Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Człowiek - tak go widzę

0 192

Osobę można zrozumieć, jeśli będziemy podążać za nią przez całe jej życie, śledzić jej rozwój na każdym poziomie, badać czynniki psychologiczne, biologiczne i społeczne.

Prof. David Magnusson jest wybitnym szwedzkim psychologiem, profesorem uniwersytetu w Sztokholmie. Współpracuje z kilkoma znanymi uniwersytetami europejskimi. Jego zainteresowania naukowe zmierzają w dwóch kierunkach. Analizuje teoretyczne modele oraz ich metodologiczne konsekwencje dla psychologicznych badań. Interesuje się holistycznymi, interakcyjnymi modelami indywidualnego rozwoju. Prowadzi też empiryczne, interdyscyplinarne badania nad rozwojem. Współpracuje z badaczami z różnych państw.

Małgorzata Fajkowska-Stanik: – Wśród polskich psychologów jest Pan głównie znany jako metodolog, autor książki „Wprowadzenie do teorii testów”. Jaka jest, Pana zdaniem, rola statystyki w psychologii?
David Magnusson: – Odwołam się do metafory. Prokrust, postać z greckiej mitologii, był bestią, która miała pewne urządzenie. Zatrzymywał podróżnych na drodze. Kładł każdego na łoże i jak ktoś był za mały, to przy pomocy tego urządzenia wydłużał tę osobę, a jak ktoś był za długi, to ucinał mu głowę lub nogi. Statystyka ma być takim łożem Prokrusta, na które kładziemy modele psychologiczne i je dopasowujemy. Nie odwrotnie. Jeśli bierzemy statystykę jako kryterium w tworzeniu modeli psychologicznych, to jest to „odwracanie kota ogonem”. Amerykańska wizja powstawania modeli psychologicznych jest inna: Amerykanie zaczynają od statystyki. W Europie też niektórzy badacze mają taką tendencję.

– Jakie są inne Pana zainteresowania naukowe?

– Przed podjęciem pracy na uniwersytecie byłem przez 6 lat nauczycielem w szkole podstawowej. Połączenie moich doświadczeń jako nauczyciela z zainteresowaniami psychometrią sprawiło, że zacząłem badania podłużne (prowadzone na tych samych osobach w ciągu długiego czasu) w aspekcie rozwoju indywidualnego. Interesują mnie procesy, jakie zachodzą podczas rozwoju człowieka.

– Jak ujmuje Pan rozwój?
– Moje podejście do rozwoju osoby można nazwać holistycznym. Jest jeden zintegrowany organizm i od samego początku, od momentu, kiedy znajduje się w łonie matki, pozostaje w zależności od środowiska. Geny są swego rodzaju platformą, na bazie której zachodzi proces interakcji organizmu ze środowis-kiem. Jednakże również wewnątrz samej osoby zachodzą pewne procesy. Ważna jest integracja i widzenie tych procesów, jak i jednostki jako całości.
Holistyczna wizja osoby to teoretyczna podstawa, która pozwala stworzyć wspólną przestrzeń pojęciową. Byłbym szczęśliwy, gdyby ludzie pracujący np. nad poznaniem albo nad osobowością nawzajem czytali i znali własne prace. Niestety, tak nie jest. To odzwierciedla pewną fragmentację zagadnień w psychologii.

– Co zainspirowało Pana w holistycznym podejściu do rozwoju człowieka, nauki i badań naukowych?

– W 1992 roku dyskutowałem z noblistą w dziedzinie medycyny B. Samuelssonem o tym, że mamy tak wiele informacji gromadzonych przez medycynę, biologię, psychologię, socjologię, antropologię, ułatwiających nam rozumienie procesów rozwojowych. Ta wiedza jest jednak rozproszona. Musimy ją scalić w jedną wspólną, konceptualną przestrzeń. Będąc wiceprezesem Królewskiej Akademii w Szwecji, zorganizowałem konferencję. Zaprosiliśmy 25 najlepszych światowych ekspertów. Rozmawialiśmy o wpływach genetycznych, o rozwoju płodowym, o podświadomości. Z tego spotkania wypłynęło ważne przesłanie, jakie sformułowano w Unii Europejskiej w Brukseli. Stwierdzono, że to sztokholmskie sympozjum jest platformą na przyszłość dla uprawiania „life sciences”.

– Preferuje Pan badania podłużne rozwoju. Dlaczego?

– Proszę sobie wyobrazić historyka, który zajmuje się wydarzeniami I wojny światowej. Gromadzi dane z różnych krajów Europy, sprawdza poziom życia w tych krajach, ich ustrój. Potem na tej podstawie buduje macierze korelacji między danymi i opierając się na tym, stara się zrozumieć przyczynę I wojny światowej. Czy historyk weźmie to na poważnie? Oczywiście nie. Tak właśnie postępują ci, którzy badają rzeczywistość w sposób poprzeczny. Jeśli chcę zrozumieć rozwój jako proces, muszę postępować inaczej. Jak mogę zrozumieć przyczyny przestępczości, jeśli skoreluję ze sobą np. agresję i brak koncentracji u poszczególnych badanych? Można to zrozumieć, badając tę samą osobę w ciągu jakiegoś czasu. Musimy niejako podążać za osobą przez jej życie. Śledzić jej rozwój na każdym poziomie, badać czynniki psychologiczne, biologiczne i społeczne. Na przykład zaczynaliśmy badania z kobietami w wieku 10 lat, i zbieraliśmy dane o nich co jakiś czas aż do teraz, kiedy mają 43 lata. Tylko w taki sposób można badać proces i obserwować rozwój osoby na przestrzeni życia.

– Jaka jest praktyczna użyteczność Pana interakcjonistycznego modelu rozwoju jednostki? Chodzi o pogląd głoszący, że wkład w różnice indywidualne ma nie tylko środowisko i osoba (cecha), ale także interakcja między nimi.

– Kiedy zaczynałem mówić o tym modelu w latach 70., narażałem się na zarzuty. Wtedy bowiem w systemie szkolnym kładziono duży nacisk na pojęcie „ja”. A przecież interakcja jest swego rodzaju kluczem w modelach biologicznych. W ostatnich latach każdy ze szwedzkich raportów naukowych z dziedziny nauk przyrodniczych odwołuje się do pojęcia interakcji.
Rita Levi-Monalcini, amerykańska noblistka, która koncentrowała się w swych badaniach na „ja”, szybko doszła do wniosku, że nie jest w stanie w pełni zrozumieć „ja” bez przyglądania się jego interakcji z innymi osobami. „Ja” rodzi się, funkcjonuje i umiera, będąc cały czas w interakcji z innymi „ja”. Tak samo jest z rozwojem. Chociaż rozwój przebiega wewnątrz osoby, to jest zależny od tego, z kim i jak osoba wchodzi w interakcję. Jeśli młody chłopak staje się k...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy