Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

DLACZEGO PAN NIE STWORZYŁ DRZEWA CHAŁKOWEGO

109

Niedoskonałość świata to cena za nasze istnienie. Od nas zależy, czy będziemy czynić dobro i ulepszać świat. Jeden jest niewybaczalny grzech: rozpacz, wyzbycie się nadziei, że dobro jest możliwe - twierdzi KONSTANTY GEBERT.

Optymista uważa, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów. Pesymista obawia się, że optymista ma rację. Mam nadzieję, że pesymista z tego starego porzekadła się myli – ale nie ma we mnie radosnej pewności optymisty. Judaizm jest, jak każda religia, religią nadziei. Jest to jednak nadzieja szczególnego rodzaju, bo w praktyce zamknięta w ramach naszego życia doczesnego. „Wierzę wiarą niezachwianą w przyjście Mesjasza – napisał wielki Majmonides w swoim, obowiązującym wszystkich Żydów, Credo – i nawet jeśli zwleka, codziennie oczekuję jego przybycia.” Wierzę więc, że przyjdzie i zbawi świat, zniesie wojny, niesprawiedliwość i zło. Wierzę, że jego przyjście będzie tak oczywiste dla wszystkich, Żydów i nie-Żydów, że zwrócą się razem ku Jednemu Bogu. Wierzę wreszcie, że po jego przybyciu nastąpi zmartwychwstanie zmarłych i Sąd, i odtąd dzieje ludzkości potoczą się nową drogą. Chcę wierzyć, choć jest to trudne, że to właśnie nasze pokolenie zasłuży na to, by Mesjasz przybył za naszego życia. Ale wiem też, że pokolenia przed nami, nie gorsze od nas, a lepsze, także żyły tą wiarą, i zmarły w jej niespełnieniu. Nie na tym więc buduję swoją nadzieję.

„Jeśli sadzisz drzewo – uczy Talmud – i usłyszysz, że Mesjasz przybył, najpierw dokończ sadzenia drzewa. Dopiero potem wolno ci przyjść przywitać Mesjasza.” To nie tylko ostrzeżenie przed pochopnymi nadziejami mesjańskimi. To także pochwała doczesności. Nasze życie nie jest bowiem jedynie przedsionkiem do życia właściwego, w czasach mesjańskich czy na tamtym świecie. Ono ma wartość samoistną. Możemy w nim budować dobro, które się ostanie. „Dlaczego – pyta Talmud – Pan nie stworzył drzewa chałkowego? Przecież On, który może wszystko, mógł też stworzyć drzewo, na którym rosną chałki, i ludzie nie musieliby ich wypiekać przed szabatem, lecz po prostu zrywać z gałęzi.” I Talmud odpowiada: „Stało się tak, bo Pan chce, żebyśmy też mieli nasz udział w dziele stworzenia”. Słowa „na obraz i podobieństwo” należy rozumieć jak najbardziej dosłownie: jesteśmy Jego partnerami, wspólnikami w dziele tworzenia i naprawy świata.

Naprawy – bo świat jest niedoskonały. A niedoskonały jest dlatego, że tylko w takim świecie mógł zaistnieć człowiek obdarzony wolną wolą. Ta bowiem oznacza swobodną możliwość czynienia nie tylko dobra, lecz i zła. Przed człowiekiem istniały już byty doskonałe: aniołowie, zdolni czynić jednie dobro. Najwyraźniej jednak dobro czynione z konieczności, nie z wyboru, nie było dla Pana dość „dobre”. Stworzył więc człowieka, by ten dobro mógł wybierać. Ale oznaczało to tym samym, że może on wybierać także i zło. Niedoskonałość świata jest ceną, jaką Pan zapłacił za nasze istnienie. Ale zarazem niedoskonałość ta stawia przed nami podobne Bożemu zadanie.

Człowiek, choć zdolny do zła, nie jest nim pierworodnie skażony. „I ujrzałem serce człowieka, że jest złe od młodości” – zafrasował się Pan w czas potopu. „Od młodości” – podchwytuje Talmud – ale przecież nie od narodzin! Zło w człowieku to skutek jego wcześniejszych błędnych wyborów, nie zaś nieusuwalna skaza natury. Zawsze można się poprawić. Póki życia, jest szansa. Wrota skruchy nigdy nie są przed nikim zamknięte. Dlatego też, uczą nasi nauczyciele, choć minuta wieczności lepsza jest od całego życia doczesnego, to minuta życia doczesnego lepsza jest od całej wieczności. W wieczności bowiem bezpośrednio obcujemy z Panem, i nieskończenie jest to lepsze od wszelkiej doczes-nej radości. Ale tylko za życia mamy możność wybrać dobro nad złem.

Możemy więc ulepszać świat, i w tym źródło nadziei. Wiemy bowiem jak: Pan dał nam swoją Torę, a w niej zawarł wszystko, co do życia po Bożemu potrzebne. Znaczące jest, że o kwestiach eschatologicznych, wiedzy o tamtym świecie z Tory wiele się dowiedzieć nie sposób. Ta wiedza najwyraźniej nie jest nam do tego, by żyć po Bożemu, potrzebna. „Pan jest skomplikowany, ale nie jest złośliwy” – zauważył Albert Einstein. Gdyby taka wiedza była nam potrzebna, zawarłby ją w Swoim objawieniu. Nie zastawiałby pułapki na ludzi. Potrzebni Mu jesteśmy świadomi, nie – błądzący. Potrzebni Mu jesteśmy, by naprawić świat.

Wielki żydowski filozof niemiecki początków minionego wieku, Frantz Rosenzweig, tak ujął to zadanie w swej fundamentalnej „Gwieździe zbawienia”. Na scenie wszechświata jest trzech aktorów: Pan, świat, który On stworzył, i człowiek, któremu On się na tym świecie objawił. Przy tym obaj nie-Boscy aktorzy istnieją tylko mocą relacji, jaka między nimi a Panem Stworzenia zachodzi. Między Nim a światem jest to relacja stworzenia, między Nim a człowiekiem – relacja objawienia. Ale relacja między człowiekiem a światem jest autonomiczna, i jest to relacja odkupienia. Wprawdzie świat i my jako jego część istniejemy jedynie z Bożej woli stworz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy