Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

17 listopada 2015

Co mówi wnętrze

55

Pokaż mi swój pokój, a powiem ci, kim jesteś... Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele mówi o nas miejsce, gdzie mieszkamy lub pracujemy. I jak bardzo wpływa na nasze samopoczucie i wzajemne relacje.

Są domy, w których trudno wytrzymać, niezależnie od tego, jak mili są gospodarze. Być może zdarzyło ci się być w miejscu, które Mark L. Knapp, światowej sławy autorytet w dziedzinie komunikowania się, i Judith A. Hall, psycholog społeczny, określają „pokojem nie do życia”. Czas dłuży się tu w nieskończoność, a przesadnie czyste obicia mebli, połyskujące abażury i podłogi, rzeczy ułożone pod linijkę zdają się mówić: „Nie dotykaj, ten pokój jest tylko do oglądania”. Właściciele takich miejsc nie pojmują, dlaczego goście czują się u nich spięci i nie potrafią dobrze się bawić. Nie zdają sobie sprawy, że przestrzeń, jaką zaaranżowali, wysyła jednoznaczny komunikat: „Nie pozwalaj sobie na swobodę. Uważaj”. Ale są też mieszkania, które zdają się wręcz zachęcać: „Usiądź i czuj się jak u siebie”. Z przyjemnością zapadamy się w głębokie fotele, sięgamy po książkę, nie boimy się, że coś poruszymy, gdzieś naprószymy.

Posesje z pasją
Wystrój miejsca może pomóc rozluźnić się, może też sprzyjać sukcesom akademickim. Psychologowie z University of Utah (Anne Vinsel, Barbara B. Brown, Irwin Altman i Carolyn Foss) sfotografowali pokoje w akademiku świeżo upieczonych studentów. Po upływie trzech semestrów poddano analizie, co znajdowało się w pokojach tych studentów, którzy nie zaliczyli egzaminów lub w ogóle do nich nie przystąpili. Okazało się, że można było znaleźć tam wiele elementów przywołujących wspomnienia domu rodzinnego i pobytu w szkole średniej, takich jak zdjęcia czy pamiątki, mniej zaś było rzeczy związanych z życiem akademickim. Jak się wydaje, pokoje ujawniały, że osoby te nie do końca weszły w rolę studentów.
Wnętrze promieniuje na wszystko, co w nim zobaczymy. A. H. Maslow i N. L. Mintz z Brandeis University w badaniach sprzed pół wieku zaaranżowali trzy rodzaje pomieszczeń – „piękne”, „pospolite” i „brzydkie”. Uczestnicy dostali do oceny obrazki, mieli też określić swoje samopoczucie. Choć obrazki były takie same, to ci, którzy oglądali je w „pięknym” pokoju, oceniali je zdecydowanie wyżej i czuli się lepiej niż badani w dwóch brzydszych pomieszczeniach.

Zagrywki gabinetowe
Pomieszczenia wpływają na nas i nasze oceny, wiele też mówią o właścicielach. Edward Sadalla z Arizona State University pokazał studentom slajdy kilkunastu domów należących do wyższej klasy średniej. Prosił, by wyobrazili sobie, kim są osoby, które w nich mieszkają, jakie mają cechy. Okazało się, że badani trafnie scharakteryzowali właścicieli. Wystrój wnętrz mówił o ich inteligencji, kulturze osobistej, dojrzałości i pobudliwości, potrzebie przeżywania przygód, o relacjach z rodziną i innymi ludźmi. Otoczenie posesji zaś informowało o pasjach artystycznych właścicieli, ich guście, temperamencie.
Szczególnym pomieszczeniem jest gabinet – stanowi wizytówkę gospodarza, informuje o jego randze. Czasem przesadnie. J. Edgar Hoover, pierwszy dyrektor FBI, siedział za wielkim biurkiem, stojącym na dodatek na podwyższeniu, jego goście zaś zmuszeni byli zajmować miejsca przy małym stoliczku po prawej stronie. Nelson Rockefeller, biznesmen i wiceprezydent USA, posunął się jeszcze dalej: wyjmował z szuflady swego olbrzymiego biurka podwyższenie, rozkładał je na blacie, wchodził na nie i z tej wysokości zwracał się do interesantów. 

Zwykle jednak mamy do czynienia z bardziej subtelnymi komunikatami. Dyplomy na ścianach, puchary lub medale, a także regał z książkami – wszystko to ma wpływ na sposób widzenia właściciela gabinetu.

Czy można podać przepis, jak urządzić gabinet, by budować pozytywny wizerunek? Niekoniecznie, bo wiele zależy od płci osoby, która go zajmuje. Badania dowodzą, że kobiety pracujące jako doradcy bądź terapeutki budzą większe zaufanie w „tradycyjnym” układzie pokoju, gdy biurko jest ulokowane między nimi a klientem, a na ścianie wiszą dyplomy lub certyfikaty. Natomiast mężczyźni terapeuci lub doradcy są odbierani jako bardziej wiarygodni, jeśli biurko nie oddziela ich od klienta, a ścianę pokrywają współczesne płaskorzeźby lub modne plakaty.

Niezależnie od tego, jak urządzony jest gabinet, jego wielkość zdaje się sprzyjać procesowi terapii. Jak zaobserwowali psychologowie Richard F. Hasse i Dominic J. DiMattia, w dużych gabinetach klienci/pacjenci stają się bardziej wylewni i podają więcej szczegółów ze swego życia. Przypuszczalnie czują mniejszy lęk. Słynny antropolog i twórca proksemiki Edward T. Hall wykazał bowiem, że nieco większe pomieszczenia (ale do pewnych granic) działają mniej lękotwórczo; bardziej ośmielają do zabierania głosu.

Liczą się też cechy klienta/pacjenta. Psychologowie R. Widgery i C. Stackpole wykazali, że lękowe osoby lepiej postrzegały doradcę czy terapeutę, gdy nie dzieliło ich biurko, mało lękowe zaś przeciwnie – wolały terapeutów siedzących za biurkiem.
Być może studenci mają raczej wysoki poziom lęku, bo jak wynika z badań, czują się bardziej komfortowo, gdy profesor wychodzi zza biurka i siada z nimi przy stole. Wydaje się im wtedy bardziej uczciwy, troskliwy, przyjazny, otwarty i pomocny. Natomiast tych profesorów, którzy tkwią wciąż za biurkiem, odbierają jako bardziej autorytatywnych i agresywnie usposobionych.
Tak czy inaczej ustawienie mebli wyznacza relacje między ludźmi. Jak pokazuje profesor Robert Sommer, znany amerykański psycholog środowiskowy, usunięcie biurka z lekarskiego gabinetu sprawiło, że pacjenci poczuli się dużo swobodniej. Wystarczyło też inaczej rozmieścić meble na oddziale dla rekonwalescentów, by poprawiły się relacje między pacjentami. Wcześniej krzesła stały w szeregu wzdłuż ścian. Gdy ustawiono je wokół małych stolików, pacjenci chętniej się ze sobą kontaktowali i częściej rozmawiali.

Niepożądana wygoda

Architekci są świadomi, że liczba kontaktów między sąsiadami zależy w dużej mierze od tego, jak zaprojektowane są domy. Mieszkańcy najczęściej kontaktują się z bezpośrednimi sąsiadami, rzadziej z ludźmi mieszkającymi parę drzwi dalej. Najwięcej kontaktów sąsiedzkich mają osoby mieszkające blisko klatek schodowych i skrzynek na listy. Spece wykorzystują tę wiedzę, projektując budynki sprzyjające porozumiewaniu się, a zarazem zapewniające pr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy