Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

DOSKONAŁA MIŁOŚĆ USUWA LĘK

0 278

Człowiek wierzący ma więcej motywacji do tego, aby przezwyciężać niepokój, lęk, czy nawet strach. Ale tylko wtedy, gdy jego wizja religijna sama nie jest zastraszeniem, gdy nie kształtuje religijności inspirowanej lękiem i stałą obawą przed Bogiem. W wizji głęboko chrześcijańskiej Bóg jest przede wszystkim troskliwym Ojcem, pedagogiem i lekarzem – mówi ks. ZBIGNIEW HRYNIEWICZ. Ksiądz Wacław Hryniewicz jest wybitnym teologiem i ekumenistą, kierownikiem Katedry Teologii Prawosławnej i dyrektorem Instytutu Ekumenicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Napisał trylogię o nadziei: „Nadzieja zbawienia dla wszystkich” (1989), „Dramat nadziei zbawienia” (1996), „Nadzieja uczy inaczej” (2003). W książce „Nad przepaściami wiary” (2001) powiedział: „Chciałbym być człowiekiem nadziei i umieć się dzielić nadzieją. Chciałbym być w jakimś sensie także współpracownikiem Boga nadziei”.

Adam Cedro: Czego Ksiądz się lęka?
Wacław Hryniewicz: – Jak każdy człowiek mam swoje małe obawy i lęki. Po włamaniu i kradzieży komputera odczuwam na przykład pewien lęk, kiedy zbliżam się do drzwi swojego pokoju. Nie mam jednak obaw o jutro lub o utratę pracy. Lata robią swoje. Moje najpoważniejsze obawy dotyczą sprawy pojednania chrześcijan. Ekumenia wymaga otwartości, umiejętności wczucia się i wzajemnego przejmowania perspektyw w rozumieniu świata wiary drugiego człowieka. Tymczasem jest w nas wciąż zbyt wiele zahamowań i obaw przed innością i innymi. Zamiast uczyć się na błędach przeszłości, często je powtarzamy. Tak jakbyśmy nie potrafili dostrzec błogosławieństwa różnorodności.

– Czy osoby duchowne – zakonnice, księża – przeżywają jakieś szczególne lęki, na przykład o własną wiarę?
– Z pewnością tak. Stajemy przecież wobec realiów życia, wobec tylu nieprzewidzianych spraw, które mogą zburzyć rytm życia, wprowadzić zamęt. Rodzi się wtedy niepokój, czy zdołam zachować się odpowiedzialnie w trudnych sytuacjach, czy kogoś nie zawiodę. Różni ludzie proszą mnie o rozmowę. Niektórzy oczekują, że pomogę im rozjaśnić życie, a to nie zawsze jest możliwe. Budzi się wtedy we mnie obawa, czy potrafię wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom, czy zdołam pomóc odbudować zaufanie do życia, do Boga, do Kościoła, do chrześcijaństwa. Czy mam wystarczająco wiele tego zaufania w sobie samym? Pocieszam się poczuciem, że nie wszystko ode mnie zależy, że nie szczędząc swojej troski i swego trudu – trzeba zaufać Komuś Większemu.

– Lękali się apostołowie, lęk nieobcy był też Chrystusowi...
– Jest w Biblii pewna mądrość, łatwa do przeoczenia. Chodzi o fragment pierwszego listu Jana (1 J 4,18), pisanego u kresu życia przez człowieka, który wiedział, co nadaje sens ludzkiemu istnieniu: „W miłości nie ma lęku, ponieważ doskonała [dziś powiedziałbym: spełniona] miłość usuwa lęk, gdyż lęk zakłada karę” (przekład ekumeniczny, 2001). Człowiek, w którego życiu spełniło się coś z doświadczenia miłości i oddania, mniej się lęka. Jeżeli dał z siebie wiele, to czego miałby się lękać? Chyba o los drugiego człowieka. Za co go karać?

– Czy Jan mówi tutaj o ludzkiej miłości, czy być może o miłości Boga?
– Mówi o miłości do Boga i do ludzi, bo ten list podkreśla, że kto nie miłuje brata czy siostry, ten nie miłuje Boga. W tym samym rozdziale Jan dwukrotnie zapisał zdumiewające słowa: „Bóg jest miłością”. Kto trwa w miłości, pozostaje w Bogu. W Nim zakorzenione jest ludzkie życie. Sięga rzeczywistości transcendentnej. Taka perspektywa pomniejsza lęki, daje poczucie, że mamy na czym oprzeć nadzieję, że dążymy do czegoś większego, że nie jesteśmy na drodze do nicości. Tego rodzaju refleksja odciąża człowiekowi psychikę.

– Czyli wiara osłabia lęk...
– „Nie dał nam Bóg ducha trwożliwości (gr. deillías), ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1,7). Ten tekst, różnie przekładany, często towarzyszy mi w ostatnim czasie, daje poczucie dystansu wobec samego siebie. Tak, człowiek wierzący ma więcej motywacji do tego, aby przezwyciężać niepokój, lęk, czy nawet strach. Ale tylko wtedy, gdy jego wizja religijna sama nie jest zastraszeniem, gdy nie kształtuje religijności inspirowanej lękiem i stałą obawą przed Bogiem. Napisano: „Bojaźń Pana początkiem mądrości” (Ps 111,10). Bojaźń to dopiero początek życiowej mądrości.

– Ta szczególna bojaźń jest chyba potrzebna...

– Tak, ale chodzi tu o bojaźń dziecka wobec kochającego Ojca. Jest to tak zwany timor filialis, reverentialis, czyli lęk pełen czci, szacunku i zaufania. Lęk, aby nie zawieść, nie urazić Tego, kto zasługuje na to, ażeby Go nie ranić. Różnym religiom od początku ich dziejów towarzyszył motyw lęku. To był istotny moment inicjacji. Ale w religijności nie można pozostać na etapie samej inicjacji. Człowiek musi dojrzewać, rozwijać się, iść dalej. Tekst Jana o spełnionej miłości wyraża tę perspektywę: coś się w człowieku spełnia, dojrzewa, przynosi owoc, lęk zostaje przezwyciężony. Nie mamy recepty, jak całkowicie uchronić się od niepokojów. Lekarstwem jest głębokie zakorzenienie w tym, co nazywamy nadzieją, zaufaniem i oddaniem człowieka.

– Wiele religijnych lęków wiąże się z obrazem Boga groźnego, karzącego. Do czego może prowadzić przerysowanie obrazu Boga?
– Wierzę, że Bóg jest najlepszym, najmądrzejszym i najskuteczniejszym Pedagogiem. Przepełnia Go życzliwość i troska o los Jego wychowanków. W Biblii częściej mówi się o miłości i życzliwości Boga niż o Jego surowości. Owszem, zwłaszcza starotestamentowe księgi historyczne pokazują, jak Bóg prowadzi lud o twardym karku i jak go wychowuje poprzez kary. Obraz ten może budzić lęk. Jednak w innych księgach Biblii wizerunek ten ulega ewolucji i uwewnętrznieniu. Bóg mocny, karzący, niszczący wrogów, w końcu sam przyjmuje na siebie cierpienie. Bóg Nowego Testamentu gotów jest wydać siebie na mękę, aby ocalić i przemienić grzesznych ludzi. To niezwykła pedagogia boska. Obraz Boga ulega rozjaśnieniu. I chyba najpiękniejsze w Nowym Testamencie określenie, że Bóg jest miłością.

– A więc kara ma służyć wychowaniu...
– Motyw gniewu czy kary można traktować jako pewne środki pedagogiczne. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że jeśli Bóg wychowuje, to Jego zamierzeniem nie jest kara dla samej kary. Biblijna mądrość silniej akcentuje wizję Boga leczącego chorą wolność niż karzącego za jej nadużycie. Bóg pociąga ku sobie, leczy i przeobraża. Wolność jest darem dramatycznym – można jej nadużyć. Wtedy niszczę życie sobie i innym. Bóg respektuje złe decyzje wolności, ale nie pozostawia jej samej sobie. Tego rozumienia Boga wciąż brak w świadomości ludzi wierzących.

– Ale dzieci uczą się nadal, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
– Niedobrze, jeśli katechizm otwieramy z obrazem Boga jako surowego sędziego. Bóg j...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy