Czy ludzkość jest w stanie nałożyć sobie granice? Z dr. hab. Bartłomiejem Dobroczyńskim rozmawia Paulina Chołda

Psychologia i życie

Czy potrafimy się czegoś wyrzec, przestać przeć? Tworzenie i niszczenie są asymetryczne. Zło czynić łatwo, natomiast aby przyczyniać się do dobra, trzeba być cierpliwym, zdyscyplinowanym. Niemiecki filozof Peter Sloterdijk twierdzi, że ważnym składnikiem człowieczeństwa są ćwiczenia i ascezy: powinniśmy nabywać nowe umiejętności i uczyć się nakładać na siebie ograniczenia.

Paulina Chołda: Po inwazji Rosji na Ukrainę na głównej stronie cenionego portalu internetowego tuż pod relacją z dramatycznych wydarzeń wrzucono reklamę koronkowych majtek. Zasadę decorum dawno odłożono do lamusa, dodatkowo informacje dostarczane nieustannie i w czasie rzeczywistym zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jak to na nas wpływa?

POLECAMY

Bartłomiej Dobroczyński: Informacje nas zalewają, a tych niedobrych jest więcej. To przekłada się na nasze zachowanie i myślenie. Wzrasta poczucie niepewności, mogą pojawić się problemy ze snem i stany lękowe. Aby jakoś dać sobie radę, uruchamiamy mechanizmy obronne, na przykład dysocjujemy się, a więc oddzielamy emocjonalnie i poznawczo od wiadomości, które nam zagrażają. Albo przeciwnie, co chwilę sprawdzamy, czy nie wydarzyło się coś ważnego – co też nie poprawia naszego stanu psychicznego. Na głębokim poziomie to, co się dzieje, jest trudne do ogarnięcia, gdyż narasta entropia, rozpad. Doświadczamy ostatnio raczej chaosu niż porządku, raczej niepewności niż bezpieczeństwa, raczej sytuacji mętnych aniżeli przejrzystych. Nie znajdujemy już oparcia w rzeczywistości. Odę do radości mało kto zaśpiewa. 

Jesteśmy społeczeństwem informacji, tymczasem wojna w Ukrainie niejednego zaskoczyła.

Kolejnych wydarzeń, które zapowiadały złe rzeczy – ataku na Gruzję, aneksji Krymu, zabójstw politycznych na zlecenie w Rosji i poza jej granicami – nikt nie traktował poważnie. Żyjemy w wirtualnych bańkach informacyjnych, które skutecznie, jak się okazuje, oddzielają nas od rzeczywistego świata.

Informacje, które dostajemy, są filtrowane i profilowane za pomocą algorytmów. Jak pisał Eli Pariser w „The Filter Bubble. What the Internet is Hiding from You”, użytkownik internetu ląduje w „osobistym i niepowtarzalnym uniwersum informacyjnym”. Jeśli w tej chwili Pan i ja wygooglujemy hasło „wojna na Ukrainie”, nasze wyniki będą się różnić. Nasuwa się pytanie: które są prawdziwe?

Otóż to. Nie mamy powszechnie dostępnego narzędzia, by rozeznać się w tym chaosie informacyjnym. Ci, którzy generują informacje, mają określone interesy: każdy użytkownik internetu to także potencjalny klient. Jeśli korzystamy z usług GAFAMu (czyli Google, Apple, Facebook, Amazon i Microsoft), to jesteśmy dostarczycielami darmowych danych, poddanymi bezustannej inwigilacji. Na dodatek wszyscy płyną z prądem. Wyzwolenie się z trendu to droga przez mękę – ma się wtedy przeciwko sobie ludzi wokół, którzy siłą rzeczy są „strażnikami” zastanego porządku. Perswazja intelektualna nic tu nie da, bo ponad 90% naszej psychiki działa nieświadomie – czujemy się tak, jak czuje się nasza nieświadomość. Jak dawno temu powiedział mój syn: „Wiem, że wartości materialne nie są najważniejsze, ale nie pójdę do szkoły w butach z Tesco, bo koledzy mnie wyśmieją”. 

To kto może wywrócić stolik?

Polecam Pani zainicjowanie takiego ruchu. Byłbym ciekawy, co z tego wyjdzie. Zmiana społeczna wymaga ludzi, choć – jak pokazuje historia – czasem wystarczy zaledwie kilkaset osób. To grupa jest w stanie uruchomić procesy, które okazują się nieodwracalne. Na poziomie systemu jednostka to za mało. Stephen Hawking i wielu innych znających się na rzeczy ludzi ostrzegali przed rozwijaniem sztucznej i...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy