, ton docierający do ucha „dalszego” jest nieco przesunięty w fazie w stosunku do tego, który odbiera ucho „bliższe”. Informacje te są odczytywane przez neurony słuchowe i na tej podstawie mózg jest w stanie ocenić, gdzie dokładnie znajduje się źródło owego dźwięku.
Jeśli jednak uraczymy uszy dźwiękami różniącymi się minimalnie pod względem wysokości, niekiedy nawet ułamkami herców, w głowie nie wybrzmi zmienny w głośności puls dźwiękowy, tylko... dudnienie, przemieszczające się wewnątrz niej od jednego do drugiego ucha. Jest to samo w sobie dość niesamowite, „toczące się” doświadczenie słuchowe. Nie ma ono jednak nic wspólnego z efektami narkotycznymi.

Umiejętnie spreparowane oraz zaaplikowane poprzez słuchawki stereofoniczne pary bodźców dźwiękowych bez wątpienia wywołują określone doznania umysłowe. Cóż jednak z tego wynika? Niewiele. Niektórzy jednak sugerują, że „obuuszne dudnienie”, zwłaszcza to czysto pulsacyjne, a nie „przemieszczające się”, może zmieniać stan naszego umysłu i ciała.

Terapia dźwiękiem
Od dawna wiadomo, że muzyka ma niezwykłe działanie terapeutyczne i okazuje się pomocna w leczeniu szerokiego spektrum zaburzeń – od autyzmu i epilepsji, po jąkanie się. Czy takie działanie mogą mieć też pulsy o różnej częstotliwości wybrzmiewające w głowie?

Wyniki niektórych badań dowodzą, że wyładowania komórek nerwowych synchronizują się z częstotliwością dudnienia nie tylko w ośrodkach słuchowych, czyli w płacie skroniowym i ośrodkach podkorowych, ale też w wielu rejonach ciemieniowych i czołowych. Oznacza to, że określony rytm wyładowań neuronów kory, wywołany rozbrzmiewającym dudnieniem, może zacząć dominować w mózgu, który niejako dostraja swoją aktywność do subiektywnie odbieranej pulsacji. Skądinąd wiadomo, że rytmy częstotliwościowe neuronów mózgu zmieniają się w zależności od aktywności organizmu. Podczas czuwania dominuje rytm beta (w zakresie 13–30 Hz), w stanie relaksacji i senności – rytm alfa (8–13 Hz), z kolei dla faz snu głębokiego charakterystyczny jest rytm delt...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy