Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Czy ciastko truje duszę

0 298

Co piąty Amerykanin i Europejczyk trafi przynajmniej raz w życiu do szpitala lub poradni z rozpoznaniem depresji. Gwałtownie obniża się również wiek, w którym pojawiają się pierwsze symptomy choroby. Mnożą się publikacje na temat depresji nie tylko nastolatków, ale nawet kilkuletnich dzieci.

Znajomy z Brukseli, stateczny, dosyć wysokiej rangi urzędnik biurokracji europejskiej, postanowił wybrać się w podróż dookoła świata z misją poszukiwania ludzi szczęśliwych. Pokazując w mediach radosnych i pełnych zapału życiowego biedaków z Indii, Cejlonu, Etiopii i innych zacofanych zakątków globu, chciał zawstydzić i przywołać do porządku zachodnich malkontentów, którzy, nie wiedzieć czemu, nie potrafią się cieszyć swoim nad wyraz szczęśliwym losem ludzi sytych, bezpiecznych, zażywających wszelakiego rodzaju uciech i rozrywek. Impulsem do tego przedsięwzięcia była poczyniona przezeń obserwacja, że im lepiej wiedzie się jakiemuś społeczeństwu, tym bardziej staje się ono apatyczne, znudzone i smutne. Nie robił żadnych w tej materii badań ani nie śledził fachowej literatury, ale jest przeświadczony o potężniejącej fali melancholii w morzu zachodniego dobrobytu. Tak się biała rasa mozoliła przez wieki – konstatuje z goryczą brukselczyk – aby dostać wymarzone ciastko, jakim jest współczesna cywilizacja, a gdy już wreszcie na masową skalę tę słodycz spożywa, to krzywi się, wybrzydza i zaczyna wątpić w sensowność swoich starań; gubi miarę szczęścia, nie docenia własnych osiągnięć. Ta intuicyjna diagnoza jest zgodna z wieloma uczonymi głosami. Niektórzy epidemiolodzy i badacze zajmujący się naszą kondycją psychiczną twierdzą, że po erze lęku, jaka nastała po drugiej wojnie światowej, weszliśmy pod koniec XX wieku w erę depresji. Dowodzić tego mają statystyki szpitalne oraz badania epidemiologiczne. Wskazują one na wzrost ryzyka zachorowania na depresję z około 5-6 do niemal 20 proc. populacji w krajach rozwiniętych: co piąty Amerykanin i Europejczyk trafi przynajmniej raz w życiu do poradni lub szpitala z rozpoznaniem depresji. Gwałtownie obniża się również wiek życia, w którym pojawiają się pierwsze symptomy choroby. Kilkadziesiąt lat temu nikt nie mówił jeszcze o depresji młodzieży. Dzisiaj mnożą się publikacje na temat zaburzeń afektywnych nie tylko nastolatków, ale także kilkuletnich dzieci: starsze pokolenia wydają się psychicznie zdrowsze od młodszych, urodzonych w drugiej połowie XX wieku. Na Zachodzie, na przykład w USA i Kanadzie, zależność między depresją i wiekiem jest krzywoliniowa – w kształcie litery „n”. Prognozy skazują już bez mała co trzeciego nastolatka na zaburzenia afektywne. O tym zaś, że jest to przypadłość cywilizacyjna, świadczyć ma fakt, iż w krajach słabiej rozwiniętych występuje ona jakoby dużo rzadziej lub wcale.

Zanim sprawdzimy zasadność tezy, że rozwój cywilizacji jest êródłem melancholii, przyjmijmy ją za dobrą monetę i spytajmy, dlaczego miałoby się tak właśnie dziać. Dlaczego to nasze upragnione ciastko ma być aż tak trujące dla duszy. Najpierw jednak przybliżmy nieco obraz tej choroby. Ból istnienia, niemoc, bezwolność, bezradność, smutek, poczucie winy, rezygnacja, problemy ze snem, chudnięcie albo tycie, utrata sensu życia – to tylko niektóre z objawów zespołu zaburzeń afektywnych. W psychiatrii różnicowano go wielorako. Zasadniczy do dziś podział wywodzi się od Roberta Burtona, który w opublikowanej w 1621 roku książce „Anatomia melancholii” zaproponował podwójną klasyfikację ze względu na êródło depresji, jakim mogą być procesy mózgowe lub somatyczne (przyczyny endogenne przypisywane zwłaszcza psychozie maniakalno-depresyjnej, dla której stwierdza się wysoki współczynnik dziedziczenia) albo czynniki psychologiczne bez podłoża organicznego, takie jak doświadczenia utraty (żałoba), zawód miłosny, stres zawodowy czy porażka egzaminacyjna, a także wyuczony sposób postrzegania zdarzeń sprzyjający samoobwinianiu, wyolbrzymianiu nieszczęść i czarnowidztwu. Oczywiście szczegółowych teorii depresji jest znacznie więcej. Genetyczne ograniczają się do przyczyn endogennych; biologiczne poszukują mechanizmów mózgowych związanych z neurotransmiterami i są przydatne szczególnie w tworzeniu farmakologicznych środków leczniczych i zapobiegawczych, takich jak prozac; poznawcze zwracają uwagę na zdradliwy nawyk doszukiwania się przyczyn porażek we własnych trwałych i ogólnych cechach, a przyczyn sukcesów poza sobą; społeczne przypisują szczególną wagę samotności, małemu wsparciu ze strony bliênich, wrogiemu otoczeniu; stresowe podkreślają znaczenie nadmiaru negatywnych i niedoboru pozytywnych doświadczeń życiowych.

[nowa_strona] Jeśli istotnie współczesna cywilizacja miałaby zwiększać podatność na depresję, to pojawia się pytanie, które z powyższych czynników są za to odpowiedzialne. Czy zachodzą jakieś szkodliwe mutacje genetyczne? Czy zmienia się biochemia naszych mózgów? Czy gorzej funkcjonuje nasz system poznawczy? Czy rozpadają się więzi społeczne? Czy wreszcie doświadczamy większej liczby nieszczęść i silniejszego stresu?
Hipotezę o szerzeniu się depresji na skutek zmian genetycznych należy odrzucić, ponieważ czasowa skala ewolucji gatunku wyraża się w okresach znacznie dłuższych niż dziesięciolecia. Bardziej prawdopodobną przyczyną wydają się zaburzenia biochemiczne mózgu. Mogą one wynikać ze zmiany diety, chemii w rolnictwie, zanieczyszczenia środ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy