Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

31 sierpnia 2016

Co kryje słowo miłość

22

„Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” – mówi matka. To wyznanie miłości, a zarazem wyrzut. Miłość jest takim „opakowaniem”. W środku mogą tkwić wszystkie uczucia świata, również takie, których może nie chcemy w sobie nosić.

Dorota Krzemionka: W drodze na nasze spotkanie przeczytałam w DF rozmowę z Jakubem Kornhauserem. Jakub, syn Juliana, obaj poeci. Paweł Łoziński, syn Marcela, obaj dokumentaliści. Trudno być synem takiego ojca.

Paweł Łoziński: Trudno. Dotyka pani poważnego tematu.

Jakub Kornhauser mówi o swoim ojcu: „Nie wiem, czy mieliśmy bliską relację emocjonalną”. I wspomina, że ojciec, jeżdżąc na rowerze, „majestatycznie kręcił pedałami”. Dziennikarz pyta: „Nabijasz się trochę?”. „Nie, jakżebym śmiał się śmiać z ojca” – odpowiada syn.

Też mnie poruszył ten cytat. Taka widocznie była ich bliskość – na dystans, daleka. Poruszyło mnie też, że świadomie wybrał samotne życie. Może jest tu jakiś związek?

Pan w poszukiwaniu bliskości ruszył z ojcem przed trzema laty w podróż…

Nawet nie tyle w poszukiwaniu bliskości, tylko chyba z potrzeby lepszego zrozumienia naszego układu. Myśleliśmy trochę naiwnie, że sami sobie zrobimy psychoterapię czy właściwie „autoterapię”, bo rozmowa toczyła się w samochodzie. Liczyliśmy, że kamera spełni rolę tego trzeciego, czyli terapeuty. Teraz wiem, że to się nie mogło udać. Z pewnym brakiem pokory do tego podeszliśmy. Wierzyliśmy, że poradzimy sobie sami, że jesteśmy omnipotentni, mądrzejsi od innych, damy radę, dogadamy się. A dogadaliśmy się tak…

… że z tej wspólnej podróży powstały dwa filmy – Pana i ojca. Nie udało się stworzyć jednej wersji?

To był bolesny eksperyment. Zamiast posunąć nas w dobrą stronę, zaognił nasze relacje. A z drugiej strony może właśnie pokazał prawdę o nich, której nie umiałem dostrzec. Pomyślałem: jak w takim razie ludzie mogą się dogadać? Postanowiłem, że zrobię film o dobrej rozmowie, takiej, która prowadzi do wyciszenia emocji, do porozumienia.

„Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” opowiada o takiej dobrej rozmowie między matką, czyli Ewą, córką Hanią i terapeutą, którym jest profesor Bogdan de Barbaro. A zarazem mówi o odcinaniu pępowiny. Bo choć wychodzimy z domów rodzinnych, jak Hania, to dom nie wychodzi z nas.

Uwalnianie się jest tematem przewodnim tego filmu. Rodzimy się przypięci do matki pępowiną. Pierwszym ruchem po narodzinach jest jej przecięcie, ale przecież ona nadal istnieje. W różny sposób pozostajemy zależni od rodziców, choć możemy nie być tego świadomi. Myślę, że w rodzinach, gdzie jest szczery przepływ emocji, gdzie można je otwarcie komunikować i nie jest się za to karanym, ludzie łagodniej radzą sobie z odcinaniem pępowiny. Nie musi to być tak brutalne – w moim przypadku było brutalne, bo spóźnione. Coś narosło latami, a film widocznie posłużył mi, by tę sprawę załatwić. Inaczej nie potrafiłem.

W filmie „Ojciec i syn” mówi Pan ojcu: „Chciałeś, bym żył twoim życiem, myślałeś, że sobie hodujesz klona”. Rodzice czasem tak by chcieli, nie są gotowi, by nas puścić. Gdy Hania opowiada o swoim bólu, matka natychmiast zaczyna zapewniać ją o swojej miłości.

Zalewa ją morzem uczuć, czyli robi to, co zawsze robiła. Nie daje jej oddychać. Plakat do filmu przedstawia dwie kobiety: każda ma na głowie hełm nurka, połączone są ze sobą rurą, niczym splątaną pępowiną, oddychają tym samym powietrzem. To, co jest wydechem dla matki, jest wdechem dla córki. Oddaje to istotę relacji między nimi. Jest duszno.

Trudno złapać w tym splątaniu oddech. Hania mówi w którymś momencie, że matka blokowała jej szczęście. Wiele matek kocha swoje dzieci tak, że gotowe są ciężarówkę unieść. Pragną ich szczęścia, a jednocześnie utrudniają doświadczenie go.

Pragną dla nich szczęścia w taki sposób, który je blokuje. Bo co to jest miłość? „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” – mówi matka. To wyznanie miłości, ale jednocześnie wyrzut. Nawet nie wiesz! Jak śpiewa Maria Peszek: „przystawiam ci do głowy moją miłość jak pistolet”.

Nic dziwnego, że Hani trudno jest przyjąć tę miłość, nasyconą poczuciem winy, że matka tak cierpi.

Cierpi dla niej, a ona nie umie tego docenić. Miłość jest uczuciem, które chcemy komuś dać bezinteresownie. Ale może też być szantażem, gdy ktoś próbuje nami zawładnąć.

Za stwierdzeniem rodzica: „kocham cię” mogą kryć się różne, nieświadome oczekiwania. Na przykład: „Zostań ze mną, bym nie czuła się samotna” albo „Bądź taka, jak chciałabym, byś była”…

Albo „Kocham cię, więc nie możesz mnie nienawidzić. Nie możesz być na mnie zły, wyrażać rzeczy, które do miłości nie pasują”. To jest też film o tym, co kryje się w słowie miłość. Jak możemy próbować sobie poradzić, gdy jesteśmy tym słowem spętani i jak rodzice mogą się starać, by dzieciom tego nie robić. Jak mówi profesor de Barbaro, miłość jest takim „słowem – opakowaniem”. W środku mogą tkwić wszystkie uczucia świata, również takie, których może nie chcemy w sobie nosić.

Na przykład zazdrość matki, że córce jest lepiej w życiu, niż jej kiedyś było…

Albo że jest młodsza, że ma wszystko przed sobą. Nie przypadkiem relacja matka–córka tak nam w filmie wypaliła, bo to są chyba najbardziej powikłane relacje.

Równie powikłane jak relacja ojciec–syn. Rodzimy się psychologicznie w relacji z rodzicem tej samej płci. Freud mówi, że syn musi mentalnie zabić ojca, by się narodzić jako mężczyzna.

Benia Krzyk z „Opowiadań odeskich” Izaaka Babla zrobił to dosłownie w podobnej konfiguracji: gdy umiera matka, ojciec bierze sobie młodszą żonę i wtedy syn bardzo się na tatę złości, co wyraża tak, jak potrafi – nożem, pistoletem i pięścią. Ja miałem w arsenale kamerę. Mogę domniemywać, że kobietom łatwiej przychodzi ekspresja emocji. Pole konfliktu jest rozszerzone, a nie tylko ubita ziemia i dwóch jeźdźców naprzeciw siebie, pędzących na oślep.

Ojciec z synem mocują się – dosłownie, na pięści, lub symbolicznie, na przykład tym, co nakręcą.

My z ojcem zawsze się mocowaliśmy na ręce. Ojciec przestał, gdy zaczął przegrywać. Nauczył mnie grać w szachy. Gdy zacząłem wygrywać, cofał ruchy, w końcu przestaliśmy grać.

Nie dał Panu szansy pokonania go. Ojciec zwykle nie lubi być detronizowany.

Nie wiem, nie mam syna. Córkom chętnie dam się detronizować… ale zięciowi już nie. Przy okazji filmu „Ojciec i syn” przyjrzałem się, co stoi za czwartym przykazaniem. Czcij ojca swego – tylko dlatego, że jest ojcem? Każdego? Rozumiem, czemu to przykazanie służyło: podtrzymywało struktury społeczne. Spójrzmy na „Powrót syna marnotrawnego” namalowany przez Rembrandta. Niektórzy rodzice tego oczekują: by syn zawrócił z drogi, padł do nóg. Ale jeśli to zrobi, już dalej nie pójdzie.

Mało tego, przeniesie gorycz przegranej na swoich synów.

Film, który zrobiłem z ojcem, postawił mnie pod ścianą, nie umiałem jej obejść ani przeskoczyć. Wtedy skorzystałem z terapii jako narzędzia, by lepiej się dogadać z samym sobą. Długo do tego dojrzewałem – przedtem, jak wielu, kpiłem z terapii: jak to, mam obcemu człowiekowi o sobie opowiadać i jeszcze mu za to płacić? Jak w tym żydowskim dowcipie, gdy trzy kobiety rozmawiają o synach. Jedna mówi: – Mój syn tak mnie kocha, że co tydzień zabiera mnie do drogiej restauracji. Druga mówi: – Mój syn z każdego miejsca na świecie śle mi pocztówki. A trzecia na to: – To jeszcze nic. Mój tak mnie kocha, że płaci ciężkie pieniądze jednemu facetowi tylko po to, by mu wciąż opowiadać o mnie.

Łatwiej obśmiać, wykpić…

Niż grzebać się w tym, co boli.

Uciekałem przed tym latami. A potem, gdy zacząłem terapię, przez jakiś czas było jeszcze trudniej. Bo gdy jeden człowiek próbuje się wyzwolić z układu rodzinnego, to cała rodzina się destabilizuje. Podobnie jeśli się zabierze jeden elektron z powłoki atomu, to z pierwiastka zwykłego może zrobić się radioaktywny. Ludzie, którzy przechodzą przez proces terapii, stają się tacy promieniotwórczy dla rodziny. Reszta nie może zrozumieć: o co mu chodzi? Kiedyś było dobrze, a teraz się czepia? Dziwny jest, poczekajmy, może mu przejdzie… Mam poczucie, że naruszyłem pewien układ, który – według pozostałych osób w rodzinie – dobrze działał.

Ale Panu ciążył, podobnie jak Hani, która czuła gulę w gardle, wchodząc do domu. Rozumiem, że Pana ojcu może być trudniej, ale Pana relacje ze sobą i z rodziną są teraz lepsze?

Czuję wielką poprawę, większą wolność. Myślę sobie, że rolą dzieci nie jest ułatwianie życia swoim rodzicom, a w wielu wypadkach tak się dzieje. Dla niektórych rodziców dzieci...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy