Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Dzieci wracają ze świata

47

Mali Polacy, wracający do kraju po latach spędzonych za granicą czy nawet tam urodzeni, potrzebują czasu, żeby odnaleźć się w polskich realiach. Najbardziej mogą im pomóc nauczyciele - uważa prof. Halina Grzymała-Moszczyńska.

Piotr Żak: – Marysia przyjeżdża do Polski, ponieważ jej rodzice postanowili wrócić do kraju po latach mieszkania w Hiszpanii. Dziewczynka urodziła się i wychowała poza Polską, jej podstawowym językiem jest hiszpański. Po polsku potrafi się porozumieć, ale z trudem pisze i czyta. Trafia do polskiej szkoły i...
Halina Grzymała-Moszczyńska: – Przede wszystkim jest nierozpoznana, czyli w szkole nikt nie zdaje sobie sprawy z jej historii. Wbrew pozorom to częsta sytuacja, ponieważ na ogół rodzice nie informują szkoły, że właśnie wrócili z zagranicy, że ich dziecko nie zna polskich realiów i polskiej kultury, że z trudem mówi po polsku albo w ogóle nie posługuje się tym językiem, że trzeba mu powtórzyć polecenie, żeby je zrozumiało i wykonało...

– Ale przecież w ten sposób krzywdzą włas­ne dziecko!
– To prawda. Tyle tylko, że zachowują się w ten sposób, żeby to dziecko chronić.

– Przed czym?!
– Przede wszystkim przed zazdrością. Co ciekawe, małym reemigrantom, takim jak nasza Marysia, zazdroszczą nie tylko dzieci, ale też nauczyciele. W jednej ze szkół nauczyciel powiedział do dziecka: „Ty sobie siedziałeś we Francji, bawiłeś się, a my ciężko pracowaliśmy. Teraz ty musisz ciężko popracować”. Mówiąc dosadnie, ten nauczyciel z zazdrości postanowił pokazać chłopcu, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Ale taka postawa wynika nie tylko z emocji. Równie ważnym, a może nawet ważniejszym czynnikiem jest niewiedza nauczycieli. Brakuje im choćby kompetencji z zakresu psychologii międzykulturowej. Co gorsza, nie mają gdzie tej wiedzy zdobywać, bo brakuje studiów podyplomowych czy kursów z tej dziedziny.

– Porzuciliśmy Marysię... Wróćmy do niej.

– Koniecznie, ponieważ ona jest bardzo samotna. Została gwałtownie wyrwana z bezpiecznego środowiska, z grona przyjaciół i równie nagle przeniesiona w zupełnie inny świat. Owszem, rozumie, co się do niej po polsku mówi, ale nie rozumie, dlaczego dzieci tak się zachowują albo dlaczego spotyka się z szykanami, gdy zachowa się w sposób, który jeszcze do niedawna był dla niej zupełnie normalny. Na przykład kompletnie nie pojmuje, dlaczego nauczyciel na nią nakrzyczał i zwyzywał od aroganckich smarkul, gdy powiedziała do niego: „Krzysztof, czy mógłbyś mi pomóc z tym zadaniem?”. Przecież w Hiszpanii wszystkie dzieci tak się zwracają do nauczycieli i żaden nie robi z tego powodu awantury! Czuje się więc coraz bardziej wyobcowana, spychana gdzieś na margines życia klasy. Próbuje jakoś sobie pomóc. Przez internet odnajduje przyjaciół z Hiszpanii, odnawia z nimi kontakty. Z nimi może porozumiewać się po hiszpańsku, a więc w języku, który uważa za swój naturalny, i o sprawach, które zna i rozumie. Stopniowo poświęca na te kontakty coraz więcej czasu, kosztem obowiązków, jakie ma teraz. W efekcie zaniedbuje naukę, coraz bardziej odstaje od klasy, ma coraz gorsze oceny, a w końcu zaczyna unikać szkoły.

– Ale Marysia ma przecież rodziców...
– Jednak oni nagle przestali być dla niej wsparciem, co jeszcze pogłębia jej samotność i wyobcowanie. Nie rozumie, dlaczego teraz słyszy od mamy: „Daj spokój, ty nie wiesz, co to są prawdziwe problemy”, przecież dotychczas mogła na nią liczyć. A rodzice zapewne nie mają złej woli, tylko próbują odnaleźć się w polskiej rzeczywistości, z którą przez szereg lat właściwie nie mieli do czynienia, szukają w niej swojego miejsca. Spadło na nich mnóstwo problemów: szukają mieszkania, rozglądają się za pracą, próbują uzyskać pomoc od rodziny czy dawnych przyjaciół. Wydaje im się, że to oni mają prawdziwe problemy, a jakie problemy może mieć Marysia? Ona ma się tylko uczyć! Tak naprawdę są samotni i niezrozumiani w niemal takim samym stopniu jak ich córka. I tak jak ona nie mogą liczyć na fachową pomoc. Prawdopodobnie przydałaby im się jakaś specjalistyczna porada, ale w Polsce nie ma odpowiednio przygotowanych psychologów i psychiatrów, którzy rozumieliby, że problemy osobiste i rodzinne reemigrantów mogą wynikać z naturalnych kłopotów związanych z adaptacją kulturową. Większość psychologów będzie doszukiwała się źródeł takich problemów w samej rodzinie, a tymczasem trzeba ich szukać zupełnie gdzie indziej.

– Znowu nie ma złej woli, za to jest niewiedza...

– Właśnie tak. Wracamy do tego, o czym już wspominałam: w Polsce bardzo uboga jest oferta dla osób, które chciałyby nauczyć się innych kultur, zrozumieć je i pomagać osobom przyjeżdżającym do Polski z innych krajów. Brakuje też zrozumienia tzw. czynników dla kształcenia międzykulturowego. W 2010 roku prowadziliśmy na Uniwersytecie Jagiellońskim studia podyplomowe dla nauczycieli, dofinansowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Cieszyły się naprawdę dużym zainteresowaniem, ale gdy w 2011 roku zwróciliśmy się do MEN z prośbą o dofinansowanie kolejnej edycji studiów – ministerstwo odmówiło i musieliśmy zrezygnować. Na skutek braku tego rodzaju możliwości dokształcania mało kto na przykład zdaje sobie sprawę, że Marysię powinien uczyć polskiego nie zwyczajny polonista, ale osoba przygotowana do nauki języka polskiego jako języka obcego. Bo dla Marysi polski nie jest językiem podstawowym, dla niej takim jest hiszpański, i naszego języka trzeba ją uczyć tak jak obcokrajowca. Poza tym ilu dyrektorów szkół wie, że MEN ma w budżecie przewidziane środki na tak zwane szczególne potrzeby edukacyjne, a więc między innymi na edukację grup etnicznych czy imigrantów? A jeśli nawet wiedzą o tych środkach, to nie bardzo mają pojęcie, jak je wykorzystać. Dzięki takim kursom jak ten nasz na UJ, nauczyciele zdobywaliby taką wiedzę.

– Mamy więc obraz nauczyciela nieprzygotowanego na spotkanie z uczniami z innych kręgów kulturowych. Ale czy taki nauczyciel naprawdę nie jest w stanie w żaden sposób pomóc Marysi?
– Oczywiście, że może jej pomóc. Najważniejsze, żeby poznał sytuację Marysi, i to z możliwie dużym wyprzedzeniem, a nie z dnia na dzień. Po prostu potrzebuje czasu, żeby się oswoić z myślą, że przyjdzie mu opiekować się dzieckiem z innej kultury, żeby pomyśleć nad tym, jak Marysię wprowadzić do klasy, jak ją przedstawić dzieciom, jak obie strony zachęcić do wzajemnych kontaktów. Jeśli zechce, znajdzie w internecie opracowania dotyczące pracy z takimi uczniami. Jest ich trochę, i to naprawdę niezłych. Krótko mówiąc: jeśli będzie miał trochę czasu i chęci, to sam może się przygot...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy