Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Dzieciństwo, życie-bycie...

0 375

Zanurzam się w otchłań pamięci, wydaje mi się, że potrafię powstrzymać to, co utracone, nieuchwytne; znieruchomieć. Jednakże towarzyszy tym powrotom świadomość, że tak naprawdę nie ma żadnego powrotu. Bowiem powrót taki jest także poszukiwaniem kryjówki w azylu, w kotlinie dzieciństwa, przed atakiem groźnej zewnętrzności, teraźniejszości, przed dźwiganiem trudu odpowiedzialności, wyboru między wartościami, przed ciężarem wolności. A wówczas powrót do dzieciństwa ma ożywić, dodać sił niby łyk wody ze świętego źródła.

Kiedy pokornie układam zdania o moim Bogu,
o świecie, o człowieku, w chwilach przerwy w pisaniu słyszę dźwięk miarowego tykania, marszu ściennego zegara. Czas mierzalny towarzyszy mi od urodzenia jako produkt nowożytnych cywilizacji, traktuję go jako coś oczywistego, jako fenomen naturalny, który przemierza szlak od przeszłości poprzez teraźniejszość ku przyszłości. Jednak, w tym miejscu muszę dodać, niemal naturalny. Bowiem jako istota ludzka, która wiele przeżyła, doznała, mam świadomość, że wciąż istnieją cywilizacje egzystujące poza czasem mechanicznie mierzalnym. Lubimy określać je jako zatrzymane w czasie dzieciństwo ludzkości, jako społeczności tradycyjne, archaiczne. Ich doznawany czas rozgałęzia się w różnych kierunkach, przyśpieszając bądź zwalniając, a jest to czas nocy i świtu, południa i zmierzchu, czas pór roku, czas narodzin i śmierci. Tam żywioły: powietrze, woda, ziemia i ogień, biorą udział w wielkiej przemianie lub kosmiczną przemianę uruchamiają. Byt jest przesiąknięty sacrum, na przekór naszej coraz bardziej świeckiej, pogrążającej się w profanum Europie.

Pogrąża nas w profanum nasze wychowanie, nauczanie, szkoła, których zadaniem jest skłonienie nas do opuszczenia łagodnej krainy dzieciństwa, a czyni to tradycja pozytywistycznego scjentyzmu. Mówi się: mieli dobrych nauczycieli, mistrzów godnych naśladowania, więc zachwyceni osobowością dostojnych profesorów rozwijają ich dziedzictwo, a zachodzi to na zasadzie sztafety pokoleń, w której nowa wiedza dorzucana jest do stosu dawnej wiedzy lub nizany jest na złotą nić kolejny paciorek wiedzy.

Przyznaję się, że osobiście żadnych mistrzów z krwi i kości nie napotkałem; byli, istnieli obok, wybrali innych uczniów. Pozostały mi doświadczenia życia-bycia, lektury, pozostały mi dzieła sztuki, samodzielny trud poszukiwań. Być może byłem dziecięciem krnąbrnym, nieposłusznym.

Socjolog Florian Znaniecki wyróżniał kategorię ludzi „dobrze wychowanych”, inteligentów, którzy starają się dołożyć kolejną cegiełkę do muru wiedzy. Jak się zdaje, nie cenił ich zbytnio, bowiem fascynowali go ludzie prawdziwie twórczy, których nazywał genialnymi zboczeńcami, o których wartościowe wychowanie powinno się zadbać, a których nie należy naginać do średniego, miernego poziomu.

Pamiętam z dzieciństwa sen: poruszałem się w tunelu w stronę okrągłego otworu bramy; przez sen czułem niepokój – za bramą czaiło się groźne niewiadome. Natknąłem się później na reprodukcję obrazu Hieronima Boscha „Wzniesienie do raju” (jednej z czterech „Wizji z tamtego świata”), na którym dusze wybrańców zmierzają wznoszącym się tunelem do nieba, ku światłu. Jednemu z błogosławionych duchów towarzyszy biały anioł. Skojarzyłem to natychmiast z obrazem z dziecięcego snu. Wrażenie bliskości było łudzące. Być może była to bliskość typu wyobraźni, mojej i mistrza Boscha, a być może bliskość wyobraźni wszystkich ludzi na całym świecie.

Epoka mojego dzieciństwa jawi mi się jako wieczne teraz, wieczne wakacje w rajskiej krainie łagodności i spokoju, jako stan bezgrzesznej niewinności. Dzieciństwo, nastrój letniego poranka, domu bez domowników, po którym krąży echo kroków, dom pełen świateł i cieni; widzę znane mi miejsca w małym miasteczku, zachwaszczone pustkowia z zarysami fundamentów po wypalonych podczas wielkiej wojny domach, dzikie zakątki dziecięcych zabaw: studnia w opuszczonym sadzie, na dnie której w biały dzień widać gwiazdy, huśtawka kołysząca się między dwiema brzozami; oto rów, graniczny rów, dzielący świat na stronę dobrą i tę groźną, bo nieznaną.

Zanurzam się w otchłań pamięci, wydaje mi się, że potrafię powstrzymać to, co utracone, nieuchwytne; znieruchomieć. Jednakże towarzyszy tym powrotom świadomość, że tak naprawdę nie ma żadnego powrotu. Bowiem powrót taki jest także poszukiwaniem kryjówki w azylu, w kotlinie dzieciństwa, przed atakiem groźnej zewnętrzności, teraźniejszości, przed dźwiganiem trudu odpowiedzialności, wyboru między wartościami, przed ciężarem wolności. A wówczas powrót do dzieciństwa ma ożywić, dodać sił niby łyk wody ze świętego źródła. Tak to też traktuje psychoanaliza Zygmunta Freuda, której jednym z motywów jest powrót jako terapia.

Zabawowe źródła kultury jako pierwszy opisał Johan Huizinga w pięknej książce „Homo ludens”. Zanurzyć się w wytworach kultury to odzyskać świeżość dziecięcych doznań i emocji, zafałszowanych naszą adaptacją do konwenansów świata dorosłych; w każdym z nas siedzi dziecko, tęskniące za utraconym dzieciństwem. Huizinga opisał wiele rodzajów gier i zabaw, w jakich bierzemy udział, lecz o dziwo nie zauważył bądź nie znalazł uznania dla pewnego rodzaju zabawy – zabawy, która polega na wprawianiu się w stan upojenia, oszołomienia, na przeżyciu ryzyka, pogrążeniu się w wirze zdarzeń, by zapomnieć o teraźniejszości. Czarny anioł z mego snu mówi mi, że powrót do dzieciństwa może także oznaczać chorobę. („Zupełnie jak dzieci, tylko wódka i dziwki, tylko wódka i dziwki” – jak głosi popularny żart).

Oświecenie było mimo wszystko wspaniałą epoką w dziejach, bliską myślowo naszej nowoczesności, aczkolwiek jej wiara we wszechmoc ludzkiego umysłu wydaje się naiwna. Nie bez racji twierdzi się, że utwory literackie mające za temat świat dzieciństwa, dojrzewania, młodości pozostają szczególnie żywe, a ich wartość opiera się destrukcyjnemu działaniu przemijania, które wiele słynnych niegdyś arcydzieł skazuje na niepamięć. Przy czym nie chodzi tu o powieści z kręgu edukacyjnego, pedagogiczne, owiane duchem oświecenia, takie jak „Emil” Rousseau, „Wilhelm Meister” Goethego, trylogie autobiograficzne Lwa Tołstoja bądź Maksyma Gorkiego czy utwory wpisujące się w pedagogiczny model literatury realizmu socjalistycznego. Sparodiował ten typ powieści Witold Gombrowicz w „Ferdydurke”.

Natomiast „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, powieść mojej XX-wiecznej młodości, próbuje, obiecuje odnaleźć czas utracony, a stanie się to pod warunkiem przyjęcia postawy twórczej, artystycznej. Podobnie proza Brunona Schulza wraz z jej ewokacją rajskiej krainy dzieciństwa.

Cóż nam po tych obiecankach, gdy jesteśmy dziećmi realnego socjalizmu, gdy dorastaliśmy w cieniu „czasów pogardy”, o czym traktują powieści „Kot i mysz” Güntera Grassa i „Dom nad rzeką Moskwą” Jurija Trifonowa. Lecz w tym miejscu próbuję rozwiać mity o raju dzieciństwa; owa mityczna kotlina dzieciństwa nabiera cech ambiwalencji, jak zresztą każda wartość z tego świata. Jakże często wybieramy ucieczkowy styl życia, pogrążanie się we śnie na jawie, we śnie, który jest bratem śmierci; pogrążanie się w niebycie, w zapomnieniu, które ma doprowadzić do osiągnięcia stanu wiecznego tu i teraz. Czyżbyśmy pragnęli przyjąć wegetatywny sposób bycia roślin, stan najbardziej archaiczny. Jak zauważył Henri Bergson, świat roślin trwa w wiecznym śnie; dopiero świat zwierząt zyskuje coś w rodzaju świadomości jawy i jaźni.

Fryderyk Nietzsche preferował sztukę dionizyjską, a jednocześnie mroczną, wprawiającą w oszołomienie, w rozpasanie emocji. Przeciwstawiał ją sztuce apolińskiej, sztuce klasycznej, umiaru, spokoju i ładu. Warto zaznaczyć, że utożsamienie się Nietzschego z bożkiem Dionizosem szło w parze z jego pogrążeniem się w obłęd, w schizofreniczny wybuch. Jeden ze swoich ostatnich listów podpisał: ja bóg Dionizos.

Nie bez racji twierdzi się, że sztuka, w tym literatura, zarówno jej tworzenie, jak i odbiór, ma jedno ze źródeł w cierpieniu, w nieszczęściu, w bólu, w chorobie. Stan twórczego upojenia pozwala zapomnieć o marnej codzienności, wyjść poza czas i uniknąć działania jego destrukcyjnej mocy.

Oto ludzie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy