Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

1 grudnia 2021

NR 12 (Grudzień 2021)

Co ja tutaj robię, czyli syndrom oszusta

0 299

Osoby, które doświadczają syndromu oszusta, wierzą, że nie są warte odnoszonych sukcesów, bo brakuje im wiedzy, kompetencji, zdolności. Fałszywie też oceniają swoje emocje, bowiem traktują je jako dowód na własne rzekome braki.

Po raz pierwszy mocno doświadczyłam syndromu oszusta w 2012 roku. Przyszedł mi wtedy do głowy pomysł na projekt, który był połączeniem wszystkiego, co kocham – psychologii, coachingu, pracy ze zwierzętami po przejściach. Dwa lata. Tyle czasu zajęło mi podjęcie decyzji o podzieleniu się tym pomysłem ze światem. Dwa lata. W mojej głowie odzywały się dwa głosy: „Za kogo Ty się uważasz” oraz „Wszyscy odkryją, że nie wiesz, co robisz”. Ja nie tylko czułam się jak oszustka, ja wierzyłam, że jestem oszustką i brakowało mi wiary w siebie. Ponieważ projekt był nowatorski, nikt inny w naszym kraju tego nie robił – to dodatkowo potęgowało moje obawy. Syndrom oszusta dochodził do głosu coraz mocniej i silniej, zniewalając i umniejszając mnie samą. „Jestem oszustką” – tak brzmiała historia, którą sobie opowiadałam. I tak brzmią historie, które słyszę prawie każdego dnia w mojej pracy zawodowej.

Czym jest syndrom oszusta?

Syndrom oszusta (imposter syndrome) zdecydowanie częściej dotyka kobiet. To przekonanie, które możemy osadzić na dwóch filarach. Pierwszy jest związany z poczuciem niewystarczalności: „Nie jesteśmy tak zdolne, tak odważne, tak mądre, tak kreatywne, tak kompetentne (tutaj możesz dopisać swoje własne krytyczne głosy), jak innym się wydaje”. Drugi filar związany jest z lękiem, że ktoś wcześniej czy później odkryje prawdę i nas zdemaskuje: „Przecież udajemy, nie powinno nas tu być, nic nie wiemy”. Syndrom oszusta to bezzasadna niepewność siebie, bo te historie o sobie samych nie są poparte żadnymi dowodami, ale wierzymy w nie bezgranicznie.
Po raz pierwszy ten termin pojawił się w 1978 r. w pracy badawczej psycholożek klinicznych Pauline R. Clance i Suzanne A. Imes. Zaobserwowały one u badanych kobiet liczne obawy odnośnie do ich własnych kompetencji, zdolności czy szans na sukces. Te wątpliwości pojawiały się bez względu na stopień naukowy, wynagrodzenie, osiągnięcia, nagrody czy rozpoznawalność w środowisku. Również niedoświadczanie wewnętrznego poczucia sukcesu okazało się niezależne od stanowiska, kompetencji i osiągnięć.
Chcę to bardzo mocno podkreślić: syndrom oszusta dotyka nie tylko kobiety, zmagają się z nim również mężczyźni. Presja na bycie silnym i jednocześnie lęk przed uznaniem przez innych za słabego skutecznie powstrzymują mężczyzn przed mówieniem o swoich zmaganiach. Co więcej, badania pokazują, że 70% ludzi przynajmniej raz doświadczyło syndromu oszusta, więc jest on zjawiskiem powszechnym.
Możemy doświadczać go okazjonalnie, głównie w związku z jakąś sytuacją, która wymusza wyjście poza to, co dobrze nam znane i komfortowe (np. przemówieniem publicznym, rozmową z partnerem), lub chronicznie – we wszystkich obszarach życia. Różne też bywa natężenie zmagań z syndromem oszusta – od stosunkowo niewielkiego, gdy martwimy się, czy staniemy na wysokości zadania, po obezwładniający lęk przed odkryciem rzekomej „prawdy o mnie”. 
Syndrom oszusta doprowadza do chronicznego wątpienia w siebie, lęku i wstydu, utrudnia cieszenie się życiem, bycia tu i teraz. Może dotknąć na dowolnym etapie życia. Może objąć konkretny obszar naszej codzienności lub pojawiać się w specyficznych 
sytuacjach. Powstrzymuje przed uwierzeniem w siebie. Nie zmniejszają go kolejne osiągnięcia – przeciwnie, staje się coraz intensywniejszy. 
Osoby, które doświadczają syndromu oszusta, wierzą, że nie są warte odnoszonych sukcesów, bo brakuje im wiedzy, kompetencji, zdolności. Fałszywie też oceniają swoje emocje, bowiem traktują je jako dowód na ich rzekome braki. Zmagając się z syndromem oszusta, wierzą, że gdyby były gotowe, gdyby miały większą wiedzę i kompetencje, gdyby nie były oszustami, to nie czułyby się tak, jak się czują!

Jak widzisz siebie?

Podstawowym problemem w syndromie oszusta jest obraz własnej osoby. Każdy zaopatrzony jest w soczewki, przez które patrzy na świat. Te soczewki zbudowane są z naszych wartości, przekonań, doświadczeń. Nie bez powodu mówimy, że widzimy świat nie takim, jaki jest, ale takim, jakimi sami jesteśmy. Osoby ze zdrowym poczuciem własnej wartości mają całościowy obraz siebie: dostrzegają całe swoje wewnętrzne bogactwo, mocne i słabe strony. Panuje błędne przekonanie, że kiedy zmagamy się z syndromem oszusta, nie dostrzegamy mocnych stron i widzimy tylko te słabe. Nie mogę się z tym zgodzić.  Syndrom oszusta operuje zafałszowanym i zniekształconym obrazem tego, kim jesteśmy, wyolbrzymiając i intensyfikując toksyczne historie, które sobie opowiadamy na własny temat. Niestety, kiedy wytrwale opowiadamy sobie tę samą historię, w końcu zaczynamy w nią wierzyć. Definiujemy siebie przez jej pryzmat. Zaczynamy żywić się kłamstwami, które czynią straszne spustoszenie, bo wpływają na to, jak pokazujemy siebie, w co się angażujemy, przed czym uciekamy, jakie relacje budujemy, jak działamy w pracy, a przede wszystkim na to, kim się stajemy. 
Na ten zniekształcony obraz nas samych nakłada się bardzo specyficzne definiowanie zarówno kompetencji i sukcesu, jak i porażki. W świecie „oszustów” nie ma miejsca na osobisty sukces. Możemy mówić o sukcesie, ale tylko tym płynącym z zewnątrz, będącym zasługą innych. Czasami coś nam się udaje za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności. Za to porażka jest w pełni nasza, stanowi dowód na brak kompetencji, wiedzy i bycie w miejscu, w którym nie powinniśmy być. W świecie, w którym sukces jest niekomfortowy, a porażka to dowód niewystarczalności, osiągnięcia zawsze będą niezasłużone.

Co kryje się za syndromem oszusta?

Bezzasadna niepewność siebie może przyjmować różne oblicza o zróżnicowanej intensywności. Opracowaliśmy sprawnie działający mechanizm, który ma nas „chronić” przed doświadczaniem wszystkiego, co wiąże się z syndromem oszusta. Słowo „chronić” biorę w cudzysłów, bo tak naprawdę ten mechanizm wzmacnia to, czego nie chcemy, co nam nie służy, czego się boimy. Karmimy wewnętrznego oszusta jeszcze bardziej. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy lęk przed odkryciem „prawdy” o nas idzie pod rękę z potrzebą uznania, akceptacji, zewnętrznego potwierdzenia własnej wartości. Jednak tych potrzeb nie da się zaspokoić, bo niemal tłamsi nas przekonanie, że nie zasługujemy na ich zaspokojenie. Szukanie na zewnątrz tego, czego nie mamy w sobie, to również droga w bardzo konkretnym kierunku – w stronę poczucia małości, wstydu, niepokoju i lęku.
Lęki, których doświadczamy, w pewien sposób wymuszają na nas określony sposób bycia i określone decyzje. Milczymy, nie zabieramy głosu, niemal wyłącznie dajemy, zgadzamy się na coś, z czym nie jest nam po drodze. Wśród zachowań, które dostrzegam u osób doświadczających syndromu oszusta, jest m.in. przesadna praca – nie tyle ciężka, co ponad siły. Lęk przed odkryciem mrocznego sekretu naszej niewiedzy powoduje, że pracujemy PONAD: ponad siły, ponad możliwości, ponad wszystko. Kolejny kurs, kolejna książka, kolejny dyplom – łudzimy się, że tym razem coś się zmieni – tylko po prostu musimy się bardziej starać. Zamiast skupić się na wartości, jaką wnosimy w życie innych ludzi, postawić na jakość pracy, całą energię i uwagę kieruj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy