Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Coraz dalej od kozetki

55

Czym można nasze myśli podpatrzeć w mózgu? Dlaczego diagnoza postawiona wspólnie przez trzech lekarzy prawdopodobnie będzie mniej trafna, niż gdyby każdy z nich postawił ją osobno? Czy psychologia ma pomysł na obniżenie poziomu agresji u dzieci? O tym, co może psychologia mówią Jan Strelau i Dariusz Doliński. Prof. dr hab. Jan Strelau - twórca regulacyjnej teorii temperamentu, prorektor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek Akademii Europejskiej. Opublikował ponad 200 prac z zakresu psychologii różnic indywidualnych, m.in.: „Temperament: A Psychological Perspective”, „Temperament jako regulator zachowania: z perspektywy półwiecza badań”. Laureat wielu nagród, w tym Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Prof. dr hab. Dariusz Doliński - zajmuje się psychologią wpływu społecznego i psychologią reklamy, odkrywca huśtawki emocjonalnej jako jednej z technik wpływu. Przewodniczący Komitetu Nauk Psychologicznych PAN, dziekan Wydziału Zamiejscowego SWPS we Wrocławiu, autor wielu książek, m.in.: „Psychologiczne mechanizmy reklamy” i „Techniki wpływu społecznego”.

DOROTA KRZEMIONKA: Od edycji poprzedniego podręcznika minęło zaledwie osiem lat, a już mamy nowy. Czyżby tak dużo wiedzy przybyło w tym czasie?
JAN STRELAU: – Po pierwsze, wiele w psychologii się zmieniło, to nie ulega wątpliwości. Po drugie, poprzedni podręcznik miał szereg wad, których jako jego redaktor jestem chyba najbardziej świadom. Dlatego podjęliśmy się pracy nad redakcją nowego podręcznika.

Rozwój psychologii budzi nadzieje. Parafrazując myśl Andre Malraux, wydaje się, że wiek XXI będzie wiekiem psychologii, albo nie będzie go wcale.
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Jeśli wiek XXI ma być wiekiem psychologii, trzeba odejść od stereotypowego widzenia psychologa jako kogoś, kto interweniuje tylko w sytuacjach kryzysowych, kto siedzi przy kozetce i wyciąga pacjenta z depresji. Stopniowo zmienia się wizerunek psychologa. Ludzie się coraz częściej orientują, że psycholog może funkcjonować w doborze kadr, w reklamie, w optymalizacji ruchu drogowego i w wielu innych dziedzinach.
JAN STRELAU: – Psychologia ma szanse stać się ważną nauką w krajach, gdzie podstawowe potrzeby są zapewnione. Wtedy możemy myśleć, jak zwiększyć dobrostan człowieka.

Czy szukanie czynników optymalizujących funkcjonowanie człowieka można uznać za cel psychologii? Jaka jest misja psychologii i nowego podręcznika?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Trudno wymienić jakąś jedną misję. Życie składa się z detali, podobnie potencjalna potęga psychologii. Z całą pewnością taką misją jest odbudowanie w Polsce zaufania między ludźmi. Myślę, że mamy do czynienia z kryzysem podstawowej ufności. Za tym idzie niechęć do kooperowania, spostrzeganie świata społecznego jako gry o sumie stałej – to znaczy, że jeżeli ja wygram, to ktoś inny musi przegrać.

Czy są pomysły, jak można by ten kapitał, jakim jest zaufanie społeczne, odbudować?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Problem w tym, że psychologowie potrafią generować pomysły i programy, ale niestety nie potrafią przebić się z nimi do decydentów. Na przykład psychologia już dawno odkryła prawidłowości dotyczące rodzenia się agresji u dzieci. Są przekonujące dowody na to, że oglądanie przez dzieci programów, gdzie leje się krew, skutkuje wzrostem agresji. Ale co z tego, skoro nie jesteśmy w stanie wyeliminować takich filmów dla dzieci z telewizji.

Brak odzewu może frustrować. Czy zdarza się, że wiedza psychologiczna ma zastosowanie praktyczne w skali społecznej?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Przykładem takiego zastosowania może być efekt wspólnej wiedzy. Polega on na tym, że w grupie podejmującej decyzję każdy coś wie, jest wiedza wspólna – czyli wszyscy coś wiedzą – ale jest również wiedza unikatowa, to znaczy ktoś wie coś, czego inni nie wiedzą. Otóż okazuje się, że nie potrafimy dzielić się wiedzą unikatową i często grupa podejmuje błędne decyzje, ponieważ opiera się tylko na wspólnej wiedzy. Jak pokazują badania psychologiczne, ma to wiele ważnych konsekwencji w codziennym życiu. Jeśli trzech lekarzy ma wspólnie sformułować diagnozę stanu pacjenta, to często jest ona błędna.

Lepiej, żeby diagnozowali osobno?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Nie. Najlepiej, żeby nauczyli się wymieniać informacjami. Amerykański Kongres zauważył konsekwencje tego błędu i zamówił u psychologów specjalne badania, jak wyeliminować efekt wspólnej wiedzy.

Czy zapraszając do pracy nad nowym podręcznikiem autorów z różnych ośrodków, próbowali Panowie przełamać ten efekt?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Tak! Tragedią polskiej nauki jest to, że nie ma u nas wymuszonej wymiany ludzi między ośrodkami. W Stanach Zjednoczonych po zrobieniu doktoratu trzeba przenieść się na inną uczelnię. W związku z tym następuje nieustanna wymiana myśli. Są dwie filozofie pisania podręczników: albo podręczniki autorskie, albo podręczniki pod redakcją. My sobie nie rościmy jako redaktorzy prawa do tego, że wiemy wszystko o psychologii.
JAN STRELAU: – Staraliśmy się, żeby zespoły autorskie, które pracowały nad kolejnymi rozdziałami podręcznika, wywodziły się z różnych ośrodków. Mało tego, myśmy ich niejako zmuszali, żeby zaprezentowali wspólny rozdział, z którym każdy z nich się identyfikuje.

Na ostatnim zjeździe PTP profesor Edward Nęcka mówił o napięciach wewnątrz psychologii. Jednym z nich jest napięcie między badaniami nad mózgiem a badaniami nas psychiką. Powiedział: „Neuronauka psychologii nie potrzebuje, ale psychologia potrzebuje neuronauki, choć nie chce się w niej roztopić”.
JAN STRELAU: – Psychologia przechodzi przeróżne fazy w rozwoju. Dla przykładu, kiedyś modna była psychologia matematyczna, w tej chwili jest silna koncentracja na czynnikach biologicznych. Te badania imponują niektórym psychologom jako przykład „prawdziwej nauki”, ale mają podstawowy mankament: zdecydowana większość badaczy nie umiejscawia swoich badań w kontekście teoretycznym. I wtedy stają się one bezsensowne.
Co jakiś czas czytamy doniesienia, że odkryto ośrodek mistyczny, zlokalizowano Boga w mózgu, bo jakieś obszary są bardziej aktywne.
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Co z tego, że gdzieś tam się rozświetla mózg, jeśli okazuje się, że rozświetla się też w szeregu innych sytuacji. Procesów psychicznych nie da się w prosty sposób zidentyfikować w mózgu.
JAN STRELAU: – Wydaje się, że rozwój genetyki i neuronauki stwarza pewnego rodzaju zagrożenie, że psychologia straci swoją specyfikę. Otóż sądzę, że te nauki potrzebują siebie wzajemnie. Podam przykład. Badania psychologów podpowiedziały genetykom molekularnym, w zakresie jakich zachowań szukać podstaw genetycznych. Nie dziedziczymy postaw antysemickich, patriotyzmu, a nawet inteligencji. Na początku 2000 roku ogłoszono, że odkryto gen odpowiedzialny za inteligencję. Kompletna głupota. Okazało się, że ten gen odpowiada za 1 procent, góra 1,5 procenta różnic indywidualnych w inteligencji, przy czym zreplikowane badania tego nie potwierdziły. Podobnie neuronauka uprawiana przez neuropsychologów dopóty, dopóki nie dotyczy zachowań – z punktu widzenia psychologa jest jałowa.
A zatem mamy do czynienia z jakościowo różnymi lecz dopełniającymi się zjawiskami. Podoba mi się przykład, jaki Panowie podają w końcowym rozdziale podręcznika. W banku działają prawa fizyki, na przykład prawo grawitacji czy tarcia, ale one nie wystarczą, by opisać funkcjonowanie banku.
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Wiedza z zakresu genetyki i neuronauki jest ważna dla psychologii: pozwala lepiej zrozumieć i przewidywać funkcjonowanie człowieka. Choć zarazem pewne subdyscypliny psychologii przestały się rozwijać, ponieważ psychologowie rzucili się na neuronaukę. Na przykład zaniedbano badania w takich dziedzinach jak altruizm, bo trzeba by robić eksperymenty, a nie tylko badać mózg. Roy Baumeister powiedział o psychologii społecznej, że stała się ona „psychology of finger movements” – nauką ruchów palców, czyli kwestionariuszy, stukania w klawiaturę komputera i pomiaru czasów reakcji. To przerażające.

Trudno jednak prowadzić eksperymenty na ludziach, nie narażając się na zarzuty etyczne. W nowym podręczniku jest rozdział o etyce zawodowej badacza i praktyka. Ale jak spełnić choćby warunek, by badany wiedział, co tak naprawdę badamy? Na przykład jeśli powiemy badanemu, że chodzi o uleganie perswazji, to eksperyment nie ma sensu.
DARIUSZ DOLIŃSKI: – W wielu eksperymentach nie da się spełnić tego warunku. Musimy jednak być ostrożni, zważyć zyski, jakie osiągamy dzięki badaniu i starać się zminimalizować koszty. Ale nawet badając dziecko testem Wechslera, narażamy je na stres, gdy nie potrafi ułożyć klocków. Nie można zbadać, jak człowiek reaguje na stres, nie narażając go na trudne sytuacje.
JAN STRELAU: – Jeden z moich byłych doktorów prowadził badania na polarnikach. Na dobę wyłączył im prąd na stacji antarktycznej. Oczywiście, skonsultował to z jednym z szefów, ale załoga nie wiedziała, co się dzieje. Proszę sobie wyobrazić ich stres. Czy to było konieczne? Może tak. Wiedza o tym, jak ludzie zachowują się w tak ekstremalnych warunkach jest ważna na przykład dla wojska. Problem w tym, że w badaniu zabrakło drugiego etapu, który polegałby na rozładowaniu napięcia i przeprowadzeniu swego rodzaju debriefingu. I nie przysporzyło ono badaczowi sympatii polarników.

Na ile psychologia zmierza w kierunku nauk przyrodniczych wspartych neuronauką, z twardą metodologią, a na ile mieści się w obrębie nauk społecznych, humanistycznych, gdzie próbuje się fenomenologicznie ogarnąć to, co człowiek przeżywa?
DARIUSZ DOLIŃSKI: – Myślę, że mamy dwie nogi.
JA...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy